Co jakiś czas w motoryzacyjnym świecie pojawiają się pojazdy, które na długo zapadają w pamięć, już po kilku sekundach od pierwszego kontaktu wzrokowego. Suzuki Ignis III to pojazd, który może śnić się po nocach, ze względu na wyjątkowo silne nagromadzenie brzydoty w jednym miejscu.

Są auta, w których można się zakochać od pierwszego wejrzenia – niekoniecznie muszą to być limuzyny, albo pojazdy sportowe. Fiat Punto I generacji był autem, które było taką słodką kropeczką. Aż chciało się go pogłaskać. Ford Focus I generacji przykuwał wzrok niecodziennymi, ostrymi liniami. To był oryginał! BMW można nie lubić, ale zdecydowana większość ludzi powie, że ich zwarte, zgrabne auta są godne uwagi. Ale i BMW tworzy potwory, czego przykładem jest np. elektryczny i3. Zresztą, może ma to celowe działanie, żeby
zbyt wielu klientów nie zechciało kupić tej pokracznej, niesymetrycznej pokraki. Bo brutalna prawda jest taka, że wiele aut elektrycznych jest wprowadzanych do oferty tylko po to, żeby firma mogła zmieścić się w chorych limitach emisji CO2, określonych przez postępową UE.
Kończmy już ten wstęp, bo jest za długi. Tak to jest, jak się chce swoim Czytelnikom powiedzieć jak najwięcej, bo się ich lubi. Ale nawet dobry film musi mieć skrócony dobry dialog, żeby można było wprowadzić do akcji tytułowego potwora.


Niech zatem wyłazi z dziury w ziemi.

Photo by Autoblog Uruguay on Trend hype / CC BY-NC-SA

Photo by Autoblog Uruguay on Trend hype / CC BY-NC-SA

 

Samochód terenowy dla Pigmejów


W przypadku tego auta określenie crossover pasuje jak ulał, bo cholera wie, co to jest. Wygląda, jakby mu ktoś przyłożył kopa w tyłek i z tego powodu wylazły mu oczy.
Co to jest? Terenówka dla Pigmejów? Tani chiński samochód terenowy, zamówiony wysyłkowo, który skurczył się po pierwszym myciu, jak bluzka z tandetnej tkaniny?
Ze względu na dziwne proporcje, auto wygląda, jakby poruszało się na kołach od wózka widłowego, choć tak naprawdę zastosowane w nim felgi to minimum „piętnastki”.. „Atletyczne wypukłości” nad kołami sprawiają, że auto wygląda jak kurczak brojler po dużej dawce antybiotyków – porządne uda, a reszta marna. I to niesamowite zderzenie aerodynamiki z prostymi liniami. Linie okalające okna znów kojarzą się z Chinami, tym razem, z tanimi samochodzikami dla dzieci, sprzedawanymi w marketach.
A to podcięcie szyby przy tylnych drzwiach… To już istny majstersztyk, będący wynikiem jakichś tajemnych wizji.
Najlepsze wrażenia wzrokowe otrzymuje się, jadąc za tym małym potworem. Jakby tego wszystkiego było mało, to jeszcze zwęża się on ku górze, jak piramida. Może warto byłoby zacząć produkować do niego bagażniki dachowe, aby osiągnąć w pełni ten efekt?


Paskudztwo sprzedawane jest w Europie od 2018 roku. Jest napędzane przez silnik 1.2 DualJet o mocy 90KM i może być, co już w ogóle rzuca na kolana, przy tej wielkości kół, wyposażone w napęd na obie osie (a do tego pakiet Outdoor, żeby bardziej upodobnić się do sfilcowanej terenówki).


Długość auta wynosi 3700mm, szerokość 1660mm, a wysokość 1595mm. Auto jest pięciomiejscowe. Przynajmniej producent tak twierdzi. Zastosowano standardowe, trwałe zawieszenie (belka skrętna plus kolumny MacPhersona). Podobno potrafi to pojechać 170km/h i zużyć poza miastem mniej niż 5 l/100km.


Najtańszy Ignis kosztuje 52100 zł, najdroższa 71100 zł.
Nasuwa się pytanie, kto takie auto kupi? Cóż, z pewnością ktoś kupi. Inaczej firma nie wprowadzałaby go do oferty. Przeprowadzono drogie badania i ustalono, że jest pewna grupa ludzi, którym taki paskudnik przypadnie do gustu.

