Samochody Automotive Automobile Motoryzacja Cars

Portal Motoryzacyjny Technika Samochodowa

Czy auto elektryczne jest jednorazowe
MAGAZYN MOTORYZACYJNY

Czy samochód elektryczny to auto jednorazowe? Elektromobilność zmienia rynek aut używanych

Elektromobilność brutalnie zmieni rynek aut używanych w Polsce. Jeśli obecny kurs Unii Europejskiej się nie zmieni, to po już za kilkanaście lat większość Polaków będzie musiała zapomnieć o posiadaniu samochodu. Dlaczego? Stawiam odważną tezę, że samochód elektryczny to auto jednorazowe. I postaram się tą tezę obronić.

Na początek dane, które pozwolą zrozumieć specyfikę polskiego rynku samochodowego

W 2025 roku w naszym kraju zarejestrowano 597 428 nowych samochodów osobowych. Średnia cena transakcyjna to 185200 złotych (dane SAMAR).

W 2025 roku w naszym kraju sprzedano 3 345 928 samochodów osobowych używanych. 5,6 razy więcej, niż nowych aut. Średnia cena transakcyjna to 50.000 złotych (dane SAMAR).

Nie powinno być dla nikogo tajemnicą, że większość nowych aut jest kupowana przez firmy, w tym banki, które leasingują auta. Na polskim rynku rządzą samochody używane.

Czy samochód elektryczny to auto jednorazowe? Moim zdaniem tak

Dlaczego uważam, że samochód elektryczny to samochód jednorazowy? To odważna teza, jednak jestem pewien, że w ciągu najbliższych 2-3 lat większość posiadaczy aut elektrycznych przekona się, że miałem rację. Na rynku będzie coraz więcej samochodów z przebiegiem powyżej 150 tys. km na liczniku. Na rynku będzie coraz więcej aut, które będą miały powyżej 6 – 7 lat.

Awarie samochodów elektrycznych są wyjątkowo drogie w naprawie.

Drogie są usługi mechaników – i nic w tym dziwnego. Niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, jak wiele pieniędzy trzeba wydać na przystosowanie warsztatu do obsługi aut elektrycznych. Samo przystosowanie podnośnika, zakup izolowanych narzędzi i zdobycie uprawnień do 1kV to kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Ile trzeba wydać na to, żeby móc serwisować i naprawiać auta elektryczne? Od kilkuset tysięcy złotych do nawet 1,5 mln złotych. To trzeba spłacić. Nic zatem dziwnego, że usługi mechaników są drogie. A teraz awarie.

Teoretycznie bateria ma gwarancję na 8 lat. Ale jak to zwykle, gwarancja ma mnóstwo wyłączeń pisanych małym drukiem. Ale niech nawet auto dotrwa do 8 lat. Co dalej? Nic, bo nikt przy zdrowych zmysłach nie kupi używanego samochodu elektrycznego, w którym trzeba wydać minimum kilkadziesiąt tysięcy złotych na baterię. A do tego jeszcze tą baterię zamontować, wymienić płyn w układzie chłodzenia (nawet 3500 zł)… A gdzie inne czynności, jak np. wymiana zawieszenia?

Z najnowszych danych wynika, że:

  • Mała bateria do starszego auta elektrycznego to wydatek ok. 10 tys. USD (np. do Nissana Leaf pierwszej generacji).
  • Bateria zamiennik do kompaktowego auta elektrycznego to koszt ok. 15 tys. USD. Plus montaż, wymiana płynu itd.
  • W przypadku aut z dużymi bateriami, aut premium, limuzyn, pickupów, za baterię trzeba zapłacić od 23 do 28 tys. USD.

To oczywiste, że awaria baterii to koniec auta elektrycznego. Warto wiedzieć, że baterię można bardzo łatwo uszkodzić. Wystarczy uderzenie spodem (dolną osłoną baterii) o krawężnik, kamień itd., co spowoduje powstanie nieszczelności.

Awaria baterii to nie jedyny problem aut elektrycznych – awarie zespołu napędowego są równie drogie

Awarie silnika samochodu pojawiają się po ok. 100 – 150 tys. km. Uszkodzenie łożysk silnika – 10.000 zł za naprawę, demagnetyzacja i uszkodzenie uzwojenia – ratuje tylko wymiana silnika (średnio od 50 tys. zł), uszkodzenie falownika – od kilkunastu do 30 tys. złotych, awaria redukcyjnej skrzyni biegów – nawet 30 tysięcy złotych, naprawa układu chłodzenia – od kilkunastu tysięcy złotych.

Naprawa auta elektrycznego po stłuczce jest wyjątkowo droga

Auto elektryczne po lekkiej stłuczce? Tu koszty znów wzrastają. Samochodu elektrycznego nie naprawia się tak jak auta spalinowego. Benzyniak lub diesel jest po stłuczce i trzeba w nim wymienić zderzak? OK. Montuje się nowy. Zamiennik za kilkaset złotych, albo oryginał za 2000 zł. W aucie elektrycznym trzeba… odłączyć baterię i wykonać dodatkowe czynności, co dopisuje do rachunku ciężkie tysiące złotych.

Korozja może całkowicie zniszczyć auto elektryczne

Korozja, stary dobry znajomy każdego kierowcy. W przypadku aut elektrycznych może być przyczyną gigantycznych kosztów, jeśli skoroduje dolna osłona baterii. Bateria na złom. Naprawy karoserii w autach z nadwoziem panelowym, naprawy aluminiowych elementów nadwozia – są bardzo drogie. I co ciekawe – w przypadku tych napraw, a nawet lakierowania, także… trzeba odłączać baterię.

