Ile kosztuje przejechanie 100 kilometrów autem elektrycznym? Ile będzie kosztować po podwyżkach prądu? Dlaczego można być pewnym, że prąd zdrożeje? Czy zakup samochodu elektrycznego jest opłacalny?

Zdaniem analityków, ceny prądu w Polsce mogą w przyszłym roku wzrosnąć od 30 do 50 procent. To uderzy we wszystkich: w przedsiębiorców i w zwykłych ludzi. Zwiększą się koszty produkcji. Spadnie konkurencyjność polskiego przemysłu. Wzrośnie koszt utrzymania gospodarstw domowych. Dodatkowo tak ogromny wzrost cen sprawi, że samochody elektryczne stracą najważniejszy atrybut: rzekomo niski koszt użytkowania.


Dlaczego ceny prądu wzrosną w przyszłym roku? Nie trzeba być ekspertem, żeby się tego domyślić. Obecnie, przed wyborami, ceny prądu są sztucznie zablokowane, aby nie uderzyć w rządzącą partię. Jeśli uda się jej wygrać, to hulaj dusza, piekła nie ma. PIS jak zawsze, będzie bohatersko walczyć, a potem równie bohatersko ulegnie. Winnym będzie UE (bo tak akurat jest). Jeśli PIS nie wygra (co jest mało prawdopodobne) – gorący kartofel wpadnie w ręce tych, którzy wybory wygrają. A ci powiedzą, że prąd zdrożał przez PIS. Skończy się jak zawsze, ceny pójdą w górę, Ty, Drogi Czytelniku i tak zapłacisz. A oni będą mieć zagwarantowane 4 lata życia na Twój koszt.

Dlaczego energia zdrożeje? Po pierwsze – na polskim rynku nie ma konkurencji pomiędzy dostawcami energii. A jak nie ma konkurencji, to są monopole. Jeśli do kogoś to nie dociera, to niech wspomni czasy Telekomunikacji Polskiej, monopolisty na rynku telefonów. Ile czasu trzeba było czekać na telefon? Jakie były koszty? Jakie były abonamenty? Bardzo młodzi ludzie nie są wstanie sobie wyobrazić tego, że nie można było iść do salonu, kupić telefonu i za 40 zł miesięcznie rozmawiać godzinami ze wszystkimi.
Jak było z paczkami, gdy jedynym monopolistą na rynku była Poczta Polska? A dziś? Działają dziesiątki firm logistycznych, zatrudniając tysiące ludzi. A zatem – monopol
Po drugie – wiele osób twierdzi, że polski sektor energetyczny jest przestarzały. To już temat dla osób, znających się na energetyce. Tu nie Parlament Europejski. Tylko tam wszyscy znają się na wszystkim, a nikt nigdy nie powie słowa „nie wiem”.
Po trzecie – energia zdrożeje na skutek działań Unii Europejskiej. Tego dobroczyńcy, bez którego byśmy sczeźli, znikli z powierzchni Ziemi, nie mielibyśmy ani dróg, ani domów, ani wody i chleba.
Tej samej Unii Europejskiej, która tak bardzo pragnie zmusić wszystkich do przesiadki na samochody elektryczne. Dlaczego? Ogromnie zdrożały tak zwane uprawnienia do emisji CO2. W półtora roku możliwość emisji tony dwutlenku węgla zdrożała z 8 do 27 Euro (w styczniu było to 22 euro). Zdaniem analityków runku cen energii, powodem wzrostów jest między innymi opóźniony Brexit. (Źródło: Rzeczpospolita).

Tak postępowa Unia Europejska walczy ze zmianami klimatu. W Polsce, gdzie 80 procent energii powstaje z węgla, elektrownie muszą „kupować uprawnienia do emisji CO2”. Trudno, żeby Polska, która ma złoża węgla brunatnego na 300 lat i duże złoża węgla kamiennego, produkowała prąd z wiatru.
A tak na marginesie, to czy UE jest właścicielem powietrza, żeby brała opłaty za emisję CO2? Skoro pobiera, to rozwiązaniem jest po prostu opuszczenie tego niegościnnego miejsca. Ale nie można, bo przecież niczego by nie było…


