Pierwszy wypadek samochodowy w historii? Wydarzył się 100 lat przed motoryzacją
Spis treści
Pierwsza „ofiara motoryzacji” miała zginąć na długo przed erą samochodów, jaką znamy dziś. Co więcej – nie potrącił jej żaden kierowca, nie było też drogi ani ruchu ulicznego. Według jednej z historycznych anegdot, winny był eksperymentalny pojazd parowy z XVIII wieku, który wymknął się spod kontroli w angielskim miasteczku Redruth. Brzmi jak legenda? Być może. Ale historia Williama Murdocka i jego wynalazku jest naprawdę intrygująca.
Diabelski wynalazek z XVIII wieku
W drugiej połowie XVIII wieku szkocki wynalazca William Murdoch pracował nad eksperymentalnymi maszynami parowymi. Pewnego dnia zbudował niewielki, prototypowy pojazd napędzany parą. Konstrukcja miała zaledwie kilkadziesiąt centymetrów długości i wysokości, ale działała jak miniaturowa wersja późniejszych silników.
Na pokładzie znajdował się:
- mały kocioł na wodę,
- lampka spirytusowa jako źródło ciepła,
- cylinder z tłokiem i korbowodem,
- trzy koła.
Jak na XVIII wiek – brzmiało to jak coś pomiędzy genialnym wynalazkiem a eksperymentem, który lepiej trzymać z dala od ludzi.
Nocny test, który wymknął się spod kontroli
Według przekazów, Murdock postanowił pewnej nocy przetestować swój pojazd – prawdopodobnie wracając z pracy w kopalni. Uruchomił maszynę, ustawił ją na równym terenie i… zostawił.
Pojazd sam ruszył! Najpierw powoli, potem coraz szybciej. Mała konstrukcja zaczęła poruszać się samodzielnie, emitując parę i dźwięki typowe dla wczesnych silników.
I właśnie wtedy sytuacja miała się wymknąć spod kontroli.
Historia z Redruth – pierwszy wypadek samochodowy
Pojazd miał przemieszczać się w stronę lokalnej zabudowy, aż w końcu dotarł w okolice kościoła w miasteczku Redruth. Według anegdoty, maszyna przewróciła się, a jej elementy wciąż były napędzane energią pary. Wokół unosiła się para, a lampka spirytusowa miała doprowadzić do niewielkiego pożaru.
W tym samym czasie w pobliżu znajdował się duchowny, pastor, który – przestraszony widokiem i hałasem – miał doznać nagłego ataku i zmarł. Podejrzewa się, że pastor dostał ataku serca.
Czy była to pierwsza „ofiara motoryzacji”? Historycy do dziś traktują tę historię bardziej jako legendę niż potwierdzony fakt, ale przetrwała ona jako ciekawostka związana z początkami techniki parowej.
Pierwszy „samochód”, który… jeszcze nie był samochodem
Niezależnie od prawdziwości tej historii, eksperymenty Murdocka pokazują coś ważnego – już w XVIII wieku ludzie próbowali stworzyć pojazdy samobieżne.
Problem w tym, że:
- nie było jeszcze dróg,
- nie było zasad ruchu,
- nie było kierowców,
- a technologia była kompletnie eksperymentalna.
Efekt? Maszyny, które bardziej przypominały laboratorium na kołach niż środek transportu.
Co naprawdę wiemy o Wiliamie Murdocku?
William Murdoch był przede wszystkim inżynierem związanym z rozwojem maszyn parowych. Pracował m.in. nad ich zastosowaniem w kopalniach i przemyśle. Nie był twórcą seryjnych pojazdów, ale jego eksperymenty pokazują, że idea „samobieżnego środka transportu” pojawiła się znacznie wcześniej, niż masowa motoryzacja.
Czy więc pierwszy „wypadek samochodowy” naprawdę miał miejsce w XVIII wieku?
Najpewniej nie w sensie, jaki rozumiemy dziś. Ale historia Murdocka dobrze pokazuje jedno:
zanim samochody stały się codziennością, ludzie już próbowali je stworzyć – czasem z bardzo nieprzewidywalnym skutkiem.
Na zdjęciu poniżej działająca replika pojazdu Murdocha (model 1784) przy rondzie w Tolgus

