Na peryferiach bardzo dużego miasta, przy uczęszczanej drodze krajowej, prowadzącej do A., znajdował się warsztat samochodowy Pana Janka. Przez wielu nazywany był kuźnią, ze względu na swój specyficzny wygląd i zapach.

Ponury budynek, w którym mieścił się warsztat, był wyposażony w dwie metalowe bramy zbudowane w systemie „do it yourself” z metalu, drewna i szeregu innych materiałów, których wielkość i kształt przypominał wrota do stodoły. Na dachu znajdowała się duża, kolorowa reklama. Królował na niej uśmiechnięty stwór, przypominający skrzyżowanie smerfa ze Świętym Mikołajem, trzymający w dłoni wielki klucz francuski i zachęcający do odwiedzenia profesjonalnego warsztatu, gdzie „tanio naprawia się auta każdej marki”.

W środku nie było wcale lepiej. Na betonowej podłodze, pokrytej tysiącami kraterów i pęknięć, walały się narzędzia, puste butelki i szmaty, ubabrane w smarze. Na dnie dwóch kanałów znajdowała się fantastyczna, gruba na dziesięć centymetrów mieszanka płynów eksploatacyjnych, śrub, nakrętek, obejm i szeregu innych rzeczy. W rogach warsztatu stały stare kredensy, na których również leżały stosy różnych kluczy i starych części. Po lewej stronie mieścił się skład wszelakiego typu chemii we wiadrach, beczkach i wiaderkach, a po prawej drewniana kajuta, w której umieszczono stare fotele, stolik do spożywania pokarmów i kasę fiskalną.

golfy

Warsztatem niepodzielnie władał Pan Janek, łysiejący jegomość słusznej postury. Miał jowialną twarz, włosy zaczesane na pożyczkę, gruby nos, a najczęściej nosił jasnobrązową, skórzaną  kurtkę, która świetnie pasowała do złotego zegarka i grubego, złotego łańcuszka.

W warsztacie zatrudnionych było dwóch pracowników. Pan Wacław był rachitycznej budowy rzeźbiarzem, który przy pomocy pasków żywicy, utwardzacza i szpachli, potrafił wyczarować dowolny kształt. Pan Henryk z kolei był porządnej budowy, jak szef, a specjalizował się w naprawach mechanicznych. Od kilku godzin załogę warsztatu wspomagał Jóźwa, absolwent technikum samochodowego, przyjęty przez Pana Janka z litości i z polecenia znajomych.

Jóźwa ukończył szkołę z najlepszymi wynikami, do tego namiętnie czytał różne niemieckie gazety motoryzacyjne i był gwiazdą wielu spotkań towarzyskich, gdyż potrafił bez zająknienia podać dziesięć modeli aut, które warto kupić zamiast Passata. Jóźwa wiedział jak pracuje turbosprężarka i co się w niej zużywa, a budowę rozrządu i objawy jego awarii miał w małym palcu. Namiętnie też hejtował chińskie samochody oraz prowadził gorące dyskusje w sieci, NAUKOWO udowadniając swoją wyższość i wyzywając wszystkich innych od motoryzacyjnych baranów.

Niestety, jego zderzenie z prawdziwym światem było tak bolesne, jak przesiadka z luksusowej limuzyny do małego autka za 2 tysiące złotych.

Od samego rana w warsztacie robota paliła się w rękach. W powietrzu unosiła się woń potu, tanich papierosów, skorodowanego metalu, benzyny, starych szmat i oleju przekładniowego. Całość uzupełniał zapach kiełbasy toruńskiej, którą ktoś wcześniej podgrzewał w kajucie. Wesoło grała skoczna muzyka z odbiornika, pamiętającego jeszcze lata PRL.

