Kiedy w Polsce pojawią się samochody autonomiczne z napędem elektrycznym? Jakie będą? Czy BMW to jeszcze będzie BMW? Czy będzie to już tylko wielki smartfon na kołach, z elektrycznym silnikiem i wielką baterią, który bez Internetu będzie bezużyteczny?


Wiele serwisów przedstawiało już zalety aut autonomicznych z napędem elektrycznym, w samych niemalże superlatywach. To tak samo, jak z samymi autami elektrycznymi. Wielu modnych i postępowych mieszkańców Polski już wie, że musi mieć taki pojazd.


Nasza misja dziennikarska jest jednak znacznie szersza. Musimy dotrzeć do szerszego grona osób, zatem trzeba będzie całość wytłumaczyć w nieco inny sposób.

Samochód z aplikacjami. Chcesz więcej funkcji? Kup aplikację!


W tej chwili, Anno domini 2019, Sebek ma apetyt na dalej całkiem apetyczne BMW E36.
Za 5 lat kupi sobie 20 letnie BMW E90. A co będzie w przyszłości? Auto autonomiczne z napędem elektrycznym.
Auto będzie ciche, nie będzie mieć ani kierownicy, ani pedałów. A czy będzie driftować? No będzie. Po naciśnięciu guzika na smartfonie, jeśli właściciel wykupi specjalne oprogramowanie, rozszerzające opcje. Będzie oprogramowanie dźwiękowe, sterujące fotelami. Jak obecnie w sklepie Google Play, który oferuje aplikacje, potrafiące dodać smartfonowi szereg dodatkowych funkcji.

Audio naśladujące klasyczne silniki


Kierownicy nie będzie, pedałów nie będzie… Lusterek nie będzie, bo będą kamery!
A co z dźwiękiem? Co z wydechem?
Dzisiaj montuje się do gruzików rury jak trąba słonia, żeby grata było słychać z daleka.
A co będzie się działo, jak takie auto będzie mieć modny, postępowy, zeroemisyjny (jakie to piękne i postępowe slowo) napęd elektryczny?
Można i to załatwić. We wnętrzu samochodu będzie montowany zestaw audio, który będzie imitował dźwięk silnika spalinowego.
Na taki pomysł wpadli Rosjanie z Aviar R67, którzy aktualnie tworzą wynalazek, będący połączeniem wyglądu Forda Mustanga z 1967 roku (w „fastbacku”) z napędem elektrycznym. Ponieważ ich twór będzie napędzany silnikami elektrycznymi (o łącznej mocy 840 KM), będzie palił opony lepiej niż niejeden gruz. Ale nie będzie za to dźwięku… A będzie, będzie! Pojazd będzie wyposażony w audio, które będzie nadawać dźwięki prawdziwego silnika z 1967 roku.

 


Technologia pójdzie dalej. Tym samym torem. Na talerzach będą serwowane syntetyczne papki, nasączone różnymi zapachami i substancjami odżywczymi. Człowiek będzie jadł zmielone proso, sprasowaną soję i olej roślinny, a wszystko będzie tak zabarwione i pachnące, jakby był to stek z wołowiny Kobe.


Cóż, świat się zmienia, a wraz z nim zmieniają się samochody. Nie idzie to w dobrą stronę (na ten temat zostanie napisany kolejny artykuł, który pojawi się w tym tygodniu), niestety. Wiele rzeczy ma na to wpływ.

Samochód bez kierownicy, pedalów i lusterek


Zmieniają się też rzeczy, do których do tej pory byliśmy przyzwyczajeni od zawsze. Bo nasz gruzik, niezależnie od marki, przynależności do poszczególnej klasy, czy wieku, zawsze miał kierownicę i pedały. A teraz? Już nie będzie! Ceń kierownicę i pedały swoje, bo w 2021 roku mogą przejść do lamusa!


Ale… jak to?
Ano tak to, że już za kilka lat, jeśli cała ta elektrolawina nie zostanie zatrzymana, kierowca będzie tylko dodatkiem do samochodu. Rozwój pojazdów autonomicznych trwa. Pracuje nad nimi również BMW. Do 2021 roku chce ono wprowadzić do oferty 5 nowych modeli – całkowicie elektrycznych, takich jak pokraczne i3, które niedawno kupiły sobie polskie Lasy Państwowe. Ale też i większych. Będzie zatem nowa generacja i3, będzie IX3, BMW i4, Mini Electric i SUV iNEXT.


INext niedawno zadebiutował, w trakcie targów w Los Angeles. Wygląda, jakby wściekły fryzjer za mocno podgolił go z każdej strony ostrą brzytwą, tyle w nim ostrości.
Są i standardowe nerki, choć raczej, można by powiedzieć, że to mega nery.
Ale w środku może być paskudnie. Znaczy nie ze względu na wykończenie. To akurat będzie super. Ale ze względu na to, że nie będzie ani kierownicy, ani pedałów.