Co podoba się jednemu, nie musi podobać się drugiemu. To, że akurat na łamach Motorewii pastwimy się, że Ignis jest paskudny jak noc, nie oznacza, że dla kogoś nie będzie on piękny. Podobnie jest z ludźmi.Dla jednych pani spod siódemki jest piękna, dla innych brzydka. Dla jednych Tusk jest twórcą polskiego dobrobytu i światowym politykiem z najwyższej ligi, dla innych zdrajcą, niemieckim pachołkiem i klaunem. Najważniejsze, żebyśmy mieli wszyscy prawo do wolności słowa – i wyrażania swoich własnych opinii. W dziennikarstwie motoryzacyjnym jest łatwiej. Człowiek może się obrazić, jak mu się powie, że jest paskudny. A samochód? Obrazi się? Jeszcze jakieś 30 lat temu auta miały duszę. Dzisiaj to masowo produkowana kupa blachy i tworzywa bez grama duszy. Bez obaw. Nie zepsuje się w nim czujnik położenia wału korbowego, jak się go nazwie paskudą. I odwrotnie. Wychwalanie go i wmawianie mu, że jest piękny, nie uchroni przed zatkaniem wtryskiwacza, jeśli właściciel leje „dieselka” kupionego okazyjnie od znajomego maszynisty.  

 

 

Photo by harry_nl on Trend hype / CC BY-NC-SA

Photo by harry_nl on Trend hype / CC BY-NC-SA


Taka sobie anegdota na koniec, na faktach autentycznych.

Niedaleko mojego domu mieszka złośliwa dama, w wieku starszym, będąca nauczycielką. To akurat tłumaczy wiecznie niezadowoloną mord… znaczy minę, nienawistne spojrzenie zza małych szkiełek modnych okularów i wrodzoną wyższość nad resztą pospólstwa, zawłaszczającego miejsce na drogach i chodnikach. Jak to zwykle bywa w przypadku przemądrzałych dam, nauczycielek, jest to stara panna. Bo gdzieżby miała związać swoje życie z niedouczonym chamem, który kiedyś napisał mgr z kropką na końcu.


I ta oto paniusia kupiła sobie takiego potworka, składając na niego z biednej, głodowej, nauczycielskiej pensji.
Kupiła nowy, bo się nie psuje i na gwarancji. W razie czego panowie z ASO zrobią, w białych rękawiczkach i w białych garniturach. A nie prostak z typowego warsztatu, z pazurami w smarze i z przydługimi paznokciami, który popełnia błędy językowe już na etapie powitania. 
Kiedyś dama nieomal staranowała mnie przy paczkomacie, bo musiała podjechać swoim crossoverem pod sam ekran dotykowy urządzenia, żeby nóżek zbytnio nie nadwerężyć, wymęczonych spacerowaniem między ławkami. 


Pojazd zapewnia wysoką pozycję za kierownicą, zatem paniuchna może dalej czuć się jak w czasie lekcji, powinna mieć jeszcze kij pod ręką, do tłuczenia po łapach innych kierowców, jak zrobią coś nie tak. I dziennik. No właśnie, nad ekranem dotykowym powinna być aluminiowa podpórka. Żeby w trakcie jazdy móc wpisywać numery rejestracyjne i stawiać dwóje, za błędy.

ignis dziennik

 