Pan Janek siedział w kajucie i eksplorował dziurę w ósemce palcem wskazującym, który wcześniej był… A lepiej nie mówić. Na pierwszym stanowisku w warsztacie stał srebrny Opel Astra DTi, który miał małą przygodę pod supermarketem. Rachityczny Wacław, uzbrojony w pięciokilowe wiadro szpachli i starą, elektryczną suszarkę do włosów, znajdował się w swoim żywiole. Niczym Michał Anioł rzeźbił tylne drzwi po stronie pasażera, wesoło przy tym pogwizdując.

grat3

Na drugim stanowisku, uzbrojonym w podnośnik, znajdowała się stara Kia Pride. Walczył z nią dzielnie Pan Heniek, usiłujący odkręcić łącznik stabilizatora.
- K****, pier***** nakrętka się k**** zap*******a i ni ch*** nie można tej k**** odkręcić! – krzyknął zdenerwowany Pan Henryk po czym rzucił kluczem o ziemię i spojrzał w stronę zdezorientowanego Jóźwy, stojącego na środku warsztatu.
- K****, czego k**** stoisz jak ch**, że k**** żadnego pożytku k**** nie ma! Zap******j k**** pod ściankę i przynieś mi k**** pier***** WD, tylko k**** szybko, a nie jakbyś się k**** do parku sztywnych wybierał!
Jóżwa ruszył w stronę kredensu, na którym walały się klucze, opakowania, spraye, zużyte części i rzeczy, których przeznaczenia nikt już nie był w stanie określić. Znalazł w końcu spray i zadowolony przyniósł go Heńkowi.
- Jeb*** k**** koreańskie pudło – mamrotał wkurzony Heniek, pryskając sprayem jak z gaśnicy – Zupki k**** chińskie powinni k**** produkować i te suszi, a nie k**** samochody.
- Mnie też suszi, bo wczoraj z bratem zrobiliśmy flaszkie – ocknął się nagle Rachityczny Wacław – Idę po butelkie wody.
Jego wypowiedź wywołała głośny wybuch śmiechu. Pan Janek tak się ubawił, że skierował się w stronę wygódki, trzymając się za pokaźny brzuszek. Jóźwa z wielkim zainteresowaniem śledził poczynania Pana Heńka, który manewrował podnośnikiem, aby sobie robotę ułatwić.
- Proszę zwrócić uwagę na to, aby w czasie wymiany nie uszkodzić gumowej manszety – odezwał się Jóżwa, ale Pan Heniek nie był skory do słuchania mądrych rad.
- Przypier****ć ci? – zadał pytanie retoryczne, po czym odkręcił w końcu zapieczoną nakrętkę – Poszło, k****, pier******, he he, k****!
Kilka minut później pod warsztat podjechała Corsa, z której wysiadła elegancka młoda kobieta. Samo zaparkowanie pod warsztatem było sztuką nie lada, bo przed wejściem do kuźni stało osiem gratów z pootwieranymi maskami.
- Janeeeeek! klient, k**** przyjechał! – ryknął Pan Henryk.
- Nie mogę, k****, mam ciężki problem! – odpowiedział Pan Janek, który nadal przebywał w wygódce i oczyszczał swój organizm z produktów złej przemiany materii.
- Wacek, k****! – krzyknął Heniek, ale Rachityczny Wacław znajdował się w najważniejszej fazie rzeźbienia, gdy jedno drgnięcie ręki Mistrza, nakładające ostatnią warstwę szpachli, mogło wywołać niepotrzebne zużycie papieru ściernego. Pozostał tylko Jóźwa…
- K****! Na co k**** czekasz baranie, pędź k**** i klienta obsłuż, bo ci przy******ę! – nakazał i ostrzegł od razu Pan Heniek, aby lepszy efekt osiągnąć.

