Portal Motoryzacyjny Motorewia

Samochody-Motoryzacja-Automotive-Automobile

ELEKTROMOBILNOŚĆ I SAMOCHODY ELEKTRYCZNE, WADY ELEKTROMOBILNOŚCI WADY ELEKTROMOBILNOŚCI

Czy technologia aut elektrycznych jest bezpieczna?


Kalifornia, Los Gatos, 19 grudnia 2018 roku. Po przebiciu opony zapaliła się luksusowa Tesla S. Po odholowaniu do garażu auto zapaliło się znów. Pojazd miał za sobą przejechane 1200 mil. Płakała też pewna aktoreczka, bo jej mężowi Tesla S również spłonęła. Czy auta elektryczne są bezpieczne?


Przedstawiciel firmy Tesla uspokoił jednak nabywców, którzy chcą być nowocześni, postępowi i chcą jeździć „zeroemisyjnymi samochodami”, żeby nie dokładać się do smogu i aby móc korzystać z darmowych miejsc parkingowych w centrum i jazdy po bus-pasach.
W trakcie wywiadu dla Business Insider przedstawiciel Tesli powiedział, że pojazdy tej marki zapalają się rzadziej, niż przeciętny samochód. Powołał się tutaj (przedstawiciel oczywiście) na dane z amerykańskiej agencji rządowej i globalnej organizacji non-profit.
Przedstawiciel dodał też – to bardzo ważne – że, kiedy Tesla się pali, to ogień w niej rozprzestrzenia się znacznie wolniej, niż w samochodzie napędzanym gazem. Zatem pasażerowie mają więcej czasu na bezpieczne opuszczenie pojazdu.
Dzięki Ci, Panie za Twą łaskę!

 

„Samochody Tesli zapalają się rzadziej niż przeciętny samochód”


Prawdę mówiąc, autor tekstu jeszcze nie słyszał o tym, żeby BMW serii 7, Lexus LS albo Mercedes klasy E, dajmy na to, z 1500 – 2000 kilometrów na liczniku, zapaliły się po przebiciu opony, albo ot tak sobie, spłonęły na parkingu.
Co gorsza, w Polsce, tu, na froncie wschodnim, zarabiamy znacznie mniej, niż w bogatej i bardzo postępowej Kalifornii. A to sprawia, że w naszym zacofanym kraju biedni ludzie kupują 15 – 20 letnie gruziki, a niektórzy (choć autor tekstu akurat tego nie popiera) montują do nich instalacje gazowe.
I choć na parkingach takich gruzików jest mnóstwo, choć niektóre wyglądają, jakby chomik obgryzł im progi, to proszę pana przedstawiciela, nie zapalają się. Nawet po przebiciu opony.
A co dopiero eleganckie auta, warte kilkaset tysięcy, reprezentujące klasę E. W Polsce, w tym zacofanym kraju są głaskane, woskowane, myte i jeżdżone. Nie zapalają się.

Mała bombka pod podłogą?


Bateria litowo – jonowa, źródło zasilania samochodu z silnikiem elektrycznym, jest łatwo palna. Wystarczy, że dojdzie do uszkodzenia jej ogniwa.
Baterie litowo – jonowe zasilają też szereg popularnych urządzeń elektronicznych, takich jak smarfony, laptopy, drony i wiele innych.
Wiele razy słyszeliśmy o wybuchach baterii w telefonach komórkowych. Tu dobrym przykładem mógł być Samsung, który zastosował w jednym z modeli telefonów baterię o złej konstrukcji. Nie była to wina samej firmy, bateria pochodziła od poddostawcy. Tak postępuje dziś każdy. Samochód składa się w 80 procentach z części, produkowanych przez poddostawców.
Powodem problemów w telefonach Samsunga było to, że bateria była odrobinkę za duża. Przez to klienci „wpychali ją” do telefonu i uszkadzali ogniwo. A potem następowała reakcja i mikro bombka była gotowa. Bateria w telefonie komórkowym waży kilkadziesiąt gramów.
Samsung jednak wycofał wszystkie wadliwe telefony z rynku, oddał kasę i tyle. Tak postępuje dobra firma, która dba o klienta. A przecież przedstawiciele koreańskiego koncernu mogli powiedzieć – nasze telefony palą się rzadziej, niż np. chińskie. Mamy na to dane z organizacji non profit!

