Typowy samochód osobowy to nie łódź podwodna. Woda jest dla niego bardzo groźna. Wjeżdżanie w głębokie kałuże i rozlewiska na ulicach może się skończyć szeregiem problemów. Trzeba też pamiętać, że nawet w miastach, oddalonych od większych rzek i położonych na wyżynach, samochodowi może zagrażać zalanie. Każda powódź w Europie to też okazja dla nieuczciwych handlarzy, którzy skupują zalane samochody po niskich cenach i po prowizorycznych „remontach” wystawiają je do sprzedaży. 

Wiosną i latem w Polsce pojawiają się burze, które charakteryzują się intensywnymi opadami deszczu. Silna, kilkunastominutowa ulewa może mieć taka siłę, że nawet najlepszy system kanalizacji nie będzie w stanie odebrać wody. A wówczas na ulicach tworzą się potężne rozlewiska, które mają nawet metr głębokości.

Photo credit: chesbayprogram via StoolsFair / CC BY-NC

Photo credit: chesbayprogram via StoolsFair / CC BY-NC

Samochód to nie łódź podwodna

Najniebezpieczniejsze w czasie takich ulew są wszystkie tunele – tych powinno się od razu unikać. Niestety, w czasie ulewy i tuż po niej widać dziesiątki samochodów, które jak gdyby nigdy nic, jadą przez zalane ulice, jakby były amfibiami. Pół metra wody, metr – na dużej części kierowców nie robi to wrażenia. Tymczasem kilkaset kilometrów dalej, na wyżej położonych ulicach, jest tylko mokra jezdnia. Woda zdążyła dawno spłynąć niżej. Wystarczyłoby tam po prostu przeczekać ulewę, jeśli kierowca nie zna miasta i nie wie, jak objechać rozlewisko. Dwie godziny spóźnienia będą i tak tańsze, niż koszty usuwania awarii samochodu.

Przez wielkie rozlewiska przebijają się samochody małe i duże. Warto wiedzieć, że nawet auta typu SUV i crossover, charakteryzujące się wyższym prześwitem, nie są odpowiednio zabezpieczone przed pokonywaniem takiego rozlewiska. Brodzić po wodzie o głębokości jednego metra może właściciel prawdziwego auta terenowego, które jest wyposażone w snorkel (chwyt powietrza, umieszczony nad kabiną), ma odpowiednio zabezpieczone złącza elektryczne, posiada spawane osłony podwozia a właściciel nie martwi się tym, że zardzewieją mu tarcze hamulcowe.

Photo credit: State Farm via Foter.com / CC BY

Photo credit: State Farm via Foter.com / CC BY

Dlaczego nie powinno się wjeżdżać w głęboką wodę?

Zacznijmy zatem od tarcz. Woda jest bardzo groźna dla nich. Kilkakrotnie hamowanie i zwalnianie powoduje ich mocne rozgrzane. Wjazd do rozlewiska (a nawet do głębokiej kałuży) powoduje natychmiastowe schłodzenie tarcz. Efektem jest ich zwichrowanie. W szczególności dotyczy to tańszych produktów. Zwichrowane tarcze hamulcowe będą powodować bicie kierownicy podczas hamowania a także będą niszczyć klocki hamulcowe. Zarówno tarcze jak i klocki będą nadawać się tylko do wymiany.

Znacznie gorsza sytuacja będzie mieć miejsce, gdy w wodzie zanurzy się katalizator. On również jest bardzo mocno rozgrzany podczas jazdy – nagrzewają go bardzo gorące spaliny. Zanurzenie w wodzie powoduje natychmiastowe obkurczenie się stalowej obudowy katalizatora. Ta ściska wkład katalizatora i dochodzi do jego wykruszenia. Niektóre samochody mają nie jeden, a dwa katalizatory. Po wykruszeniu wkładu można spodziewać się wyświetlania kontrolki „check engine”
i pojawienia się błędu PO420.

W niebezpieczeństwie są także wszelakiego typu kostki elektryczne, zwłaszcza te położone nisko, na przykład zapewniające zasilanie dla lamp do jazdy dziennej. Warto też pamiętać, że pod maskownicą zderzaka w nowszych samochodach, wyposażonych w tempomat, montowane są dwie głowice radarowe, które kosztują minimum po dwa tysiące złotych za sztukę.

Wjazd w głęboką wodę może zakończyć się bezpowrotnym uszkodzeniem alternatora. Najgorsza sytuacja będzie mieć miejsce, jeśli silnik samochodu zassie wodę. To w bardzo krótkim czasie doprowadzi do szeregu problemów (między innymi nierównej pracy na biegu jałowym) i do zatarcia jednostki napędowej.

