Kiedy używać świateł LED do jazdy dziennej? Czy ich montaż jest opłacalny? Czy faktycznie można zaoszczędzić paliwo?

Świateł do jazdy dziennej (DRL/LED) można używać tylko i wyłącznie w czasie dnia i tylko wtedy, gdy panuje dobra widoczność. W czasie mgły, deszczu lub śnieżycy używa się standardowych świateł mijania. W przeciwnym razie kierowca auta ze światłami dziennymi jest niewidoczny dla innych użytkowników dróg. I powoduje ogromne zagrożenie.

Jazda we mgle jest nie tylko męcząca, ale i skrajnie niebezpieczna. Tak samo niebezpieczna i męcząca jest jazda samochodem w czasie śnieżycy lub silnych opadów deszczu, kiedy widoczność jest minimalna.

Założę LED i smok będzie mniej spalał!

W ostatnich latach wielu kierowców montuje w swoich autach światła do jazdy dziennej. Profesjonalne zestawy świateł DRL kosztują kilkaset złotych i posiadają odpowiednie homologacje. Do tego mają one normalny wygląd, montuje się je najczęściej w zderzakach.

Niestety, wielu kierowców montuje w swoich autach wynalazki z Dalekiego Wschodu, zwłaszcza słynne „listewki” z paroma diodkami LED, które świecą tak, że samochodu nie widać nawet w czasie doskonałej pogody. Nie wspominając już o wyjątkowo tandetnym wyglądzie samochodu, w którym takie coś jest zamontowane. Ale za to kosztują 20 – 30 złotych i można je samemu założyć.

drl1

Oczywiście, oszczędności paliwa z tytułu montażu diod LED (czy tanich, czy drogich, bez wyjątku) są śmieszne i niezauważalne – może cudem uda się zaoszczędzić 100 ml paliwa na 100 km, czyli całe 44 grosze. Przykładowe wyliczenie znajdą Państwo tutaj

Jedyny prawdziwy plus z zastosowania świateł do jazdy dziennej LED to ich trwałość. Ale dotyczy to tylko świateł dobrej jakości, homologowanych, które powinny działać przez parę dobrych lat. Tymczasem te najgorsze szybko przepalają się, mrugają, świecą na połowie mocy już po kilku tygodniach…

Mała dygresja. Wielu producentów samochodów oferuje też adaptacyjne światła LED jako standardowy element wyposażenia auta. Tu warto też pamiętać o pewnej rzeczy. Takie reflektory są nienaprawialne i nierozbieralne. Co to oznacza? W przypadku kolizji albo przepalenia jednej z diodek (wartej w rzeczywistości 1 zł) trzeba wymienić cały reflektor na nowy. Koszt jest duży – w zależności od modelu 2 albo więcej tysięcy złotych. Za sztukę. Na szczęście w kraju pojawiają się już firmy, które biorą się za naprawę takich reflektorów.

Bądź widoczny i nie oślepiaj innych

Jazda po polskich drogach po zmroku, a więc już po godzinie siedemnastej w czasie jesieni i zimy, jest prawdziwą męczarnią. Głównym powodem tego jest bezmyślność, niewiedza, problemy techniczne, a często także prymitywne chamstwo ze strony sporej części użytkowników dróg. Bo jak inaczej, jak nie chamstwem, można nazwać jazdę w nocy na długich światłach, albo na wzmocnionych „wynalazkach”, które oślepiają innych kierowców?
Policja zapowiadała już kontrole, miejmy nadzieję, że do nich dojdzie i z dróg znikną „cyklopy” z jednym martwym światłem, a drugim świecącym „długimi”, jeżdżące dyskoteki, w których światła podskakują z każdym ruchem amortyzatorów, „ślepcy drogowi”, w których światła ledwo widać zza przyżółkłej obudowy, czy jeżdżące prosektoria z tandetnymi, niebiesko białymi światełkami LED.

Niewiedzą lub bezmyślnością można z kolei nazwać jazdę na światłach dziennych w czasie mgły, deszczu albo śnieżycy. Niestety, setki kierowców mają to gdzieś. Wystarczy po prostu przejechać się po mniej lub bardziej uczęszczanych drogach.

Podziękowania dla Shymeq7

DRL2

ZACHĘCAMY DO ODWIEDZENIA INNYCH DZIAŁÓW MOTOREWII

REWIA czyli testy naszych motoryzacyjnych gwiazd

MOTOTECHNIKA

MOTOARTYKUŁY o interesujących samochodach

MOTOMILITARIA – samochody w służbie wojska

HUMOR I CIEKAWOSTKI

SAMOCHODY ŚWIATA

ZAPRASZAMY DO POLUBIENIA MOTOREWII W KANAŁACH SOCIAL MEDIA, GDZIE PUBLIKUJEMY DODATKOWO CIEKAWE ZDJĘCIA I FILMY

MOTOREWIA NA FACEBOOK

MOTOREWIA NA TWITTER

PORTAL MOTORYZACYJNY MOTOREWIA SERDECZNIE ZAPRASZA!

POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ

About The Author

Niezależny redaktor, a może nawet i dziennikarz motoryzacyjny, niewpisujący się do ogólnego kanonu tego wesołego zawodu. Nie wszystko, co piszę, wszystkim się podoba, a ponieważ jestem niezależny, mogę pisać, co mi się podoba. Kocham motoryzację i dlatego o niej piszę. Brzydzę się „dziennikarstwem motoryzacyjnym”, które polega głównie na skracaniu gotowych newsów, przychodzących z działów PR importerów samochodów. Gdzie jeszcze można mnie przeczytać? Na Motointegrator (mi.eu - poradniki), w portalu Autofakty.pl, na Allegro.pl (nic nie sprzedaję – dział: motoryzacja – poradniki), a także w wielu artykułach poradnikowych, reklamowych i content marketingowych, pisanych dla kilku cenionych marek. Jest mi niezwykle miło, że odwiedzacie Państwo moją stronę. Kontakt: redakcja@motorewia.pl