https://www.youtube.com/watch?v=XA87DpXtxn4


Tymczasem baterie w aucie elektrycznym waży kilkaset kilogramów. Są wykonane w tej samej technologii, co baterie w telefonie (za wyjątkiem chińskich mini wynalazków o zasięgu 20 – 30 km, które mogą być zasilane z akumulatorów żelowych).
Co może spowodować zapalenie się baterii litowo-jonowej w aucie elektrycznym? Zgodnie z tym, co działo się z telefonami, może to być zwarcie w instalacji elektrycznej, albo mechaniczne uszkodzenie baterii podczas wypadku albo kolizji. Może szwankować elektronika.
Co jeszcze? Możemy przypuszczać, że zapalić się może bateria, która ulegnie przegrzaniu. Na skutek czego? Na przykład awarii układu chłodniczego.
Tak, tak, postępowcy cieszą się, że auta elektryczne nie wymagają płynów, jak spalinowy kopciuch. A nieprawda, albowiem stosuje się płyn chłodniczy do chłodzenia i podgrzewania baterii litowo – jonowych. W niektórych autach także do chłodzenia silnika elektrycznego.
Podejrzewamy też, że np. naprawa w warsztacie „u Pana Johna”, który skupuje rozbite Tesle, spawa z dwóch jedną, a potem wystawia je w serwisie aukcyjnym jako bezwypadkowe nówki, też może skończyć się pożarem.
Ale tego, że auto z przebiegiem 1200 mil zapłonie samo po przebiciu opony? Tego to nawet modny wróżbita z programu ezoterycznego w TV by nie przewidział.
A tak wygląda modna, elektryczna Tesla S po uderzeniu w barierki w Niemczech.

https://www.facebook.com/802617813183804/videos/1297901856988728/


A tutaj piękne, postępowe auto zapaliło się mężowi pani aktorki (z oper mydlanych?).


Po wypadku i w trakcie pożaru auta elektrycznego kierowca, pasażerowie oraz strażacy i inne, osoby, chcące udzielić pomocy są narażone na:
• Śmiertelne porażenie prądem (teoretycznie auto powinno mieć system bezpieczeństwa, odcinający zasilanie)
• Wdychanie oparów kwasu siarkowego, niklu, miedzi, kobaltu i litu z płonącej baterii.
• Zdaniem Tesli, pożar baterii może trwać nawet 24 godziny.
W Polsce dalej, niestety, dochodzi co roku do wielu wypadków. Ale nawet stare, 15 letnie gruziki nie palą się tak, jak Tesla po uderzeniu w barierki.


Człowiek nie musi się deklarować jako zdecydowany przeciwnik samochodów elektrycznych. Ale ma pełne prawo do zadawania pytań. A w przypadku aut elektrycznych tych pytań jest mnóstwo.
Trzeba pamiętać też o jednej rzeczy, która się zawsze sprawdza. Kiedy nagle wszyscy postępowcy wokół zaczynają krzyczeć, jakie to auta elektryczne są wspaniałe, ekologiczne i cudowne, to od razu warto się złapać za kieszeń i zacząć zadawać niewygodne pytania. Bo z pewnością coś jest BARDZO nie tak. I widać to na szeregu przykładów.


 

Zdjęcie tytułowe: Feuerwehr der Stadt Landeck
https://www.facebook.com/Feuerwehr-der-Stadt-Landeck-802617813183804/

MENU
– > POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ
– > MAGAZYN MOTORYZACYJNY
– > TECHNIKA MOTORYZACYJNA I DIAGNOSTYKA
– > SAMODZIELNE NAPRAWY SAMOCHODÓW– ZAOCZNE TECHNIKUM DRUCIARSTWA SAMOCHODOWEGO
– > ELEKTROMOBILNOŚĆ I SAMOCHODY ELEKTRYCZNE, WADY ELEKTROMOBILNOŚCI
– > DETAILING
– > FELIETONY MOTORYZACYJNE, CIEKAWOSTKI MOTORYZACYJNE, HUMOR MOTORYZACYJNY
– > DOKUMENTY, UBEZPIECZENIA
– > MOTOCYKLE
– > MILITARIA – MOTORYZACJA I WOJSKO
– > MOTORYZACJA I POLITYKA
– > TESTY SAMOCHODÓW
– > AKCESORIA DLA KIEROWCÓW
– > SAMOCHODY ŚWIATA
– > PODRÓŻE i SLOW DRIVING
– > MOTOREWIA NA FACEBOOK
– > MOTOREWIA NA TWITTER
– > POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ

Niezależny dziennikarz motoryzacyjny. Kocham swoją pracę i motoryzację. Nie wszystko, co piszę, wszystkim się podoba, a ponieważ jestem niezależny, mogę pisać, co mi się podoba. Pasjonuje mnie technika samochodowa, pewnie dlatego z niepokojem spoglądam na wynalazki, takie jak auta elektryczne. Brzydzę się „dziennikarstwem motoryzacyjnym”, które polega na skracaniu gotowych newsów, przychodzących z działów PR importerów samochodów. Współpracuję z kilkoma redakcjami i kilkoma znanymi firmami motoryzacyjnymi.