Poziom czwarty i poziom piąty. W piątym kierowca niepotrzebny


BMW pracuje nad flotą aut autonomicznych. Te z poziomu czwartego będą jeździć autonomicznie, ale kierowca będzie mógł przejąć w razie czego kontrolę. Te z poziomu piątego będą poruszać się wyłącznie automatycznie. Oczywiście, będą musiały mieć odpowiednią infrastrukturę, polegającą przede wszystkim na dostępie do szerokopasmowego bezprzewodowego Internetu (to się zapewne da załatwić), dostępie do map cyfrowych i informacjach w czasie rzeczywistym o utrudnieniach, korkach i innych (to może też, choć nie do końca), a także będą naszpikowane setką kamer i radarów.


Wszystko pięknie, tylko co się stanie, jak w takim pięknym aucie wysiądzie jedna kamera, przepali się jeden bezpiecznik, albo elektronika się po prostu przegrzeje? A jak zabraknie sygnału Internetu?
Nawet największy postępowiec wie, że najdroższy „ajfonik” potrafi się zepsuć. Więc i modne auto elektryczne też się psuć będzie, bo będzie ogromnym „ajfonikiem” na czterech kołach, z kabiną pasażerką i bagażniczkiem.

Samochód autonomiczny będzie drogi jak cholera. Albo sto choler


Technologia wykorzystania radarów w motoryzacji i pewnego rodzaju jazdy autonomicznej jest już stosowana. Już dzisiaj. Aktywny tempomat. Albo system przeciwzderzeniowy. Każdy z nich wykorzystuje dwie głowice radarowe. Jedna monitoruje przestrzeń w bliskiej odległości od przodu auta. Druga – w dalszej. W razie wykrycia niebezpieczeństwa (to takie ogólne działanie, powiedzmy uśrednione) układ ostrzega kierowcę (kontrolką, sygnałem, szarpnięciem hamulcami) i przygotowuje się do hamowania (przybliżając klocki do tarcz i zwiększając ciśnienie płynu hamulcowego w układzie).
Takie rozwiązania mają oczywiście szereg wad. Zazwyczaj nie chronią przed wypadkiem, tylko zmniejszają jego skutki. Były też filmy o przeprowadzonych testy (dostępne w sieci), w trakcie których auto z układem przeciwzderzeniowym potrafiło staranować kartonowe pudło, bo go „nie widziało” (ze względu na specyfikę działania fal radarowych). W postępowej UE może znaleźć się adwokat, który będzie bronił pudeł przed taranowaniem i dopiero się narobi.


Tymczasem w aucie autonomicznym takie radary będą monitorować całe otoczenie, ze wszystkich stron. Tak samo, jak kamery.


Czy obiektywy kamer bocznych będą posiadały własne wycieraczki? Bo np. w trakcie opadów albo chlapnięcia błotem przez inne auto na chwilę oślepną. I może być nieszczęście.
Czy system, dbający o utrzymanie auta na pasie ruchu, będzie umiał odczytać, że tu Pan John źle namalował pas, a tu znowu są znaki poziome tymczasowe na czas remontu i nie wiadomo, jak jechać?


I jest jeszcze jedno, może najważniejsze. W obecnych autach, takie dwie głowice radarowe, np. do tempomatu, potrafią kosztować z kilkanaście tysięcy złotych. W postępowym autonomicznym elektryku, takich głowic będzie kilkanaście… I kilkanaście kamer… I kilkanaście komputerów, które będą nimi sterować. Magistrale przesyłu danych, łączność bezprzewodowa z siecią, dyski twarde… Tysiące wszelakiego typu czujników… Potężne, efektywne chłodzenie całości.
Wszystko będzie się przecież grzać – silniki, baterie, procesory…
Ile to będzie kosztować?
Ile będzie kosztować serwisowanie takiego „ajfonika”na kołach? Przecież nikt nie będzie się bawił w szukanie opornika, albo kondensatora, który się przepalił. Wymieniać się będzie całe moduły.

Pobrano 550 USD z konta za dzisiejszą aktualizację software. Wersja 3.109 gotowa


Software, w przypadku takiego auta, rzecz podstawowa, będzie trzeba stale aktualizować. Stale, bo miasto nie jest skostniałym organizmem. Miasto żyje, rozwija się, pewne części umierają, pojawiają się nowe przejścia, nowe ulice, nowe domy, nowe adresy…



Jakiś postępowy Komisarz Europejski może wpaść na pomysł (oparty oczywiście, o badania zaprzyjaźnionego think tanku albo instytutu), że jazda po mieście z prędkością 30 km/h jest zbyt niebezpieczna. Zmniejszenie prędkości w centrach do 28 km/h, pozwoli na spadek ilości wypadków o 0,98% w skali roku! I już będzie trzeba wgrywać nowy software…
A nikt nie będzie pracować za darmo!

Nie będzie komercyjnego, autonomicznego pojazdu firmy Apple


Może właśnie dlatego firma Apple, ceniony producent elektroniki klasy premium, wycofała się z pomysłu na budowę własnego auta autonomicznego.