Dlatego właśnie uważam, że samochód elektryczny to auto jednorazowe

Kiedy pojawi się pierwsza, bardzo droga awaria, kupujący stanie przed dylematem, czy naprawa jest opłacalna. W niektórych przypadkach kupujący nie będzie w stanie w ogóle sprostać kosztom naprawy.

Ogromne koszty napraw trzeba skonfrontować z niesamowitym spadkiem wartości aut elektrycznych

Według analizy iSeeCars z 2025 r. samochody elektryczne traciły średnio 58,8% wartości w ciągu 5 lat. W nowszym badaniu iSeeCars z 2026 r. elektryki nadal były segmentem o największej utracie wartości – średnio 57,2% po 5 latach.

Analiza rynku wtórnego z 2024 r. pokazała, że ceny używanych elektryków spadły rok do roku nawet o 31,8%, podczas gdy samochody benzynowe potaniały średnio tylko o 3,6%.

Źródła: iSeeCars – The Top 25 Cars That Hold Their Value Best and Worst (2026), iSeeCars – Best Resale Value Cars

jakość chińskich samochodów
Quzhouliulian, CC BY-SA 4.0 , via Wikimedia Commons

Kupujący nie chcą samochodów elektrycznych – przymus nie działa

Dlaczego jest tak duży spadek wartości rezydualnej aut elektrycznych? To proste – kupujący ich nie chcą.

Kupujący boją się (słusznie) ogromnych kosztów napraw.

Kupujący wiedzą, że rynek regeneracji raczkuje i nie wiadomo, czy w ogóle powstanie.

Kupujący nie chcą też aut elektrycznych, bo nawet ich sprawdzenie przed zakupem jest horrendalnie drogie. Jeśli się uda, proces sprawdzania auta spalinowego przed zakupem można zamknąć kwotą 200 złotych (płatny raport VIN, sprawdzenie w SKP, sprawdzenie w warsztacie).

W przypadku samochodu elektrycznego na samo dokładne sprawdzenie stanu baterii trakcyjnej (co jest kluczowe dla opłacalności zakupu) trzeba wydać od 2000 do 3000 zł. Plus standardowo kilkaset za sprawdzenie reszty.

A ponieważ kupujący nie chcą aut elektrycznych i wolą spalinowe, są zmuszani do ich zakupu. Zakaz sprzedaży aut spalinowych i inne ograniczenia, w tym zapowiadane podatki ETS2 na paliwa przyspieszą proces zmiecenia z ringu spalinowego konkurenta.

Oczywiście, wszystko może się zmienić – każde prawo można zmienić – jak obecnie w USA. Tam panuje zdrowy rynek. Auta spalinowe i elektryczne walczą o klienta na równych prawach. Tak powinno być. Rok 2027 w UE będzie decydujący.

Decydenci powinni też pamiętać o jednym – przymus rodzi bunt. Do dobrych produktów nie trzeba nikogo przymuszać. Nie przypominam sobie, żeby ktoś zmuszał kogoś prawnie do wymiany telewizora na płaski i energooszczędny. Ludzie to zrobili sami, bo nowsze telewizory zużywają mniej prądu, są coraz tańsze i mają więcej funkcji.

Dlaczego samochód spalinowy w naszym kraju nie jest jednorazowy?

Dziesięcioletnie auto można sprawdzić (jak wspomniałem wcześniej) za 200 zł. Następnie można w nim przeprowadzić podstawowy serwis olejowy z filtrami, wymianą rozrządu i części eksploatacyjnych za ok. 2000 zł. Najdroższe naprawy aut spalinowych jak naprawa automatycznej skrzyni biegów (10. 000 zł) czy wymiana wtryskiwaczy wtrysku bezpośredniego (7000-10.000 zł) także da się przeżyć, wiedząc, że auto po naprawie przejedzie jeszcze 150-200 tys. km (10 lat eksploatacji). Na rynku jest mnóstwo firm, które produkują części i mnóstwo warsztatów, które wykonują naprawy.

W przypadku aut elektrycznych nowe wcale nie znaczy lepsze

Po prostu – trzeba to powiedzieć wprost – samochody elektryczne to rozwiązanie dla ludzi bogatych.

Ale społeczeństwo nie składa się tylko z ludzi bogatych. I właśnie dlatego na rynku powinien być wybór. Jeśli kogoś stać na wydanie 300 tys. na auto elektryczne, które po 8 latach wyląduje na złomowisku – powinien mieć do tego prawo, bo wydaje swoje pieniądze. Jeśli kogoś stać na zakup 15-letniego benzyniaka za 10 tys. złotych, powinien mieć do tego prawo.

Prawo wyboru przy zakupie samochodu – AI / Michał Lisiak

AUTOR: MICHAŁ LISIAK



MENU
– > POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ
– > MAGAZYN MOTORYZACYJNY
– > TECHNIKA MOTORYZACYJNA I DIAGNOSTYKA
– > SAMODZIELNE NAPRAWY SAMOCHODÓW– ZAOCZNE TECHNIKUM DRUCIARSTWA SAMOCHODOWEGO
– > ELEKTROMOBILNOŚĆ I SAMOCHODY ELEKTRYCZNE, WADY ELEKTROMOBILNOŚCI
– > DETAILING
– > FELIETONY MOTORYZACYJNE, CIEKAWOSTKI MOTORYZACYJNE, HUMOR MOTORYZACYJNY
– > DOKUMENTY, UBEZPIECZENIA
– > MOTOCYKLE
– > MILITARIA – MOTORYZACJA I WOJSKO
– > MOTORYZACJA I POLITYKA
– > TESTY SAMOCHODÓW
– > AKCESORIA DLA KIEROWCÓW
– > SAMOCHODY ŚWIATA
– > PODRÓŻE i SLOW DRIVING
– > MOTOREWIA NA FACEBOOK
– > MOTOREWIA NA TWITTER

– > POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