Początki motoryzacji – jeżdżący czajnik sieje postrach na drogach
I tak oto jeżdżący czajnik, owoc ludzkiej genialności i absolutnego braku rozsądku, dokonał swojego pierwszego – i jak się miało okazać, historycznego – „czynu”. Para opadła. Dym rozwiał wiatr.
A gdzieś w tle, bardzo możliwe, że ktoś zapisał w kronice pierwszą ofiarę nowej epoki.
I jeśli to rzeczywiście był początek motoryzacji…
William Murdock na szczęście pracował dalej dla dobra świata
Ten słynny szkocki inżynier (1754 – 1839) i wynalazca zasłynął w późniejszym czasie z zastosowania gazu węglowego do oświetlenia domów. Poza tym był twórcą rewolucji przemysłowej, pracował między innymi nad udoskonaleniem maszyn parowych.

AUTOR: MICHAŁ LISIAK
MENU
– > POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ
– > MAGAZYN MOTORYZACYJNY
– > TECHNIKA MOTORYZACYJNA I DIAGNOSTYKA
– > SAMODZIELNE NAPRAWY SAMOCHODÓW– ZAOCZNE TECHNIKUM DRUCIARSTWA SAMOCHODOWEGO
– > ELEKTROMOBILNOŚĆ I SAMOCHODY ELEKTRYCZNE, WADY ELEKTROMOBILNOŚCI
– > DETAILING
– > FELIETONY MOTORYZACYJNE, CIEKAWOSTKI MOTORYZACYJNE, HUMOR MOTORYZACYJNY
– > DOKUMENTY, UBEZPIECZENIA
– > MOTOCYKLE
– > MILITARIA – MOTORYZACJA I WOJSKO
– > MOTORYZACJA I POLITYKA
– > TESTY SAMOCHODÓW
– > AKCESORIA DLA KIEROWCÓW
– > SAMOCHODY ŚWIATA
– > PODRÓŻE i SLOW DRIVING
– > MOTOREWIA NA FACEBOOK
– > MOTOREWIA NA TWITTER

Jestem niezależnym dziennikarzem motoryzacyjnym z 16 – letnim stażem. Kocham motoryzację. Pasjonuje mnie technika samochodowa i nie tylko ona. Opisuję świat ze swojej perspektywy słowami Lorda Czarnej Żmii, mojego ulubieńca. Kocham Polskę, a poza motoryzacją pasjonuje mnie Indonezja, moją miłością jest Dżakarta, cieszy mnie kuchnia azjatycka i muzyka elektroniczna. Jestem wolnościowcem i do szału doprowadzają mnie lewicowe pomysły. Z nieskrywaną radością piszę i mówię o wadach aut elektrycznych. Jestem wielką gwiazdą hucznych przyjęć, w trakcie których opowiadam soczyste anegdoty o pożarach samochodów elektrycznych i straszę wszystkich cenami baterii i napraw. Świetnie gotuję. Współpracuję z kilkoma portalami i firmami motoryzacyjnymi.
Prowadzę też konto na YouTube, które zdobywa coraz większą popularność. Jestem dziwakiem, który lubi przebywać w towarzystwie starych części samochodowych. Mam małą rodzinę, w skład której wchodzi moja matka, druga połowa i kot. Ukochana ma jedną wadę – lubi duriany.
Brzydzę się „dziennikarstwem motoryzacyjnym”, które polega na skracaniu gotowych newsów, przychodzących z działów PR importerów samochodów.
Na mojej stronie i koncie na YouTube piszę i mówię to, co naprawdę myślę o motoryzacji.