Auto jest małe, zatem paniuchna nie zawłaszcza dużych ilości przestrzeni miejskiej dla siebie. A to bardzo ważne, albowiem klimat się wali, jak podopieczni z klasy, na wycieczce do Krakowa.
A przed nami jeszcze inne wyzwania, bo połowa Afryki musi przyjechać do Europy.
Każdej nocy dama czyta z wypiekami na twarzy różnorakie romansidła, a potem marzy, że pewnego dnia przystojny Afrykanin wyrwie ją z tłumu, żądającego przyjęcia uchodźców i przytuli ją do swego zgrabnego, czekoladowego ciała, w zamian za kąt i opierunek, sfinansowany z nędznej, głodowej, nauczycielskiej pensji. I weźmie ją, którejś nocy, jak dzikie zwierze, choć ona będzie się opierać i równocześnie, jeszcze bardziej nie opierać.
I tak dama zasypia…
A rano budzi się, wściekła, że Afrykanina dalej nie ma, bo faszystowski rząd zabrania go wpuścić, a przed nią 5 lekcji ze złośliwymi bachorami, które ni cholery nie rozumieją, co się do nich mówi. Bułka maślana, przeznaczona na śniadanie, już zrobiła się twarda, woda na herbatę za krotko się gotowała i jest piana w szklance, a masło było w lodówce i jest twarde! Okrucieństwem od rana ten świat epatuje, miast miłością!
Wkurwiona dama wychodzi z domu, wsiada do auta, ręce jej się trzęsą, nienawidzi tego obrzydłego świata, tyle razy brutalnie opisanego w poezji! Nic się nie zmieniło od lat! A potem jedzie! Gdyby miała inny, większy samochód, to jeszcze by o kogoś zawadziła. A tu, w Ignisie wąsko, więc się zmieści. I wysoko, jak za biurkiem w sali lekcyjnej. Niby ciasno, ale wygodnie, bo jedzie sama.

Mamy nadzieję, że niebawem pojawi się też wersja elektryczna! Kiedy powstanie zeroemisyjny Ignis EV? Motorewia, jako największy zwolennik i propagator elektromobilności w Polsce wręcz żąda wprowadzenia Ignisa EV! Z baterią na dachu, żeby zrobić jednak tą piramidę! Poniżej rysunek poglądowy. 

ignis bateria

 

MENU

POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ

PORTAL MOTORYZACYJNY MOTOREWIA.PL ZAPRASZA DO ODWIEDZENIA INNYCH DZIAŁÓW

MAGAZYN MOTORYZACYJNY – ARTYKUŁY O PASJONUJĄCYM ŚWIECIE MOTORYZACJI

TECHNIKA MOTORYZACYJNA – PORADNIKI MOTORYZACYJNE O TYM, JAK SOBIE RADZIC Z KŁOPOTLIWYMI PODZESPOŁAMI I JAK SERWISOWAĆ NASZE SAMOCHODY

ELEKTROMOBILNOŚĆ i SAMOCHODY ELEKTRYCZNE – BRUTALNA PRAWDA O ELEKTRYCZNYCH WYNALAZKACH

FELIETONY MOTORYZACYJNE, HUMOR I CIEKAWOSTKI – CZYLI LEKKO I PRZYJEMNIE O NASZYCH AUTACH I NIE TYLKO

MOTOCYKLE I JEDNOŚLADY

MOTORYZACJA I POLITYKA – BEZ OGRÓDEK O TYM, JAK POLITYKA WPŁYWA NA ROZWÓJ WSPÓŁCZESNEJ MOTORYZACJI

MOTORYZACJA I WOJSKO

REWIA MOTORYZACYJNYCH GWIAZD – TESTY SAMOCHODOW OSOBOWYCH

SAMOCHODY ŚWIATA – CO CIEKAWEGO PRODUKUJA W INNYCH KRAJACH, O CZYM NIE MÓWI SIĘ W POLSCE?

ZAPRASZAMY RÓWNIEŻ DO POLUBIENIA MOTOREWIA.PL NA FACEBOOK I MOTOREWIA.PL NA TWITTER

PORTAL MOTORYZACYJNY MOTOREWIA.PL – POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ

Podziel się

About The Author

Niezależny dziennikarz motoryzacyjny. Kocham swoją pracę i motoryzację. Nie wszystko, co piszę, wszystkim się podoba, a ponieważ jestem niezależny, mogę pisać, co mi się podoba. Pasjonuje mnie technika samochodowa, pewnie dlatego z niepokojem spoglądam na wynalazki, takie jak auta elektryczne. Brzydzę się „dziennikarstwem motoryzacyjnym”, które polega na skracaniu gotowych newsów, przychodzących z działów PR importerów samochodów. Współpracuję z szeregiem redakcji i firm, między innymi z Motointegrator, Autofakty, Allegro.pl (dział poradniki) itd. Zawsze jestem otwarty na ciekawą współpracę. Jest mi niezwykle miło, że odwiedzacie Państwo moją stronę. Kontakt: redakcja@motorewia.pl