Kupno dobrego samochodu używanego w Polsce często przypomina grę w lotto. Znalezienie dobrego auta wśród tysięcy gruzów, ulepów i innych parszywców, to jak trafienie co najmniej piątki w Dużym Lotku. Najgorszym przeciwnikiem kupującego jest sprzedawca – cwaniaczek, szukający frajera z pieniędzmi. Auto z Niemiec, stan idealny, tylko sporadycznie coś stuka w silniku – brać, nie marudzić, bo cena niższa niż u konkurencji!

Co oczywiste, Pan Sprzedawca nie ma żadnych możliwości sprawdzenia stanu technicznego sprowadzonego samochodu! Nawet pomimo tego, że osiem ostatnio wystawionych przez niego aut było sfotografowanych na placu przy wjeździe na warsztat. I co ciekawe, przy kilku z nich pisze, że… ich stan techniczny został dokładnie sprawdzony. A w tym jednym przypadku, po prostu się nie udało.

Auto gryzło. Kopało prądem, kiedy mechanik chciał się dostać do silnika. A kiedy chciał się podłączyć do OBD-2, to wtedy komputer silnika włączał audio na cały głos z przeróbkami dawnych przebojów z PRL w rytmie „techno”. I tutaj trzeba wybaczyć, bo tego nikt nie zniesie…

A ponieważ gruz na czterech kołach, sprowadzony z Niemiec nie ma tablic rejestracyjnych, do wybranego mechanika na kontrolę nie pojedzie.
To może na miejscu? Ale jak? Jesienią maskę otworzyć, na ulicy gdzie auto stoi, osłony silnika demontować, cewki odłączać i świece wyjmować, żeby móc zbadać kompresję w cylindrach? Coś pan, zwariował?
Kumpiuter podłączyć? Ale jak? Żebyś Pan tu czegoś w elektronice namieszał, zepsuł, a potem uciekł a kto to będzie naprawiał?
Szach i mat! Ani w prawo, ani w lewo. Po prostu, bierz, zapłać, nic się nie stanie. Od czasu do czasu stuka, przy wyższych obrotach. Będzie dobrze!

A może być jeszcze gorzej. Bo sprzedawca może napakować do silnika miodu. Tak, miodu. Oczywiście, sztucznego. Naturalny to byłaby rozpusta. Porcja miodu zapakowana do oleju silnikowego ma na celu wyciszenie jego pracy.
To teraz, poza komputerem diagnostycznym, urządzeniem do mierzenia ciśnienia sprężania, multimetrem i wieloma innymi rzeczami, trzeba będzie ze sobą brać niedźwiadka, albo ze trzy zaprzyjaźnione pszczoły. Jeśli zechcą konsumować olej, znaczy, że jest z dodatkiem miodu.

Stukanie w silniku samochodu to nic groźnego

Z tego powodu cenę się obniży o tysiąc złotych i sprawa załatwiona.

Każdy silnik w pewnym stopniu hałasuje. W autach premium mniej, bo gródź jest lepiej wyciszona. Ale hałas to takie pojęcie względne. Silnik powinien pracować cicho.
Każdy dziwny hałas, dobiegający z silnika, jest oznaką problemów, które trzeba wyeliminować.

Stukanie, dochodzące z górnej części silnika może oznaczać problemy ze względu na zbyt duży luz zaworowy. Regulacja, wymiana tzw. szklanek – to rozwiązania.
Inny rodzaj stuków może z kolei oznaczać, że wyciągnięty jest pasek rozrządu. W tym przypadku wymiana musi nastąpić jak najszybciej. Wraz z pompą wody i elementami towarzyszącymi.
Jeśli stuka w trakcie jazdy z komory silnika, wina może leżeć po stronie uszkodzonych elementów zawieszenia silnika.
Tak zwane głuche stuki z silnika to z kolei oznaka bardzo poważnych problemów, oznaczających uszkodzenia w tłokach i korbowodach (luzy). Może to też oznaczać zużycie panewek.
Jeśli stuki są bardziej metaliczne, to z kolei oznacza problemy z łożyskowaniem wału korbowego albo wałków rozrządu.

To też pokazuje, dlaczego tak ważna jest jazda próbna, z różną prędkością obrotową silnika. I to dłuższa, a nie tylko sześćdziesięciosekundowa.

POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ

ZACHĘCAMY DO ODWIEDZENIA INNYCH DZIAŁÓW MOTOREWII

REWIA czyli testy naszych motoryzacyjnych gwiazd

MOTOTECHNIKA

MOTOARTYKUŁY o interesujących samochodach

MOTOMILITARIA – samochody w służbie wojska

HUMOR I CIEKAWOSTKI

SAMOCHODY ŚWIATA

ZAPRASZAMY DO POLUBIENIA MOTOREWII W KANAŁACH SOCIAL MEDIA, GDZIE PUBLIKUJEMY DODATKOWO CIEKAWE ZDJĘCIA I FILMY

MOTOREWIA NA FACEBOOK

MOTOREWIA NA TWITTER

PORTAL MOTORYZACYJNY MOTOREWIA SERDECZNIE ZAPRASZA!

POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ

 

Podziel się

About The Author

Niezależny redaktor, a może nawet i dziennikarz motoryzacyjny, niewpisujący się do ogólnego kanonu tego wesołego zawodu. Nie wszystko, co piszę, wszystkim się podoba, a ponieważ jestem niezależny, mogę pisać, co mi się podoba. Kocham motoryzację i dlatego o niej piszę. Brzydzę się „dziennikarstwem motoryzacyjnym”, które polega głównie na skracaniu gotowych newsów, przychodzących z działów PR importerów samochodów. Gdzie jeszcze można mnie przeczytać? Na Motointegrator (mi.eu - poradniki), w portalu Autofakty.pl, na Allegro.pl (nic nie sprzedaję – dział: motoryzacja – poradniki), a także w wielu artykułach poradnikowych, reklamowych i content marketingowych, pisanych dla kilku cenionych marek. Jest mi niezwykle miło, że odwiedzacie Państwo moją stronę. Kontakt: redakcja@motorewia.pl