Nowoczesne samochody są wyposażane w systemy multimedialne, z centralnym ekranem dotykowym. Sprawiają one, że samochód wygląda bardzo nowocześnie. W praktyce jednak taki system oferuje funkcje typowe dla tabletu z GPS, a sprzedany jest jako opcja w chorej cenie kilku tysięcy złotych. Dlatego też producenci elektroniki oferują stacje multimedialne, które można montować nawet w kilkunastoletnich autach. Kosztują kilkaset złotych i oferują szereg przydatnych funkcji.

Nowoczesne urządzenia elektroniczne zapewniają ogromne wsparcie dla kierowcy. Podróż do obcego miasta, albo na zabitą dechami prowincję, ze wsparciem nawigacji GPS, zdecydowanie zmniejsza poziom stresu. Nie trzeba, jak za czasów PRL wychylać głowy z samochodu i krzyczeć do przechodnia „Panie, a na Kolejową to gdzie mam jechać?”.
Nie trzeba też korzystać ze standardowych map papierowych, które zawierają pewne błędy. Zresztą, tak samo, jak mapy stosowane do nawigacji. Ile to razy zwariowane urządzenie krzyczy, żeby zawracać nie wiadomo po co, choć drogowskaz mówi, żeby jechać na wprost. Kilkaset metrów dalej nawigacja normalnieje i twierdzi, że faktycznie, trzeba jechać na wprost.

Bardzo przydatna jest tylna kamera parkowania, dzięki której kierowca widzi, co dzieje się za jego autem, na wysokości zderzaka. To zdecydowanie zwiększa bezpieczeństwo. Z tyłu samochodu znienacka może pojawić się dziecko, albo zwierzątko.
Dzięki Bluetooth można rozmawiać przez telefon bez konieczności odrywania rąk od kierownicy. Głos rozmówcy jest słyszany w głośnikach.
Zamiast wozić ze sobą tonę płyt kompaktowych, wystarczy podłączyć pendrive albo samą kartę pamięci micro SD, na której można zapisać kilka tysięcy nagrań w formie MP3. No, chyba, że ktoś lubi słuchać tego idiotycznego ględzenia w polskich stacjach radiowych (jeszcze dwa dni do weekendu, weekend, weekendunio!), przeplatanego obrzydliwą muzyką, albo z demobilu (kupowane na kilogramy zachodnie przeboje lat osiemdziesiątych i polskich pseudomuzyków, reanimowanych na dni miast i sylwestry), albo obecnym pop-o-gównem, które nawet trudno jest zakwalifikować do kategorii muzyki. To takie radosne pierdolenie.

Wracamy do stacji, jeszcze możemy mieć Internet. Systemy multimedialne umożliwiają łączenie się z internetem (jak zapakuje się do nich aktywną kartę SIM), przeglądanie maili na postoju i np. artykułów z ulubionego portalu (np. Motorewia.pl).
Można skorzystać z kalendarza biznesowego, zajrzeć na fejsbunia i wiele innych. I to wszystko za minimum 5 tys. zł, bo tyle producenci samochodów żądają za dopłatę do systemu multimedialnego.
Można też odgrywać przed pasażerami ważnego prezesa firmy, przeglądając stale notowania giełdy.

stacja2

 

System multimedialny za kilkaset złotych

Gdyby kierowca chciał wyposażyć swój samochód we wszystkie urządzenia, tj. nawigacje, tylną kamerę, czujniki parkowania z własnym ekranem, czujniki ciśnienia w oponach z własnym ekranem, tablet z internetem i transmiter FM, to by w końcu zgłupiał, zaplątał się w kable i ugotował instalacje elektryczną samochodu. Ile to by trzeba podłączyć ładowarek? A przecież jeszcze nie ma rejestratora jazdy!

I tutaj z pomocą przychodzą producenci elektroniki. W Polsce, dobry system multimedialny można kupić za 700 – 900 zł. Taki system ma już wszelakiego typu homologacje.
U Chińskich Braci najtańsze systemy multimedialne można dostać już za 300 zł. Ale homologacji brak. A na ch**…olerę oczywiście mi homologacja? A o tym dalej.

IMG_20190723_211406

 

Stacja multimedialna – czy będzie pasować?

