Redukcja emisji CO2, przeforsowana przez Unię Europejską, doprowadzi do zniszczenia dużej części polskiego przemysłu motoryzacyjnego. Sprawi też, że samochody bardzo zdrożeją i jak za socjalizmu, staną się dostępne tylko dla niektórych. Obecne działania UE mają na celu definitywną zmianę motoryzacji jaką znamy: usunięcie samochodów z silnikami spalinowymi, a w przyszłości wprowadzenie pojazdów autonomicznych.

Czy współczesny transport drogowy jest największym źródłem CO2 na świecie? Oczywiście, że nie. Transport drogowy odpowiada za 17 procent światowej emisji CO2. Tymczasem można odnieść wrażenie, że transport drogowy jest wrogiem numer 1 światowej ekologii, skoro stał się celem najmądrzejszych z ludzi, którzy znają się na wszystkim.
Co planują nasi dobrodzieje z Unii Europejskiej? Otóż w 2020 roku zostaną wprowadzone normy emisji spalin Euro 7. Będzie je musiało spełniać każde auto, które będzie sprzedawane w europejskich salonach. W przeciwnym razie nie otrzyma homologacji.
Zgodnie z normą Euro7, samochód będzie musiał emitować maksymalnie 95g/km CO2. I trzeba powiedzieć wprost – jest to nierealne do spełnienia, w przypadku obecnie produkowanych silników benzynowych i wysokoprężnych. W pewnym stopniu jest to możliwe do spełnienia przez napędy hybrydowe, spalinowo elektryczne. Aby móc emitować tak mało CO2, silnik powinien zużywać nieco ponad 3 l paliwa na 100 km.

Aby to osiągnąć, koncerny motoryzacyjne będą musiały znów „stanąć na głowach” i zastosować nowe technologie, co oczywiście spowoduje drastyczny wzrost cen samochodów. I o to właśnie chodzi.

 

Dlaczego?
Otóż jak już pisaliśmy w szeregu artykułów, dotyczących samochodów elektrycznych, wielbiciele elektromobilności liczyli na to, że ich samochody będą tanie (bo przecież mają prostszą konstrukcję od spalinowych), ekologiczne, mniej awaryjne i tańsze w serwisowaniu (z tego samego względu) a także bardzo tanie w eksploatacji.
Wszystko okazało się bzdurą.
Samochody elektryczne są dwukrotnie droższe od swoich odpowiedników, nie są ekologiczne (same baterie ważące kilkaset kilogramów to prawdziwe bomby ekologiczne), auta elektryczne są niebezpieczne (dość często zdarzają się groźne pożary), a koszty ich utrzymania są o wiele wyższe od oczekiwań nabywców (Czy samochód elektryczny jest tani w eksploatacji? ).
Co zatem trzeba zrobić, aby zmusić ludzi do kupowania aut elektrycznych? Doprowadzić ceny aut spalinowych do takiego poziomu, że będą droższe od elektrycznych. Utrudnić życie posiadaczom aut spalinowych, poprzez różnego rodzaju zakazy, nakazy i opłaty. W ostateczności w ogóle wprowadzić zakaz sprzedaży aut z silnikami spalinowymi, co kilka krajów już zrobiło.
Oczywiście, nikt nie pomyślał nad tym, o ile wzrosną koszty transportu, który będzie musiał inwestować w drogie pojazdy elektryczne. To odbije się na końcowych cenach europejskich produktów. Europa już dawno przestała być konkurencyjna z Dalekim Wschodem. I tak będzie dalej. Mniej firm, mniej pracy, mniej zarobków. Więcej bezrobotnych młodych ludzi.
Ceny prądu będą stale wzrastać. Z jednej strony, ze względu na utratę dochodów z podatków, którymi są obkładane benzyna i olej napędowy (skoro mniej aut spalinowych, to i mniejsze dochody). Z drugiej strony, ze względu na sprzedaż uprawnień do emisji CO2. Te w ostatnim czasie bardzo zdrożały – od początku roku z 8 do 27 Euro za tonę. Unia reguluje wszystko…

I samochód znów stanie się dobrem dla wybranych, bo będzie drogi w zakupie i utrzymaniu. Co to nam wszystkim przypomina? Złote czasy PRL-u i socjalizm. Wróci rowerek i komunikacja miejska. A do innego miasta? Pociągiem. Bo Unia Europejska to kolejne wcielenie socjalizmu. Tej obrzydliwej hydry, która co pewien czas wytyka swój obrzydliwy łeb w różnych zakątkach świata.
Na szczęście, każdy socjalizm musi upaść. Ostatnio mieliśmy tego przykład w Wenezueli, kraju, mającym ogromne złoża ropy. I podobnie będzie w Europie. Ale przykre jest to, że oberwie Polska. I to boleśnie.

