Miód i trociny w silniku? Jajko w chłodnicy? To mit. Nieuczciwi handlarze stosują coś zupełnie innego
Spis treści
Jak handlarze ukrywają awarie? Nie używają miodu ani trocin. Miód w silniku, trociny w skrzyni biegów i inne sensacyjne historie dobrze brzmią, ale mają niewiele wspólnego z rzeczywistością. Nieuczciwi handlarze samochodów korzystają dziś z preparatów chemicznych, które można kupić legalnie w większości sklepów motoryzacyjnych. Problem w tym, że niektóre z nich potrafią skutecznie zamaskować objawy kosztownych usterek.
Środki chemiczne nie muszą działać długo. Wystarczy, że zamaskują awarię na kilka tygodni. Po tym czasie nieuczciwi sprzedawca (także sprzedawca prywatny, bo oszukują nie tylko tzw. handlarze, żyjący z importu aut) obarczy winą nowego właściciela. Moim zdaniem gorące opowieści o miodzie i trocinach to bajki z mchu i paproci, mające na celu wpłynięcie na niedoświadczonych kierowców.
Nie wierz w bajki o miodzie i trocinach – środki do szybkich napraw są dostępne w każdym sklepie
Nikt rozsądny nie stosuje miodu czy trocin do wyciszania silnika albo skrzyni biegów. Choć podobne historie od lat funkcjonują w motoryzacyjnych legendach, współczesne metody maskowania usterek wyglądają zupełnie inaczej. Nieuczciwi sprzedawcy sięgają po specjalistyczne dodatki chemiczne dostępne w sklepach motoryzacyjnych. To tanie preparaty, stworzone z myślą o kierowcach, które mogą na krótko ograniczyć hałas, zastopować wycieki lub złagodzić objawy zużycia. To bywa wykorzystywane do ukrywania rzeczywistego stanu technicznego samochodu.
Skąd wzięły się historie o miodzie i trocinach?
Ktoś coś słyszał i złożył z tego sensacyjną opowieść. Sztuczny miód był stosowany przez kierowców w czasach PRL do smarowania paska wieloklinowego. Nasmarowany miodem pasek lepiej przylegał do kół pasowych i przestawał piszczeć. Metoda miała inny rodowód – miodem smarowano paski napędowe w prostych maszynach, na przykład w piłach tarczowych.
Dlaczego to robiono? Bo w czasach PRL brakowało części i zakup nowego paska wieloklinowego był niekiedy bardzo trudny. Pamiętam, jak przez krótki czas mój dziadek miał Renault. Części były dostępne jedynie w Warszawie i za tzw. dewizy (czyli za dolary). Dlatego każdy radził sobie, jak mógł. A poza tym, smarowanie paska miodem pomagało – jak w starym powiedzeniu – jak umarłemu kadzidło.

Środki chemiczne dla kierowców, z których korzystają nieuczciwi sprzedawcy samochodów
W każdym współczesnym sklepie motoryzacyjnym, a zwłaszcza w sklepach internetowych, można znaleźć dziesiątki środków chemicznych, przeznaczonych do „szybkich napraw”. Środki te stworzono po to, żeby pozwoliły kierowcy przedłużyć okres eksploatacji auta, aż doczeka do momentu, kiedy mechanik go przyjmie lub kiedy będzie go stać na naprawę.
Najsłynniejszy środek do napraw o wielu nazwach to moto doktor, motodoktor, engine doktor, regenerator silnika itd.
Może być stosowany do silnika, skrzyni biegów albo tylnego mostu. Wycisza pracę jednostki napędowej, albo skrzyni biegów. Zmniejsza spalanie oleju, a zatem zmniejsza także dymienie z układu wydechowego. Zmniejsza wycieki oleju. Kosztuje od 15 do 20 złotych. Po co ktoś miałby stosować miód, albo inne wynalazki, gdy w każdym sklepie ma środek, który wystarczy wlać do silnika przez wlew oleju silnikowego? Dzięki motodoktorowi można było eksploatować auta, których tak naprawdę nie opłacało się naprawiać. Najlepszy przykład to samochody z uszkodzonymi pierścieniami tłokowymi. Auto o wartości rynkowej 2000 złotych wymaga naprawy za 4000 złotych. Motodoktor rozwiązuje problem.

