Na tym portalu wszystko jest inne. Nic zatem dziwnego, że i test był inny. Porównaliśmy sobie dwa różne wiekiem auta na tej samej trasie. Jedno standardowe, jedenastoletnie, z wolnossącym benzyniakiem pod maską, opracowane przez japońskich inżynierów. Drugie czteroletnie, nowoczesne, zaprojektowane i skrojone w europejskiej fabryce, napędzane turbodoładowanym, trzycylindrowym wynalazkiem.

Trasa niedzielna, nie dlatego, że właściciel strony jest ateistą (bo nie jest), tylko, że akurat wtedy musiał ją pokonać. Trasa dość długa – 500 kilometrów jednego dnia. Z Łodzi do Tarnowa Podgórnego za Poznaniem i z powrotem.

Jedenastoletni japoński kompaktowy krążownik z nadwoziem typu kombi, napędzany wolnossącym benzyniakiem, wystartował w trasę 22 stycznia o godzinie 7. 00. Przebieg w chwili startu: 251000 km.

Czteroletni europejski kompakt z nadwoziem typu kombi, napędzany trzycylindrowym wynalazkiem, wystartował w trasę 29 stycznia o godzinie 7.00. Przebieg w chwili startu: 71.000 km.

vvti

Paliwo? Zatankowane na tej samej stacji, na której niemiła brunetka w kasie patrzy na klienta tak, jakby ten jej kaszę z garnka wyjadał. Może uśmiecha się tylko do tych, co tankują za trzy stówy? Bo przy innych wydyma usteczka tak pogardliwie, że nie musi w nie już pchać ani grama hialuronu.

Warunki pogodowe? Identyczne. Rano lekka gołoledź. W województwie łódzkim minus dwa, w Wielkopolsce plus dwa. Bez opadów. Od Aleksandrowa w stronę Poznania drogi całkowicie czarne. Z powrotem tak samo.

Obciążenie? To samo. Za kierownicą ten sam marudny człowiek w mało męskiej błękitnej kurtce, skropiony cytrusowymi perfumami, 84 kg żywej wagi. Duża torba z towarem (kilkanaście kilogramów), butelka wody mineralnej (najtańszej z marketu) i torba z dokumentami, telefonem i tysiącem dolarów.

Trasa? Oczywiście w obydwu przypadkach ta sama. Kochana Łódź, cudowne przestrzenie wokół Aleksandrowa Łódzkiego, dzikie pola za nim, foliowe hale pełne poniemieckich śmieci w Poddębicach, uniejowskie termy, Turek i parujące kotły elektrowni, jakby diabeł w nich zupę gotował. Dalej malowniczy Konin rozłożony nad Wartą, Września z wiecznie zatłoczonym rondem (fajne wyprzedaże w TESCO!!!!), Nekla i Nekielka, Swarzędz (ach, kiedyś panie to tu produkowali meble!), piękny Poznań i oczywiście Tarnowo, które wita przybyszów zapachem kawy palonej w MK Cafe.

Prędkość? Ta sama. Co ważne, zgodna z przepisami ruchu drogowego. Na odcinku Łódź – Uniejów – do 80 km/h. Na odcinku Uniejów – Turek – Konin – min 90 km / h. Od Konina do Poznania – przeciętnie 110 km/h.
Problemy na drodze, związane z innymi kierowcami? W zasadzie żadnych. W niedzielny ranek większość śpi do południa, a potem krąży po domu w szlafroku, czekając aż ktoś złapie tłuczek i zmasakruje nim kotlety schabowe. Problem był tylko jeden, ale o nim w opisie pierwszej trasy.

Silnik

Jedenastolatka wyrusza w trasę

Sprawdzenie poziomu oleju, trzeba dolać jakieś 200 ml. Auto zużywa tak około 400 ml na 1000 km. Wszystko działa. Przyspieszenie nie wgniata w fotel, ale auto chodzi leciuteńko, wszystko jest w nim idealnie ustawione. Przyspiesza łagodnie, ale zdecydowanie, 3000 obr./ min, piąty bieg i setka na liczniku. Proste zawieszenie (przednie MacPhersony, tylna belka skrętna) zestrojone są tak, że komfort jazdy jest całkiem przyjemny. Jedyna rzecz, która nieco go psuje, to hałas, produkowany przez opony wielosezonowe, zwłaszcza przy prędkości powyżej 70 km/h. Coś za coś. W zamian nie trzeba biegać jak oszalały przy pierwszych opadach śniegu na wymianę.