corsa
Jóźwa pędem ruszył w stronę wyjścia. Na widok eleganckiej kobiety zgłupiał całkowicie, tym bardziej, że pani została w domu ostro wyszkolona przez męża. Zapytał co się dzieje, a po chwili wpadł do warsztatu, aby raportować.
- Pani chce, żeby wymienić kable zapłonowe, bo szarpie i pyta ile za wymianę kabli.
- K****, nie same kable k****, bo ch** mógł k**** strzelić też k**** kopułkę albo k**** palec jeb***** rozdzielacza k****! – rozkminił sprawę Pan Heniek – To nie wiem k**** ile będzie za wymianę  kabli, k****, bo trzeba k**** wymienić też resztę!
Jóżwa wybiegł do klientki, a po chwili wrócił do warsztatu.
- Pani mówi, że zależy jej na szybkości i chce, żeby dokładnie określić czas naprawy.
- K****, a co ja k**** jestem wróżka, że mam k**** przewidywać przyszłość? – zdziwił się Pan Heniek, patrząc na biednego Jóżwę jak na wioskowego glupka – Co ja mam k**** pincet kabli w szafie i se k**** wyjmnę z niej i rzucę k**** wszystko w cholerę i zara zrobię? Się zacznie robić to będzie wiadomo, kiedy się zrobi, k****, a skąd ja k**** wiem, kiedy to k**** się kupi?
Jóżwa wybiegł a po chwili wrócił.
- Pani chce poznać dokładny koszt naprawy.
- K****! – Pan Heniek był już poważnie wk******y – Patrz, baranie! Skoro k**** nie wiem, kiedy kupię i za ile kupię, k****, skoro nie wiem, czy wymienić same k**** kable, czy pierd***** kopułkę albo jeb**** palec rozdzielacza, a może jeszcze się co k**** rozje****, to skąd mam, baranie, wiedzieć ile to będzie k**** kosztować? Co mam se porachować, k****?
Jóżwa wybiegł, jakby go kto uderzył w bolesne miejsce, a po chwili był znów z powrotem.
- Czy spisujemy protokół przyjęcia auta? Określamy, jaki jest stan auta przed przyjęciem go do warsztatu?
- Przyp********ć ci? – zapytał Pan Heniek, patrząc prosto w oczy Jóżwy.

Kilka minut później Jóźwa wieszał kluczyki od Corsy w kajucie, na desce, do której zmyślnie przybito gwoździki, żeby ułatwić to zadanie.
- K****, idź otwórz maskę i wymontuj akumulator, bo jeszcze klientka wróci i się rozmyśli, a wtedy powiesz, że już robota zaczęta, baranie, k****! I już, k****, na odbiór za późno!  – zdradził kolejną tajemnicę Pan Heniek.
- I każde auto, co pod kuźnią stanie, musi być twoje, zrozum to, baranie! – powiedział Pan Janek, który właśnie wrócił lekki i rześki z miejsca przemyśleń i medytacji.
Jego słowa wywołały ogólną wesołość, tak wielką, że Rachityczny Wacław przejechał papierem ściernym po nieuszkodzonym lakierze.
- Zapierd***** to kolorowym woskiem i ch*** będzie widać! – rozwiązał problem ubawiony po pachy Pan Heniek.

A Jóżwa wyszedł na chwilę przed warsztat i głośno westchnął. A potem pomyślał, że praca w podrzędnym call center, w którym dzwonią po ludziach i sprzedają im różne pseudozdrowotne śmieci, to wcale nie taki znowu zły sposób na życie.

 

grat2

Zdjęcia
Photo credit: Thomas Leth-Olsen via Foter.com / CC BY
Photo credit: asgw via Foter.com / CC BY
Photo credit: asgw via Foter.com / CC BY
Photo credit: Bob n Renee via Foter.com / CC BY

POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ

ZACHĘCAMY DO ODWIEDZENIA INNYCH DZIAŁÓW MOTOREWII

REWIA czyli testy naszych motoryzacyjnych gwiazd

MOTOTECHNIKA

MOTOARTYKUŁY o interesujących samochodach

MOTOMILITARIA – samochody w służbie wojska

HUMOR I CIEKAWOSTKI

SAMOCHODY ŚWIATA

POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ

ZAPRASZAMY DO POLUBIENIA MOTOREWII W KANAŁACH SOCIAL MEDIA, GDZIE PUBLIKUJEMY DODATKOWO CIEKAWE ZDJĘCIA I FILMY

MOTOREWIA NA FACEBOOK

MOTOREWIA NA TWITTER

PORTAL MOTORYZACYJNY MOTOREWIA SERDECZNIE ZAPRASZA!

Podziel się