W autach ze słabymi uszczelkami w drzwiach może dojść do wlania się wody do kabiny. Wówczas uszkodzeniu ulec mogą czujniki poduszek powietrznych, umieszczone pod fotelami. Jeśli wykładzina, którą jest wyściełana podłoga, nasiąknie wodą, bardzo szybko we wnętrzu może pojawić się pleśń. Najgorsze będzie to, że nawet porządne pranie i suszenie nie pomoże usunąć wyjątkowo niemiłej woni, którą wykładzina będzie wydawać.

Woda skutecznie maskuje na drodze także wszystkie niemiłe niespodzianki, jak ogromne dziury, w które może wpaść koło, przez co dojdzie do uszkodzenia zawieszenia.

Czy zatem naprawdę warto ryzykować i wjeżdżać w uliczne rozlewiska? Tym bardziej, że w większości miast występują one po ulewach zazwyczaj na tych samych ulicach.

Photo credit: estherbester via Source / CC BY-NC-SA

Photo credit: estherbester via Source / CC BY-NC-SA

Przyszły nabywca samochodu nie szuka motorówki…

…tylko samochodu do poruszania się po drogach.  Tego niestety nie szanują handlarze, którzy zajmują się sprowadzaniem pojazdów po powodzi. Takie auta są bardzo tanio sprzedawane przez właścicieli, albowiem do niczego się już nie nadają.

Jak rozpoznać taki pojazd? Przede wszystkim podejrzana może być niska cena i pochodzenie z rejonu, w którym niedawno była powódź. Wnętrze takiego pojazdu śmierdzi stęchlizną, a na podłodze, najczęściej pod siedzeniami, mogą pojawić się białe naloty pleśni. Auta takie mają pordzewiałe tarcze hamulcowe (pomimo tego, że są w użytku) i naloty korozji na elementach zawieszenia i układu hamulcowego. Cierpią na problemy z uszkodzonymi katalizatorami i filtrami DPF w przypadku Diesli. Co chwilę dochodzi w nich do awarii któregoś z układów elektrycznych, bo większość kostek elektrycznych koroduje. Zatem raz nie działają światła, raz centralny zamek itd. A jeśli ich silniki pracują nierówno na biegu jałowym, to niestety, można się spodziewać, że zassały wodę i niebawem się zatrą. Chyba, że ktoś rozbierze je do najmniejszych części i wyczyści. Tylko który mechanik podejmie się takiej pracy i najważniejsze, za ile? Nawet, jeśli naprawi silnik, a właściciel auta wymieni wszystkie elektryczne kostki i podzespoły układu wydechowego a także kompletne, śmierdzące wyposażenie kabiny, to i tak będzie trzeba latami toczyć nierówną walkę z korozją.

POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ

ZACHĘCAMY DO ODWIEDZENIA INNYCH DZIAŁÓW MOTOREWII

REWIA czyli testy naszych motoryzacyjnych gwiazd

MOTOTECHNIKA

MOTOARTYKUŁY o interesujących samochodach

MOTOMILITARIA – samochody w służbie wojska

HUMOR I CIEKAWOSTKI

SAMOCHODY ŚWIATA

ZAPRASZAMY DO POLUBIENIA MOTOREWII W KANAŁACH SOCIAL MEDIA, GDZIE PUBLIKUJEMY DODATKOWO CIEKAWE ZDJĘCIA I FILMY

MOTOREWIA NA FACEBOOK

MOTOREWIA NA TWITTER

PORTAL MOTORYZACYJNY MOTOREWIA SERDECZNIE ZAPRASZA!

POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ

Podziel się

About The Author

Niezależny dziennikarz motoryzacyjny, niewpisujący się w pełni do ogólnego kanonu tego wesołego zawodu. Nie wszystko, co piszę, wszystkim się podoba, a ponieważ jestem niezależny, mogę pisać, co mi się podoba. Kocham motoryzację i dlatego o niej piszę. Brzydzę się „dziennikarstwem motoryzacyjnym”, które polega głównie na skracaniu gotowych newsów, przychodzących z działów PR importerów samochodów. Gdzie jeszcze można mnie przeczytać? Na Motointegrator (mi.eu - poradniki), w portalu Autofakty.pl, na Allegro.pl (nic nie sprzedaję – dział: motoryzacja – poradniki), a także w wielu artykułach poradnikowych, reklamowych i content marketingowych, pisanych dla kilku cenionych marek. Jest mi niezwykle miło, że odwiedzacie Państwo moją stronę. Kontakt: redakcja@motorewia.pl