Z drugiej strony, koszt budowy elektrowni jądrowej to ok. 20 mld zł. Czy to dużo? Zależy, z której strony się spojrzy. Rząd PIS wydaje lekką ręką 70 mld złotych rocznie na programy socjalne, z 500 plus na czele.
Ale od rodzenia dzieci jeszcze nikt nie stał się potęgą. Afrykanie mają po dziesięcioro dzieci i bogactwa u nich nie widać. Bogactwo wypracowują przedsiębiorcy, jeśli mają wsparcie ze strony rządu (niskie podatki, proste przepisy, wsparcie, np. w postaci klastrów technologii). Jeśli kraj jest bogaty, żyje się w nim dobrze, to i ludzie zaczną mieć ochotę na posiadanie dwojga, a nawet trojga dzieci.
Wróćmy do elektrowni jądrowych. Ile trzeba by zbudować takich elektrowni, aby móc zamknąć wszystkie elektrownie węglowe i kopalnie? O ile wzrosłoby zapotrzebowanie na prąd, jeśli na drogach pojawiłby się ten mityczny milion samochodów elektrycznych? A potem kolejny i kolejny? Jaki byłby koszt? Kiedy to byłoby możliwe? Czy to rozwiązałoby problemy z ekologią? Oczywiście, nie, bo ci sami postępowcy, którzy obecnie walczą o zamknięcie elektrowni węglowych, blokowaliby transporty surowców radioaktywnych i radioaktywnych odpadów.
Cóż, kwestię edukacji osób, którym wydaje się, że prąd można produkować z wiatraczków, a wszyscy powinni jeździć na rowerkach, zostawmy znów specjalistom od energetyki. Przed nami najgorętszy temat ostatnich lat – postępowe, zeroemisyjne i podkreślmy to, tanie w eksploatacji, samochody elektryczne. No właśnie, czy faktycznie tanie?

 

Samochody elektryczne – Unia zachęca, Unia zniechęca

Można już powiedzieć – autor miał sto procent racji. Nietrudno było przewidzieć, że ceny prądu będą rosnąć, a przy tym koszty użytkowania samochodzików elektrycznych.
Wytłumaczenie jest proste. Rządy obecnie obkładają ogromnymi podatkami paliwa: olej napędowy i benzynę, czerpiąc z nich ogromne zyski. W związku z promocją elektromobilności (a raczej zmuszaniem ludzi do przesiadki na pojazdy elektryczne), aut elektrycznych powinno przybywać, a spalinowych – ubywać. Jeśli aut spalinowych będzie ubywać, rząd będzie tracić wpływy z podatków, nakładanych na paliwa. I co wtedy zrobi? Zaciśnie pasa? Zmniejszy biurokrację? Ograniczy wydatki? A gdzież tam! Po prostu zwiększy opodatkowanie prądu. I jeszcze na tym zyska. Bo prąd jest potrzebny i przedsiębiorcom i zwykłym zjadaczom chleba, i użytkownikom modnych, zeroemisyjnych, ekologicznych, postępowych samochodów elektrycznych. I jak już było pisane wcześniej wiele razy: nawet osiemdziesięcioletni Pan Genek, którego jedynym środkiem transportu na działkę jest chiński rower, poniesie koszty rozwoju „zrównoważonego transportu ekologicznego”.

Jak wzrost cen prądu wpłynie na koszty użytkowania samochodu elektrycznego?

Ile energii potrzebuje samochód elektryczny, żeby przejechać 100 kilometrów? Producenci podają dane dotyczące zużycia prądu, tylko jak zwykle, są one brane z księżyca. Podobnie jak zasięg, który według jednych wynosi 200, według innych 400, a w praktyce… Dziennikarze z tygodnika motoryzacyjnego „Motor” przeprowadzili test, którego wyniki opublikowali w numerze 51-52/2017. Czego się można dowiedzieć od kolegów po fachu?
• Renault Zoe – zasięg wg producenta wynosił 403 km, w teście wyszło 225 km.
• Hyundai Ioniq Electric – zasięg wg producenta to 280 km, w teście 165 km.
• VW e-Golf – zasięg wg producenta to 300 km, w teście 144 km.
Zgodnie z danymi, podawanymi przez producentów, zużycie energii w średniej wielkości aute elektrycznym wynosi od 14,7 do 28,1 kWh na 100 kilometrów. A w praktyce? Czy mówiąc inaczej, w rzeczywistości? Znów spójrzmy na test, przeprowadzony przez „Motor”.

