Dziś jeszcze odrobina informacji na temat przygotowania się do zimy. Rozładowany akumulator i utrudniony rozruch silnika – to typowe problemy, z jakimi musi borykać się kierowca w czasie sezonu zimowego. Kierowcy mają wiele sposobów na nie, ale niestety, każdy z nich wiąże się ze sporym ryzykiem. Są też inne rozwiązania – które są bezpieczne, a do tego zapewniają kierowcy pełną niezależność.

Nawet niewielki mróz może spowodować całkowite rozładowanie akumulatora. Co zostaje wtedy kierowcy? Jeśli posiada on kable rozruchowe, to zazwyczaj rozpoczyna bieganinę po okolicy w poszukiwaniu „dawcy”. Chętnych nie zawsze można znaleźć i nic w tym dziwnego. „Pożyczanie” prądu może zakończyć się uszkodzeniem alternatora w samochodzie „dawcy”. Zresztą do rozładowania najczęściej dochodzi wczesnym rankiem, kiedy większość kierowców spieszy się, aby dojechać na czas do pracy. Mało kto zlituje się nad nieszczęśnikiem, któremu się rozładował akumulator. Jedyne co mu zostaje, to wezwanie pomocy drogowej albo taksówki, która pożyczy prąd. Za taką usługę trzeba oczywiście zapłacić, ale przynajmniej ma się pewność, że „dawca” podłączy wszystko tak, jak trzeba. Niestety, trzeba też poczekać, zanim pomoc lub taksówka przyjedzie. A co, jeśli do rozładowania akumulatora dojdzie w nocy, w miejscowości, która znajduje się na peryferiach świata? Będzie spory problem.

akumulator

Ostatecznie można poprosić sołtysa o to, aby uruchomił ciągnik i pociągnął auto, aż zapali. W razie czego rodzina także może auto popchnąć. To często stosowana metoda, zwłaszcza w starszych samochodach. Niestety, czasami można zauważyć, że stosuje się ją w młodszych. Teoretycznie auto, które uruchamiane jest „na pych” albo „na zaciąg” powinno się od razu odstawić na złom. Samo próbowanie tak idiotycznych metod może doprowadzić do zerwania paska rozrządu i całkowitego zniszczenia silnika. Można też zniszczyć wydech i katalizator. Współczesny samochód musi uruchomić silnik sam. Jeśli tego nie zrobi, trzeba usunąć problem, który mu w tym przeszkadza.

Trzecia, często stosowana metoda to stosowanie samostartu. To specjalny preparat w sprayu, który wtryskuje się do układu dolotowego auta (za filtrem powietrza). Znajdujący się w nim gaz teoretycznie po przekręceniu kluczyka i pozwoli na uruchomienie silnika. Metoda faktycznie była dobra, ale trzydzieści lat temu. Wtedy, gdy na ulicach polskich miast zamarzały Nysy, Fiaty i Tarpany. Dziś stosując to rozwiązanie, można doprowadzić do zniszczenia przepływomierza powietrza, który kosztuje minimum kilkaset złotych.

ladowanie-na-pozyczke

Obecnie, zdecydowanie najlepszym rozwiązaniem w przypadku rozładowania akumulatora, jest booster, zwany także akumulatorem rozruchowym. Taki sprzęt można kupić za mniej niż dwieście złotych. Booster posiada baterię o dużej pojemności, a także wygodne zaciski. Stosowanie jest proste – wystarczy zamocować zaciski boostera na klemach akumulatora i już można uruchamiać silnik. Jedyne, o czym trzeba pamiętać, to naładowanie baterii boostera do pełna. Do tego celu służy ładowarka sieciowa. Obecnie boostery oferują szereg dodatkowych funkcji, na przykład typowego prostownika do ładowania akumulatora. Mogą także pełnić rolę kompresora do kół, latarki i wielu innych.

booster

Inne, proste urządzenie, kosztujące około dwustu złotych, pozwala uniknąć utrudnionych zimowych rozruchów. W ujemnej temperaturze olej robi się wyjątkowo gęsty i minie trochę czasu, zanim osiągnie właściwą konsystencję, która pozwoli rozprowadzić go po wszystkich pracujących częściach. Do tego czasu silnik pracuje niemal na sucho – i ulega przyspieszonemu zużyciu. Tutaj z pomocą przychodzi elektryczna grzałka do silnika. Składa się ona z małego urządzenia z pompą, grzałką i termostatem, które umieszcza się pod maską auta. Całość podłącza się do gniazdka 230V. Wystarczy około pół godziny, aby grzałka podgrzała płyn chłodniczy do temperatury 55 st. Celsjusza. Dzięki temu blok silnika jest ciepły, olej silnikowy staje się płynny i natychmiast po rozruchu jest bardzo ładnie rozprowadzany po całym silniku.

Jest jeszcze jeden plus tego rozwiązania. Od razu po wejściu do auta i ruszeniu w drogę, można korzystać z pełnej mocy ogrzewania samochodowego. Wszak płyn chłodniczy ma już odpowiednią temperaturę. Nie trzeba zatem kulić się za kierownicą i trzymać ją zgrabiałymi palcami, można podróżować komfortowo. Rozwiązanie to jest swego rodzaju substytutem ogrzewania postojowego, które naprawdę przydaje się w czasie zimy. Niestety, trzeba za nie zapłacić od 2 do 3 tys. złotych i mało kto zdecyduje się na ten krok.

Zima wcale nie musi być straszna ani uciążliwa. Tym bardziej, że obecne zimy są bardzo łagodne. Nie warto zatem ulegać także manii wymiany opon na zimowe. Wystarczą dobre opony wielosezonowe, aby z uśmiechem przejeżdżać obok kolejek w warsztatach zajmujących się wymianą ogumienia.

Z pewnością i w Państwa rodzinie znajdzie się szwagier, który wyłoży teorię o wyższości opon zimowych nad wielosezonowymi. Czy to nie ten sam, który polecał Państwu kupno Passata „be piątki” w Dieslu, najlepiej „hajlajn”? Skoro odwiedzacie Państwo Motorewię, to wiecie, że nie warto mu wierzyć.

POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ

ZACHĘCAMY DO ODWIEDZENIA INNYCH DZIAŁÓW MOTOREWII

REWIA czyli testy naszych motoryzacyjnych gwiazd

MOTOTECHNIKA

MOTOARTYKUŁY o interesujących samochodach

MOTOMILITARIA – samochody w służbie wojska

HUMOR I CIEKAWOSTKI

SAMOCHODY ŚWIATA

ZAPRASZAMY DO POLUBIENIA MOTOREWII W KANAŁACH SOCIAL MEDIA, GDZIE PUBLIKUJEMY DODATKOWO CIEKAWE ZDJĘCIA I FILMY

MOTOREWIA NA FACEBOOK

MOTOREWIA NA TWITTER

PORTAL MOTORYZACYJNY MOTOREWIA SERDECZNIE ZAPRASZA!

POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