Środki do uszczelniania układu chłodzenia
Poradzą sobie z niewielkimi nieszczelnościami na krótki czas. W czasach PRL ludzie stosowali kurze jajko, wrzucane do układu chłodzenia. Teraz dostępne są środki w płynie, środki w proszku, kleje dwuskładniowe do spawania na zimno (można nimi naprawić chłodnicę), taśmy do uszczelniania węży układu chłodzenia.
Środki chemiczne do uszczelniania hydraulicznego albo elektrohydraulicznego układu wspomagania kierownicy.
Na pewien czas spowodują spęcznienie uszczelek, przez co zatamują albo zmniejszą wycieki płynu chłodniczego.
Środki chemiczne, które rzekomo pozwalają na „naprawę uszczelki pod głowicą”
To akutat kompletna bzdura, co wyjaśniam w poniższym filmie.
Środki do czyszczenia układu wtryskowego (do diesla albo benzyniaka
Na pewien czas (krótki) mogą poprawić pracę zabrudzonych wtrysków i nieco je udrożnić. W przypadku niewielkich, bieżących zanieczyszczeń dają radę i warto je regularnie stosować. W przypadku większych uszkodzeń przynoszą krótkotrwały efekt – i o to nieuczciwemu sprzedawcy chodzi.
Środki chemiczne do czyszczenia filtrów DPF
Na przykład popularna pianka do czyszczenia DPF. Wystarczy odkręcić jeden czujnik ciśnienia różnicowego przed filtrem DPF/FAP, wprowadzić piankę i… działać zgodnie z zaleceniami producenta środka. Nie trzeba wycinać zapchanego filtra. Można go wyczyścić, albo choć odrobinę przeczyścić.
Nie warto wierzyć w bzdury o jajkach, trocinach i miodzie, używanych do napraw samochodów
Po co nieuczciwy sprzedawca miałby stosować takie wynalazki, jeśli w każdym sklepie motoryzacyjnym ma gotową aptekę, w której znajdzie tanie leki na różne dolegliwości? W artykule wymieniłem tylko najważniejsze środki, jest ich znacznie więcej.
AUTOR: MICHAŁ LISIAK
MENU
– > POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ
– > MAGAZYN MOTORYZACYJNY
– > TECHNIKA MOTORYZACYJNA I DIAGNOSTYKA
– > SAMODZIELNE NAPRAWY SAMOCHODÓW– ZAOCZNE TECHNIKUM DRUCIARSTWA SAMOCHODOWEGO
– > ELEKTROMOBILNOŚĆ I SAMOCHODY ELEKTRYCZNE, WADY ELEKTROMOBILNOŚCI
– > DETAILING
– > FELIETONY MOTORYZACYJNE, CIEKAWOSTKI MOTORYZACYJNE, HUMOR MOTORYZACYJNY
– > DOKUMENTY, UBEZPIECZENIA
– > MOTOCYKLE
– > MILITARIA – MOTORYZACJA I WOJSKO
– > MOTORYZACJA I POLITYKA
– > TESTY SAMOCHODÓW
– > AKCESORIA DLA KIEROWCÓW
– > SAMOCHODY ŚWIATA
– > PODRÓŻE i SLOW DRIVING
– > MOTOREWIA NA FACEBOOK
– > MOTOREWIA NA TWITTER

Jestem niezależnym dziennikarzem motoryzacyjnym z 16 – letnim stażem. Kocham motoryzację. Pasjonuje mnie technika samochodowa i nie tylko ona. Opisuję świat ze swojej perspektywy słowami Lorda Czarnej Żmii, mojego ulubieńca. Kocham Polskę, a poza motoryzacją pasjonuje mnie Indonezja, moją miłością jest Dżakarta, cieszy mnie kuchnia azjatycka i muzyka elektroniczna. Jestem wolnościowcem i do szału doprowadzają mnie lewicowe pomysły. Z nieskrywaną radością piszę i mówię o wadach aut elektrycznych. Jestem wielką gwiazdą hucznych przyjęć, w trakcie których opowiadam soczyste anegdoty o pożarach samochodów elektrycznych i straszę wszystkich cenami baterii i napraw. Świetnie gotuję. Współpracuję z kilkoma portalami i firmami motoryzacyjnymi.
Prowadzę też konto na YouTube, które zdobywa coraz większą popularność. Jestem dziwakiem, który lubi przebywać w towarzystwie starych części samochodowych. Mam małą rodzinę, w skład której wchodzi moja matka, druga połowa i kot. Ukochana ma jedną wadę – lubi duriany.
Brzydzę się „dziennikarstwem motoryzacyjnym”, które polega na skracaniu gotowych newsów, przychodzących z działów PR importerów samochodów.
Na mojej stronie i koncie na YouTube piszę i mówię to, co naprawdę myślę o motoryzacji.