To cios dla wielu pracownic modnych korporacji, które marzyły o tym, że po wyjściu z modnego korpo, wyciągną z modnej torebuni smartfonika, nacisną przycisk, a śliczne, elektryczne, zeroemisyjne autko, z ogromnym, podświetlanym jabłkiem na nadwoziu, taki mały, słodki pączunio, na kółeczkach jak od wózka dziecięcego, wyjedzie z parkingu, podjedzie sam, otworzy drzwi i jeszcze walnie komunikat powitalny. Anka z drugiego piętra zdechnie, jak zobaczy, ha ha!


A tu nic z tego! Firma co prawda zbuduje auta autonomiczne, ale tylko do przewożenia pracowników pomiędzy starą a nową siedzibą i innymi budynkami. Do tego nie będą to żadne oryginały, tylko przebudowane Volkswageny T6.

Ekskluzywne jabłuszko na „samochodzie dla ludu”? A idź pan! Wiesz gdzie!


I jeszcze coś. Każdy z nich będzie miał kierowcę. Po co? Żeby w razie czego mógł przejąć kontrolę nad autem. Jak będą mu płacić? Za godziny? Czy za czynności, np. wtedy, gdy złapie kierownicę? Będzie to tak zwany portier samochodowy?

Samochody autonomiczne w Polsce – kalendarium


Spróbujemy przewidzieć przyszłość. A nasze przewidywania się spełniają – patrz np. artykuł o cenach prądu. Albo o dieslach.


• 2019 – Sebek, w klasycznym dresiku, jeszcze męczy E36. W dieslu. Technika już schodząca, ale auto jeszcze jeździ. Co się rozwali, to się jeszcze zregeneruje, albo weźmie ze szrotu.
• 2021 – BMW wprowadza do testów pierwsze auta autonomiczne. Poziom 4. Sukces!
• 2024 – BMW testuje auta autonomiczne z poziomu 5. Pełen sukces!
• 2025 – BMW wprowadza pierwsze auta autonomiczne na ulice Berlina, Stuttgartu, Los Angeles, San Francisco i Pekinu.
• 2025 – Sebek, w dresiku z fluorescencyjnymi lamówkami, kupuje E90. W benzynie. W gazie. Rocznik 2005. Dobra niemiecka blacha. Tylko z tyłu przyje****, ale dobrze zrobiony.
• 2030 – Autonomiczne BMW jeżdżą już we wszystkich największych miastach UE, USA i Chin.
• 2031 – Sebek, w dresiku z fluorescencyjnymi lamówkami i w tenisówkach z lampkami LED i panelem solarnym z przodu, wymienia w E90 tarczę sprzęgła i montuje jednomasowe koło zamachowe w miejsce dwumasowego, które się za mocno rozbujało. Nawet Niemcom zdarza się wpadka.
• 2035 – Autonomiczne BMW i auta innych marek, w tym wskrzeszone w końcu z sukcesem Syreny, Warszawy, Maluchy i Beskidy, jeżdżą po ulicach wszystkich polskich miast.
• 2045 – Sebek, już w wieku poprodukcyjnym, w relaksacyjnym dresiku z podświetleniem LED i wbudowanym elektrycznym masażerem pleców, kupuje autonomiczne BMW od Niemca. Sprzedaje mu je autonomiczny robot, handlujący autami.
• 2046 – W trakcie wycieczki na działkę pod miastem, Sebek ściąga z Chomika piracką aplikację BMW Drift[dziala100proc]. Ładuje do smartfonu marki POLTEL, zmienia parę rzeczy. Naciska. Auto szaleje, guma się pali. Grażyna bije brawo.
Szaleństwo.


I na koniec jeszcze prośba.
Pamiętaj Drogi Czytelniku. Jak Ci się artykuł spodobał, to zaszczyć profil Motorewii na Facebooku albo na Twittere i daj lajkusia. Polub stronę, żeby autor wiedział, że warto było trochę popisać, a nie np. włączyć sobie Zenka Martyniuka i przebierać kulasami przy monitorze, jak podczas ubijania kapusty.

ZACHĘCAMY DO ODWIEDZENIA INNYCH DZIAŁÓW MOTOREWII

REWIA czyli testy naszych motoryzacyjnych gwiazd

MOTOTECHNIKA

MOTOARTYKUŁY o interesujących samochodach

MOTOMILITARIA – samochody w służbie wojska

HUMOR I CIEKAWOSTKI

SAMOCHODY ŚWIATA

ZAPRASZAMY DO POLUBIENIA MOTOREWII W KANAŁACH SOCIAL MEDIA, GDZIE PUBLIKUJEMY DODATKOWO CIEKAWE ZDJĘCIA I FILMY

MOTOREWIA NA FACEBOOK

MOTOREWIA NA TWITTER

PORTAL MOTORYZACYJNY MOTOREWIA SERDECZNIE ZAPRASZA!

POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ

 

Podziel się