Wielkość systemów multimedialnych jest standaryzowana. Jeśli w naszym aucie jest zamontowane fabryczne radio 2-Din, to będzie pasował system multimedialny 2-Din.
Co ciekawe, producenci oferują nawet systemy multimedialne, do montowania w miejsce radia 1-Din. Mają one po prostu rozkładany ekran.
To samo tyczy się instalacji elektrycznej, do podłączenia zasilania, głośników, sterowania na kierownicy itd. Teoretycznie, wszystko powinno pasować. W praktyce okazuje się, że zazwyczaj trzeba jeszcze dopłacić specowi, który to odpowiednio podłączy.

Problem może być z odpowiednim wpasowaniem urządzenia. Teoretycznie, można dokupować ramki (średnio 50 zł), albo urządzenia dedykowane do danego auta (takie potrafią kosztować i 1500 zł), których obudowa jest skrojona pod otwór w naszym kokpicie centralnym.

Najtańsze i uniwersalne stacje rzadko pasują w idealny sposób. Mogą nie pomóc nawet ramki. Potem są paskudne dziury, których nie sposób zamaskować. Bo niby czym? Upchać silikonem?

IMG_20190723_211702

 

Co oferuje stacja multimedialna?

Typowa stacja multimedialna to duży ekran dotykowy o przekątnej 7 cali. Wystarczy, żeby móc wygodnie korzystać z nawigacji. Stacja powinna posiadać wejście na dwie karty pamięci – jedna do nawigacji, druga do muzyki w MP3. Może być też wejście pod USB, na pendrive. Te stacje, które obsługują Internet, muszą mieć wejście na kartę SIM.
Stacje z nawigacją wymagają odpowiedniego rozmieszczenia anteny GPS – musi być ona jak najbliżej przedniej szyby (np. pod kokpitem). Trzeba zamontować antenę do radia i osprzęt do pozostałych rzeczy. W zależności od wyposażenia mogą to być kable do tylnej kamery cofania, przewód do rejestratora jazdy, antena do radia, antena do telewizji z mini dekoderem DVB-t, odbiornik sygnału z czterech nadajników na wentylach, informujących o ciśnieniu w kołach itd.
Do tego jeszcze bluetooth, który trzeba spiąć z własnym telefonem.
Stacje działają w głównej mierze w oparciu o system Android, choć jeszcze można znaleźć takie, które posiadają Windows CE.

Do stacji można wgrać dowolne mapy nawigacji – może to być jakiś darmowy szajs, IGO za parędziesiąt złotych, Mapa Map za niecałą stówę czy AutoMapa za dwie stówy. Można wgrać własne tapety, zdjęcia i wiele innych.

Czyli, ogólnie jest super. Za kilkaset złotych można uzyskać samochodowe centrum wsparcia, informacji i rozrywki.
Nie ma jednak nic za darmo.

IMG_20190723_235522

 

Wady stacji multimedialnej

Stacja multimedialna to dodatkowe obciążenie układu elektrycznego samochodu. Może żreć sporo prądu – wiele z nich nie ma typowego wyłącznika. Zaczynają działać (i żreć prąd) zaraz po włączeniu silnika. Co gorsza, zazwyczaj takie urządzenia żrą prąd po wyłączeniu silnika, powodując niespodziewane rozładowanie akumulatora (warto sprawdzić jaki jest pobór prądu po wyłączeniu silnika – kto tu kradnie).
W wielu autach firmowe audio ma wspólny wskaźnik z komputerem pokładowym. Taki komputer wskazuje różne przydatne bzdety, jak np. chwilowe zużycie paliwa. Po wymianie firmowego audio na stację multimedialną zabawa się kończy. Danych nie ma.
Wiele problemów może sprawić sterowanie z kierownicy (jeśli jest w standardzie) i jego zestrojenie ze stacją multimedialną.
Głos nawigacji samochodowej GPS słyszalny jest w audio samochodu. Zatem podczas jazdy można się wystraszyć, gdy słuchamy sobie przelewającego się leniwie miałkiego pop-o-gówna w radiu, a tu nagle ryknie z głośnika „zwolnij!”, albo brzdęknie, że 500 m dalej jest hydrant drogowy.
Jak już wspomnieliśmy wczesnej, stacja multimedialna może nie pasować i będzie wyglądać tak, jakby pijany budowlaniec przyszedł do domu, wywiercił krzywo dziurę w ścianie i wpakował w nią telewizor, uszczelniając dziury gipsem.
Zazwyczaj trzeba zapłacić specowi z firmy instalującej audio, bo tylko on jest w stanie zrozumieć plątaninę przewodów i odpowiednio ją połączyć.