Pierwszy problem, wspomniany wcześniej pojawia się za Neklą. W postaci idioty, który nagle wjeżdża na główną drogę z bocznej i zamiast rozpędzić się na swoim pasie… włącza się do ruchu na drugi pas, po którym auta jadą mniej więcej minimum sto na godzinę. Nagłe hamowanie mocno rozgrzewa przednie klocki i tarcze. Klocek po lewej zaczyna popiskiwać w czasie jazdy. Prawdopodobnie rozgrzał się tak, że drobinki z jego powierzchni roboczej zostały na tarczy. Mniej więcej po dwudziestu kilometrach problem znika, resztki klocka zostały starte z powierzchni roboczej tarczy.

Drugi problem, to zapalony check engine. Nagle, znienacka, zapaliło się i zdenerwowało. Po przejechaniu pięćdziesięciu kilometrów zgasło, aby zapalić się znów przed samym celem podroży. Szybka diagnoza na miejscu za pomocą laptopa i już wiemy. PO 420 (niska wydajność katalizatora). Standard. Stary katalizator (pierwszy) wysypał się i został wymieniony rok temu na nowy katalizator uniwersalny, spełniający normę Euro3. Ten jednak do zbyt sprawnych się chyba nie zalicza i od czasu do czasu wkurza biedną, drugą sondę lambdę.

Po przejechaniu całej trasy czas na sprawdzenie średniego spalania w komputerze pokładowym – 4,5 l / 100 km.

By Kazimierz Mendlik, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=54273071

By Kazimierz Mendlik, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=54273071

Czterolatek wyrusza w trasę

Zaczynamy od oleju. Trzeba dolać cały litr. Dlaczego tyle zużywa? Na razie nie wiadomo. Przed wyruszeniem z parkingu obowiązkowo minuta pracy silnika na wolnych obrotach. Wszystko po to, żeby olej dotarł do turbiny. Coś dziwnego słychać spod maski przy uruchomieniu silnika, jakieś postukiwanie. Do tego auto jakoś się dziwnie trzęsie. Delikatnie, a jednak. W starszym aucie od razu można by podejrzewać, że zdechła któraś z cewek. Tu jest wszystko ok, a jednak… trzęsie. Cóż, startujemy, 500 kilometrów samo się nie pokona.

Auto rwie do przodu, ale coś jest nie tak. Przy każdym przyspieszeniu czuć coś dziwnego, jakby delikatne pooszarpywanie. Taka chwila niezdecydowania, jakby samochód przez sekundę zastanawiał się, czy ma przyspieszyć, czy jednak sobie pojedzie wolniej. E, jednak przyspieszę, bo mi każą. Ale zrobię to ociągając się. Klimatyzacja oczywiście na pokładzie jest, ale wyłączona przez całą drogę, żeby nie zwiększać spalania. Z przodu światła do jazdy dziennej LED, z tyłu całkowicie wykonane w technologii LED, zatem, proszę Pana, oszczędność i nowoczesność. Niestety, z przodu, po lewej dwie diody w obudowie reflektora migają. Naprawa? Oficjalnie nie można, tylko trzeba kupić cały nowy reflektor. Koszt? Lepiej nie pytać, bo to boli jak cholera. Ale są już firmy, które potrafią rozebrać, wymienić diodkę (która zazwyczaj pada od wilgoci), całość skleić i przygotować do montażu. Cena diodki? Może złotówkę.

Zawieszenie ma tą samą prostą konstrukcję, co u poprzednika, ale jest dość niemile zestrojone. Twarde. Za bardzo.

Ach, ważne. Auto jest ODCIĄŻONE przez producenta. Posiada na pokładzie zestaw do naprawy przebitej opony, zamiast „archaicznego” koła zapasowego czy dojazdowego. Technika. I sporo kilogramów mniej, więc… mniejsze spalanie. Do tego ta aerodynamika. Cóż, całkiem fajna. Piękne, aerodynamiczne, niskie nadwozie w którym obłe kształty są fantazyjnie poprzecinane bardzo ostrymi, niemal jak brzytwa, przetłoczeniami. Masz kolego urodę, masz. Ale to nie wszystko.

W Poznaniu trzeba kilkanaście razy się zatrzymać, a to na światłach, a to na przejazdach kolejowych. Auto posiada „rewolucyjny” system start – stop, który wyłącza silnik po wrzuceniu biegu na luz i uruchamia go, kiedy naciśnie się pedał sprzęgła. Oczywiście, ma to na celu oszczędności paliwa. I to ogromne. Pomijając fakt, że auto zużywa minimalne ilości paliwa w czasie pracy na wolnym biegu, a do tego jeszcze silnik najmocniej zużywa się podczas rozruchów, to całość nie działa za dobrze. W dwóch przypadkach uruchomienie silnika potrwało odrobinę dłużej. Gdyby teraz nie zapalił, kiedy przed przejazdem kolejowym stoi potężna kolejka, mogłoby dojść do rozlewu krwi. Do tego jeszcze obca rejestracja…