 

Volkswagen E-Golf podczas jazdy w mieście, przy dobrej pogodzie (a zatem bez ogrzewania, pracy wycieraczek itd.), zużył 14,7 kWh/100km. Podczas jazdy po autostradzie, z prędkością 130 km/h, auto zużywało już 24 kWh/100km.
Zużycie prądu zależy od całego szeregu czunników:
• Od obciążenia samochodu (im więcej pasażerów i bagaży, tym większe zużycie prądu);
• Od terenu (podjazd pod górę zwiększa ilość prądu);
• Od ilości włączonych odbiorników prądu: ogrzewanie, klimatyzacja, oświetlenie, audio, wycieraczki szyb – to wszystko bardzo przyspiesza zużycie prądu. Można wszystko wyłączyć. Ale przecież auta elektryczne miały nas zaskakiwać rozwiązaniami z przyszłości. To dlaczego mamy nimi podróżować, jak powozami z 19 wieku i marznąć w środku, albo gotować się latem bez klimatyzacji? To nie zwiększa bezpieczeństwa na drodze.

Czyli można przyjąć, że średnie, realne zużycie energii, w typowym aucie elektrycznym średniej wielkości, to 30 kWh/100 kilometrów.

Jaki jest obecnie koszt przejechania 100 kilometrów modnym, zeroemisyjnym, postępowym samochodem elektrycznym?
   • Jeśli pojazd zostanie naładowany w domu, to średnia cena za kilowat (po doliczeniu wszystkich podatków) to 55 groszy. Zatem koszt przejechania 100 kilometrów to 16 zł i 50 groszy.
Ale… W domu możemy sobie ładować auto tylko wtedy, gdy jeździmy tylko i wyłącznie po mieście i mamy czas na wielogodzinne ładowanie. Szybsze ładowanie, za pomocą specjalnej ściennej ładowarki wymaga dodatkowych wydatków (kilka tysięcy zł za ładowarkę, podciągnięcie tzw. siły, dostosowanie auta).
A co w sytuacji, w której wybierzemy się naszym modnym autem elektrycznym nad morze, albo w odwiedziny do rodziny na wieś, aby pokazać, że istnieją lepsze rozwiązania od pompowtryskiwaczy w Passacie? Wtedy musimy doładować naszego modnego elektryka na stacji szybkiego ładowania. Tutaj koszt jest o wiele wyższy, niż w domu. Ładowanie za darmo się skończyło. To było na zachętę. Nie ma darmowych obiadów. Nawet największy polski polityk i ekonomista, Pan Ryszard Petru, znany z błyskotliwych myśli, o tym wiedział.
 • Jeśli pojazd zostanie naładowany na stacji szybkiego ładowania, to za kilowat (z podatkami) zapłacimy od 1,89 do 2,29 zł. Wtedy koszt przejechania 100 kilometrów wyniesie od 56,70 do 68,70 zł.
Dla porównania: Passat rodziny ze wsi, z dieslem i nieśmiertelnymi pompowtryskiwaczami, obładowany do pełna, z włączonym ogrzewaniem i audio na cały głos (z siarczystym disco polo, które powoduje, że z chińskich głośników leci ogień), zużyje na trasie jakieś 6 – 7 litrów oleju napędowego na 100 kilometrów. Jaki będzie koszt jazdy królem niemieckich limuzyn? Przy wysokiej cenie 5 zł za litr wyniesie on od 30 do 35 złotych.

A jak będzie po podwyżkach? Ile wyniesie koszt eksploatacji pojazdu elektrycznego, jeśli prąd zdrożeje o 50 procent?
• Przy ładowaniu domowym za 100 km jazdy zapłacimy 25 złotych
• Przy ładowaniu na stacjach szybkiego ładowania zapłacimy od 85 do 103 zł.