 

Unia Europejska wykończy polski przemysł motoryzacyjny

Produkcja części motoryzacyjnych w Polsce daje pracę 140 tysiącom osób, wśród nich szeregowi inżynierów. W 2017 roku sektor produkcji części motoryzacyjnych wyprodukował części o wartości 80 mld złotych. Do 4 mld złotych rocznie wydawane jest przez producentów na badania i inwestycje. Większość produkcji jest eksportowana. Jesteśmy czołowym dostawcą części do aut.
I wszystko to trafi szlag, bo większość produkcji polskich firm oscyluje wokół technologii silnika spalinowego. Tego znienawidzonego przez czerwonych z UE.
Można wierzyć w bajki, o produkcji setek tysięcy sztuk samochodów elektrycznych w Polsce. Można wierzyć w bajki, że to zapewni pracę dla ludzi w branży motoryzacyjnej. We wszystko można wierzyć. Można wierzyć, że te auta w ogóle powstaną, będą ładne, tanie, dobre i ktoś będzie je chciał kupować. Przecież uwierzyliśmy już w wiele rzeczy. Będąc dziećmi wierzyliśmy w świętego Mikołaja, w diabły, w to, że świat i ludzie są w większości dobrzy. Całkiem jeszcze niedawno wierzyliśmy w drugą Irlandię, obiecywaną przez znanego kuglarza z Pomorza, wierzyliśmy w drugą Japonię. Wyszliśmy na tym, jak Zabłocki na mydle. Ale znów uwierzyliśmy w kolejne bajki. Ostatnio uwierzyliśmy, że przez cztery lata wstaniemy z kolan, będziemy znaczącym graczem na świecie, w swoim własnym kraju będziemy ustalać prawo, jakie nam się spodoba. W praktyce okazało się, że dalej leżymy i w dodatku, całujemy niektórych po butach.

 

Do samego końca! Naszego – lub jej

Prędzej jednak, niż w te cuda, obiecywane przez kolejnych premierów, można uwierzyć w to, że UE się w końcu zawali. Bo, jak napisano wcześniej, każdy socjalizm jest taki sam, bez względu na to, gdzie wychyli swój obrzydliwy łeb. Choćby nie wiem w co go przystroił, choćby nie wiadomo jakie piękne słowa mówił i tak w końcu okaże się być przeżarty do szpiku kości rakiem biurokracji i będzie chory psychicznie na punkcie ograniczania wolności i regulacji ludziom życia, w każdym jego aspekcie.
Na razie przed nami wybory do Europarlamentu. I ostatnia próba walki o normalność. Niektórzy jeszcze wierzą w to, że UE da się zmienić i uratować. I warto dać im szansę to zrobić.
A potem, kto wie, może nowi euro parlamentarzyści przywrócą normalność. Cofną wprowadzone idiotyzmy. Wesprą tych, którzy będą chcieli od nowa budować Europę bogatą i silną, w której ludzie pracowici i zdolni będą na miejscu pierwszym.
Jedyne, co mamy do stracenia, to kilka minut czasu, jakie musimy poświęcić na wizytę w lokalu wyborczym.

ZACHĘCAMY DO ODWIEDZENIA INNYCH DZIAŁÓW MOTOREWII

REWIA czyli testy naszych motoryzacyjnych gwiazd

MOTOTECHNIKA

MOTOARTYKUŁY o interesujących samochodach

MOTOMILITARIA – samochody w służbie wojska

HUMOR I CIEKAWOSTKI

SAMOCHODY ŚWIATA

ZAPRASZAMY DO POLUBIENIA MOTOREWII W KANAŁACH SOCIAL MEDIA, GDZIE PUBLIKUJEMY DODATKOWO CIEKAWE ZDJĘCIA I FILMY

MOTOREWIA NA FACEBOOK

MOTOREWIA NA TWITTER

PORTAL MOTORYZACYJNY MOTOREWIA SERDECZNIE ZAPRASZA!

POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ

Podziel się

About The Author

Niezależny dziennikarz motoryzacyjny, niewpisujący się w pełni do ogólnego kanonu tego wesołego zawodu. Nie wszystko, co piszę, wszystkim się podoba, a ponieważ jestem niezależny, mogę pisać, co mi się podoba. Kocham motoryzację i dlatego o niej piszę. Brzydzę się „dziennikarstwem motoryzacyjnym”, które polega głównie na skracaniu gotowych newsów, przychodzących z działów PR importerów samochodów. Gdzie jeszcze można mnie przeczytać? Na Motointegrator (mi.eu - poradniki), w portalu Autofakty.pl, na Allegro.pl (nic nie sprzedaję – dział: motoryzacja – poradniki), a także w wielu artykułach poradnikowych, reklamowych i content marketingowych, pisanych dla kilku cenionych marek. Jest mi niezwykle miło, że odwiedzacie Państwo moją stronę. Kontakt: redakcja@motorewia.pl