By Drozdi-Pn - Own work, Public Domain, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=4362115

By Drozdi-Pn – Own work, Public Domain, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=4362115

Co gorsza, przy każdym wyłączeniu silnika, albo jego uruchomieniu, spod maski znów słychać stuki. Nietrudno się domyśleć. Prawdopodobnie pada dwumasowe koło zamachowe. Powód? Właściciel auta ma dość ciężką nogę, lubi ostro przyspieszać, a do tego często jeździ w mieście. Dwumasa przy silniku benzynowym? Tak. Przecież ten wynalazek, nie mający zapasu mocy, trzęsie autem, więc szybko doprowadziłby do rozwalenia skrzyni. Przypomnijmy przebieg auta – ponad 71 tysięcy. I już taka kosztowna awaria.

Po dojechaniu na miejsce w Tarnowie i po ostygnięciu auta okazuje się, że znów uciekło trochę oleju silnikowego. Co może być tego powodem? Być może turbina, bo nieco hałasuje przy pracy. Mogło dojść do uszkodzenia ułożyskowania. Faktycznie, auto jakby wyrzucało nieco więcej spalin, a to kolejny objaw uszkodzenia turbosprężarki. Tak samo, jak to nieco ospałe przyspieszanie.

I na koniec zaskoczenie. Średnie spalanie na trasie – 6,2 l / 100 km. Tyle pokazał komputer.
A przecież, według informacji producenta samochodu, spalanie nie powinno przekroczyć 5 l / 100 km.

Moc obydwu silników niemal ta sama, pierwszy sto, nowocześniejszy nieco ponad sto koni. Nowocześniejsze powinno być lepsze, oszczędniejsze, prostsze w naprawie. Jest jednak inaczej..

Na drugi dzień faktycznie okazało się, że turbina przepuszcza olej i nadaje się do regeneracji. Do tego jeszcze trzeba wymienić intercooler (chłodnicę powietrza turbiny), do której trafiał olej przeciekający z turbiny. Dwumas do wymiany. Reflektor po lewej, w tym po prawej już zaczęła migać jedna diodka. Co gorsza, piękny ekran dotykowy w środku auta tez zaczyna żyć swoim życiem…

A w starszym aucie zamontowana nawigacja śmiga bez problemu. A jak się zepsuje? Kupi się nową za dwie stówy. Alleluja i do przodu. Choćby i 500 km.

Dlaczego w artykule nie ma zdjęć aut, biorących udział w teście, ani nie ma podanych marek czy modeli? Dlatego, że miał to być test zastosowanych TECHNOLOGII, a nie kolejne pole do kłótni na temat, która marka czy który model jest lepszy. 

Dlaczego w Motorewii zrobiliśmy taki właśnie test? Bo możemy :)

Photo credit: RafalZych via Foter.com / CC BY-NC

Photo credit: RafalZych via Foter.com / CC BY-NC

POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ

ZACHĘCAMY DO ODWIEDZENIA INNYCH DZIAŁÓW MOTOREWII

REWIA czyli testy naszych motoryzacyjnych gwiazd

MOTOTECHNIKA

MOTOARTYKUŁY o interesujących samochodach

MOTOMILITARIA – samochody w służbie wojska

HUMOR I CIEKAWOSTKI

SAMOCHODY ŚWIATA

ZAPRASZAMY DO POLUBIENIA MOTOREWII W KANAŁACH SOCIAL MEDIA, GDZIE PUBLIKUJEMY DODATKOWO CIEKAWE ZDJĘCIA I FILMY

MOTOREWIA NA FACEBOOK

MOTOREWIA NA TWITTER

PORTAL MOTORYZACYJNY MOTOREWIA SERDECZNIE ZAPRASZA!

POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ

 

About The Author

Niezależny redaktor, a może nawet i dziennikarz motoryzacyjny, niewpisujący się do ogólnego kanonu tego wesołego zawodu. Nie wszystko, co piszę, wszystkim się podoba, a ponieważ jestem niezależny, mogę pisać, co mi się podoba. Kocham motoryzację i dlatego o niej piszę. Brzydzę się „dziennikarstwem motoryzacyjnym”, które polega głównie na skracaniu gotowych newsów, przychodzących z działów PR importerów samochodów. Gdzie jeszcze można mnie przeczytać? Na Motointegrator (mi.eu - poradniki), w portalu Autofakty.pl, na Allegro.pl (nic nie sprzedaję – dział: motoryzacja – poradniki), a także w wielu artykułach poradnikowych, reklamowych i content marketingowych, pisanych dla kilku cenionych marek. Jest mi niezwykle miło, że odwiedzacie Państwo moją stronę. Kontakt: redakcja@motorewia.pl