Każdy, kto posiada samochód, doskonale wie, że samo paliwo to nie wszystko. Do kosztów użytkowania auta należy doliczyć koszty serwisowania, napraw i wymian podzespołów.
Samochód elektryczny nie posiada dwumasowego koła zamachowego, wtryskiwaczy, turbosprężarki. Ale ma baterię litowo jonową, którą będzie trzeba wymienić po 7 – 8 latach eksploatacji (tak optymistycznie). Koszt nowej baterii o pojemności ok. 40 kWh to ok. 40 – 45 tys. zł. Tyle, co 10 dwumasowych kół zamachowych, dwa komplety nowych piezoelektrycznych wtrysków i dwie turbosprężarki.
A przecież samochód elektryczny jest ponad dwa razy droższy w zakupie, od swojego spalinowego odpowiednika.
W aucie elektrycznym trzeba, tak samo, jak w spalinowym, wymieniać płyn chłodniczy (Czy pojazd EV ma płyn chłodniczy?), akumulator 12V (Czy pojazd elektryczny posiada akumulator samochodowy 12V?), kupować i zmieniać opony, regulować zbieżność, wymieniać płyn przekładniowy, serwisować klimatyzację, wymieniać elementy zawieszenia i układu hamulcowego, wymieniać płyn hamulcowy, filtr kabinowy, chronić grata przed korozją, wymienić czujnik prędkości obrotowej na kole, jak się zapaprze, kupić kompletny, drogi reflektorek wykonany całkowicie w technologii LED. Pojawią się nowe, nieznane do tej pory awarie, bo przecież nikt nie zaprzeczy, że elementy układu elektrycznego (np. falownik), poddawane ciężkiej pracy z prądem o dużym napięciu, powodującym silne nagrzewanie się elementów, nie będą wymagały wymiany. Elektryka jest nie do zdarcia? A elektronika sterująca? Nie będzie się psuć? Z pewnością trzeba będzie sporo płacić za aktualizacje oprogramowania pojazdu.

Drogi Czytelniku. Ten artykuł nie ma absolutnie zamiaru odwieść Cię od zachwytu nad elektromobilnością, nad tymi pięknymi zmianami, których jesteś świadkiem.
Ten artykuł nie ma absolutnie zamiaru odwieść Cię od wiary w to, że na polskich drogach pojawią się miliony aut elektrycznych. W tym wiele z nich będzie produkowanych w Polsce. Ten artykuł nie ma zamiaru odwieść Cię od wydania dużej sumy pieniędzy na najdroższe auto elektryczne, jakie tylko znajdziesz w sprzedaży. Ciesz się, korzystaj, mknij po bus pasach i parkuj w centrach miast za darmo, dopóki możesz (bo jak aut elektrycznych będzie więcej, to już nikt Cię nie będzie głaskał po główce, będziesz już taki, jak inni).
Ten artykuł ma sprawić, żeby Ci, którzy się wahają, po prostu zaczęli samodzielnie liczyć i sprawdzać.
Elektromobilność związana jest ze straszliwą propagandą, płynącą ze wszystkich stron. Zapytaj teraz sam siebie, Drogi Czytelniku. Czy jeśli coś jest naprawdę dobre, do tego tanie w użytkowaniu, to wymaga stosowania agresywnych działań propagandowych, w dodatku wspartych szeregiem decyzji politycznych?
Nie.
Czy samochody elektryczne są ostatnią nadzieją, bo kiedyś, lecz nie wiadomo kiedy, zabraknie paliw?
Drogi Czytelniku. Rudolf Diesel stworzył silnik, pracujący na oleju z orzeszków arachidowych. Twoje auto, po pewnych przeróbkach, mogłoby pracować na biogazie, albo na biopaliwie z rzepaku. A tak na marginesie. Czy widzisz jakąś panikę w Arabii Saudyjskiej, która żyje z wydobycia i eksportu ropy? Czy szejkowie przestawiają się nagle na nowy przemysł, bo wiedzą, że lada chwila nie będą mieli z czego żyć? Czy w Rosji zaczęli produkować paliwa z kartofli, czy dalej sprzedają kopaliny?

 
ZACHĘCAMY DO ODWIEDZENIA INNYCH DZIAŁÓW MOTOREWII

REWIA czyli testy naszych motoryzacyjnych gwiazd

MOTOTECHNIKA

MOTOARTYKUŁY o interesujących samochodach

MOTOMILITARIA – samochody w służbie wojska

HUMOR I CIEKAWOSTKI

SAMOCHODY ŚWIATA

ZAPRASZAMY DO POLUBIENIA MOTOREWII W KANAŁACH SOCIAL MEDIA, GDZIE PUBLIKUJEMY DODATKOWO CIEKAWE ZDJĘCIA I FILMY

MOTOREWIA NA FACEBOOK

MOTOREWIA NA TWITTER

PORTAL MOTORYZACYJNY MOTOREWIA SERDECZNIE ZAPRASZA!

POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ

Podziel się