Duży ekran stacji trzeba też odpowiednio zabezpieczyć w trakcie mrozu. Po silnym mrozie może działać z dużym opóźnieniem. Przez to wiele osób tłucze w niego paluchem i… uszkadza go bezpowrotnie.

I na koniec najgorsze. Zamontowanie takiej stacji to jest jednak przeróbka samochodu. Załóżmy, że pewnego dnia nieszczęśliwie dojdzie do zwarcia, a potem do zapalenia się samochodu. Może nawet mamy zapłacone AC. Co jednak zrobi przedstawiciel ubezpieczyciela? Stwierdzi, że w samochodzie dokonano przeróbek… i odszkodowania nie będzie.
Tym bardziej, że np. dalekowschodnie wynalazki, kupowane samodzielnie, mogą nie mieć homologacji.

Nigdy nie może być tak, że coś jest fajne, ładne, sprawne, tanie i bezpieczne. I można to łatwo założyć i się cieszyć latami, ze działa. Zawsze musi być jakieś g**no, które zepsuje całą zabawę.

MENU

CHCESZ SKOMENTOWAĆ NASZ ARTYKUŁ? NAPISAĆ SZCZERZE, CO O NIM MYŚLISZ?

POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ

PORTAL MOTORYZACYJNY MOTOREWIA.PL ZAPRASZA DO ODWIEDZENIA INNYCH DZIAŁÓW

MAGAZYN MOTORYZACYJNY – ARTYKUŁY O PASJONUJĄCYM ŚWIECIE MOTORYZACJI

TECHNIKA MOTORYZACYJNA – PORADNIKI MOTORYZACYJNE O TYM, JAK SOBIE RADZIC Z KŁOPOTLIWYMI PODZESPOŁAMI I JAK SERWISOWAĆ NASZE SAMOCHODY

ELEKTROMOBILNOŚĆ i SAMOCHODY ELEKTRYCZNE – BRUTALNA PRAWDA O ELEKTRYCZNYCH WYNALAZKACH

FELIETONY MOTORYZACYJNE, HUMOR I CIEKAWOSTKI – CZYLI LEKKO I PRZYJEMNIE O NASZYCH AUTACH I NIE TYLKO

MOTOCYKLE I JEDNOŚLADY

MOTORYZACJA I POLITYKA – BEZ OGRÓDEK O TYM, JAK POLITYKA WPŁYWA NA ROZWÓJ WSPÓŁCZESNEJ MOTORYZACJI

MOTORYZACJA I WOJSKO

REWIA MOTORYZACYJNYCH GWIAZD – TESTY SAMOCHODOW OSOBOWYCH

SAMOCHODY ŚWIATA – CO CIEKAWEGO PRODUKUJA W INNYCH KRAJACH, O CZYM NIE MÓWI SIĘ W POLSCE?

ZAPRASZAMY RÓWNIEŻ DO POLUBIENIA MOTOREWIA.PL NA FACEBOOK I MOTOREWIA.PL NA TWITTER

PORTAL MOTORYZACYJNY MOTOREWIA.PL – POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ

Podziel się

About The Author

Niezależny dziennikarz motoryzacyjny. Kocham swoją pracę i motoryzację. Nie wszystko, co piszę, wszystkim się podoba, a ponieważ jestem niezależny, mogę pisać, co mi się podoba. Pasjonuje mnie technika samochodowa, pewnie dlatego z niepokojem spoglądam na wynalazki, takie jak auta elektryczne. Brzydzę się „dziennikarstwem motoryzacyjnym”, które polega na skracaniu gotowych newsów, przychodzących z działów PR importerów samochodów. Współpracuję z szeregiem redakcji i firm, między innymi z Motointegrator, Autofakty, Allegro.pl (dział poradniki) itd. Zawsze jestem otwarty na ciekawą współpracę. Jest mi niezwykle miło, że odwiedzacie Państwo moją stronę. Kontakt: redakcja@motorewia.pl