Podczas jazdy samochodem mogą nas zaskoczyć różne, bardzo niemiłe wonie. Jedną z nich jest woń spalonej elektryki, albo jak kto woli, elektroniki. Skąd się bierze i co jest jej powodem?


Specjaliści od marketingu nie używają słów smród albo woń, tylko „brzydki zapach” albo „niemiły zapach”. Przeczy to jednak logice, bo jak zapach, czyli przyjemna woń, może być brzydki lub niemiły? Ale co zrobić. Ludzie mający za zadanie sprzedawanie różnych wynalazków, muszą umieć operować słowem i obrazem, w którym notabene, też kłamią ile wejdzie. Dlatego dla nas palące albo przegrzewające się części elektryczne i elektroniczne wydają jednak smród, powiedzmy niemiłą woń, a nie „niezbyt przyjemny zapach podgrzanego kabelka czy bezpieczniczka”.

W kabinie samochodu śmierdzi spaloną elektryką – co jest powodem?


Powodów może być kilka.
1 Spalony silniczek elektryczny, napędzający mechanizm, poruszający wycieraczkami przedniej szyby, albo tylnej szyby. W przypadku jego awarii wycieraczki przestają działać i czuć woń elektrycznej spalenizny.

2 Gdzieś pali się instalacja elektryczna, a dokładnie, izolacja na przewodzie. Na przykład doprowadzająca prąd do podświetlenia schowka. Czasami może dojść do całkowitego stopienia się obudowy lampki (tak stało się w jednym z produktów niemieckiego koncernu motoryzacyjnego, znanego nam osobiście).

3 Ekran dotykowy, umieszczony w środkowej konsoli, zaczyna odlatywać w kosmos. Do takich sytuacji dochodziło w flagowych pojazdach pewnego koncernu znad Sekwany. Ekran się wypalał i zaczynała śmierdzieć elektronika.

4 Ładowarka jakiegoś taniego urządzenia „made in China” lub „made in Malaysia” zaczyna się przegrzewać po dłuższej pracy. Tak się często dzieje, gdy do gniazdka zapalniczki podłączymy ładowarkę nawigacji samochodowej, albo rejestratora. Także samo urządzenie, jak jest tanie i niezbyt dobrze wykonane, może się nagrzać i zacząć rozsiewać wokół siebie woń spalonej elektroniki.

Photo by Xurble on Foter.com / CC BY

Photo by Xurble on Foter.com / CC BY

5 Śmierdzi instalacja elektryczna, która uległa przeciążeniu. Kable są tak gorące, że za chwilę stopi się instalacja. Cała nadzieja w bezpiecznikach, jeśli oczywiście, ktoś mądry i zapobiegliwy nie włożył w ich miejsce monety albo kawałka drutu. Kiedy może dojść do przeciążenia? Kiedy np. do gniazdka zapalniczki podłączy się wynalazki o dużym poborze prądu – ładowarkę, która zasila laptopa, tablet i „ajfonika”, czajniczek elektryczny, podgrzewacz kubeczka, mini farelkę, która ma udawać ogrzewanie postojowe.


6 W samochodach z silnikami Diesla często podobnie śmierdzą filtry cząstek stałych DPF/FAP podczas regeneracji aktywnej. Regeneracja aktywna uruchamia się wtedy, gdy kierowca jeździ ciągle na krótkich trasach i w filtrze gromadzi się sporo sadzy. Trzeba ją wypalić, aby filtr mógł zostać oczyszczony. Utrudniony przepływ spalin jest wychwytywany przez czujniki ciśnienia różnicowego, a komputer sterujący pracą silnika wtryskuje większą ilość paliwa, aby uzyskać większą temperaturę spalin. I wtedy pojawia się ten dziwny „niemiły zapach”.


Oczywiście, biada temu, kto taką regenerację przerwie.
Biada też tym, którzy dokonują różnych dziwnych przeróbek instalacji w samochodach, a potem dziwią się, że elektryka i elektronika zaczyna śmierdzieć. To znak, że być może pewnego dnia dojdzie do samozapłonu i owoc kredytu, wziętego na 10 lat z parabanku, spłonie w ciągu kilku chwil.

Smród palonej elektroniki w aucie elektrycznym


Autor nie byłby sobą, gdyby w tym miejscu nie wspomniał o bardzo modnych samochodach elektrycznych, które są naszą przyszłością i ostatnią nadzieją dla planety, ludzi i misiów Panda. Jeszcze lepiej, gdy są oferowane w car sharingu, bo przecież każdy z nas spędza w samochodzie co najwyżej godzinę albo dwie dziennie, a przez pozostałe dwadzieścia może autem jeździć ktoś inny. Po co zajmować miejsce na parkingu, na którym może stanąć 300 rowerów.


Ale do rzeczy. Otóż, kiedy osoba prowadząca modne, nowoczesne, zeroemisyjne auto elektryczne, na przykład małego pączunia z tworzywa, na kółeczkach jak od wózka dziecięcego, albo modną, dużą limuzynę, poczuje woń grzejącej się elektroniki, to nie pozostaje nic innego, jak tylko zatrzymać się w bezpiecznym miejscu i wiać, gdzie pieprz rośnie.
Bo może okazać się, że za chwilę kilkusetkilogramowa bateria litowo – jonowa zmieni się w ogromnego, elektrycznego grilla.
Oczywiście, może też się coś zagrzać, elektronika, przewody elektryczne, w których płynie prąd o bardzo wysokim napięciu, inwerter, ale jednak strzeżonego Pan Bóg strzeże, zatem lepiej nie ryzykować.
A jak się okaże, że warte 400 tys. auto spłonęło, to trzeba przypomnieć sobie słowa słynnego rosyjskiego myśliciela, Fiodora Dygajło: „Postęp wymaga ofiar”.

ZACHĘCAMY DO ODWIEDZENIA INNYCH DZIAŁÓW MOTOREWII

REWIA czyli testy naszych motoryzacyjnych gwiazd

MOTOTECHNIKA

MOTOARTYKUŁY o interesujących samochodach

MOTOMILITARIA – samochody w służbie wojska

HUMOR I CIEKAWOSTKI

SAMOCHODY ŚWIATA

ZAPRASZAMY DO POLUBIENIA MOTOREWII W KANAŁACH SOCIAL MEDIA, GDZIE PUBLIKUJEMY DODATKOWO CIEKAWE ZDJĘCIA I FILMY

MOTOREWIA NA FACEBOOK

MOTOREWIA NA TWITTER

PORTAL MOTORYZACYJNY MOTOREWIA SERDECZNIE ZAPRASZA!

POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ

Podziel się