Filtry cząstek stałych DPF potrafią napsuć mnóstwo krwi posiadaczom aut z silnikami wysokoprężnymi. Zwłaszcza wtedy, gdy za ich obsługę bierze się mechanik, którego wiedza motoryzacyjna zatrzymała się dwadzieścia lat temu. Opowieść autentyczna.

Pan Zenek prowadzi warsztat w mieście satelickim jednej z największych polskich aglomeracji. Starszy pan przez dziesiątki lat był cenionym mechanikiem od wszystkiego w czasach, kiedy nie było niczego. Żadne auto nie miało przed nim tajemnicy. Kiedy Polacy mogli w końcu nacieszyć się pierwszą generacją staruszków z Zachodu, pan Zenek jeszcze dawał radę. Ostatnie Kadety, pierwsze Astry, Swifty z trzycylindrowymi wynalazkami, Golfy dwójki, beczkowate Audi i Mercedesy, Renault dziewiętnastki, Escorty – wszystko się zrobiło, a klient zawsze mógł liczyć na pomoc. Tu się wkręciło, tu się wykręciło, tu się wyszpachlowało, tu się wycięło, przyspawało i było dobrze. Jednak problemy narastały. Coraz częściej klientów trzeba było wysyłać „na komputer”, bo pan Zenek konserwatystą był jak cholera. Mechanik to miał być mechanik, kombinezon, narzędzia, olej, kanał, a nie jakieś gejowskie wynalazki w rodzaju komputerków w dłoni i kabelków.

Razu pewnego warsztat odwiedził taki nowoczesny postępowiec, w kolorowych ubrankach, z włosem przelizanym na bok i pytał, czy pan Zenek też wsadza taką wtyczkę od komputerka, żeby diagnozować. Jak mu Pan Zenek powiedział, co mu może wsadzić, gdzie i z jaką siłą, wymachując przy tym groźnie kluczem od zmiany kół, to wesołek wiał, gdzie pieprz rośnie.

Panie Zenku, pan pomoże, samochód straszy!

Pewnego, pięknego dnia, a dokładnie w marcu bieżącego roku 2018, do warsztatu pana Zenka zajrzała spanikowana pani Agnieszka. Długo przyszło czekać, zanim pan Zenek otworzył bramę wjazdową, znajdującą się tuż obok prostokątnego, typowego dla lat osiemdziesiątych domu „z maxa”. To był rytuał, uprawiany od kilku lat. Przed domem, na łące znajdującej się pomiędzy ogrodzeniem a drogą, stało kilka starych aut, których właściciele nie odebrali i odebrać nie chcieli, bo się okazało, że rachunek przewyższył wartość grata. Choć od razu trzeba dodać, że pan Zenek nigdy z klienta skóry nie zdzierał. I może właśnie dla tego niektórzy liczyli, że zrobi za pół darmo.

Pan Zenio wyszedł z domu, ale zanim doszedł do bramy, to odwrócił się i przez kwadrans rozmawiał z żoną, siedzącą w oknie, potem w połowie drogi przypomniało mu się, że czegoś nie zrobił, więc wszedł do garażu, a kiedy już wydawało się, że prostą drogą podąży do bramy, na jego drodze pojawił się kilkuletni wnuczek, jadący na trzykołowym rowerku. Ponieważ łańcuch nie pracował jak trzeba, Pan Zenio przyklęknął i zaczął go naprawiać, co znów zajęło mu kwadrans. W końcu jednak podszedł do bramy.

kontrolka

- Niech mnie pan ratuje, proszę – rozpoczęło dziewczę a potem przez pół godziny mu się buzia nie zamykała.
Pan Zenio dowiedział się wielu rzeczy, które go zdziwiły a nawet zaszokowały, o życiu, korkach, miłości, ludziach, chamach, głupich koleżankach w pracy, ale wyłuskał z nich rzeczt najważniejsze i to był sukces. W czasie jazdy w aucie, działy się straszne rzeczy. Nagle, ni stąd, ni zowąd, silnik zaczynał żreć olej napędowy bez umiarkowania, spalanie wzrastało, jakieś dziwadło zapalało się na desce, ale nie to było najgorsze. Nagle włączało się ogrzewanie tylnej szyby i lusterek, choć nikt tego nie uruchamiał! Przerażona pani Agnieszka od razu zatrzymywała potwora na czterech kołach i wyłączała silnik, żeby ochłonąć. Kiedy zdawało się, że wszystko jest już ok, a serce przestawało bić jak oszalałe, pani Agnieszka ruszała dalej. Po jakichś dwóch minutach jazdy cuda działy się znowu. Spalanie, dziwna praca silnika, ogrzewanie lusterek, ogrzewanie tylnej szyby, a nawet… tylna wycieraczka. Pani Agnieszka natychmiast się zatrzymywała. I od nowa. Ale problem za każdym razem pojawiał się znów i znów i znów.
- Pan ratuje, panie Zenku!

Pan Zenek zawsze był czuły na względy płci pięknej, więc zgodził się od razu. Poza tym lubił wyzwania. A srebrne indywiduum, z przymrużonymi ślepiami i dwulitrowym ropniakiem pod maską wyglądało zadziornie i zdawało się mówić – no, pokaż, na co cię stać, Zenio. Dasz radę?

Pan Zenek ratuje!

Nierówna walka trwała trzy dni. Zresztą tu nic nie trwało szybko, bo pan Zenek zawsze powtarzał, że warsztat to nie piekarnia. Do tego samo szukanie narzędzi zabierało trzy czwarte czasu poświęconego na pracę, bo teren był duży, a klucze i inne wynalazki walały się na podłodze, gdzie popadnie. Pan Zenek sam musiał nad tym wszystkim zapanować, bo jedyne wsparcie przychodziło ze strony uczniów, a ci jakoś nigdy do roboty się nie garnęli.

Pan Zenek przeglądał całą instalację, szukając jakiegoś zwarcia albo uszkodzenia przewodu. Robił jazdy próbne i po dwóch, trzech minutach cuda działy się od nowa. Myślał i myślał, starał się gada rozgryźć, ale nic nie przychodziło do głowy. Może przełącznik? Może przekaźnik zaśniedziały? W końcu trzeciego dnia Pan Zenek doszedł do następującego wniosku
- Jako żywo, kumpiuter zwariował!
A że kumpiuter głupi jak but, to trzeba go oszukać. Żona pana Zenka pamiętała, że 26 lat temu na balu sylwestrowym jej Zenek zatańczył z nielubianą sąsiadką, i wypominała to przy byle okazji, a kumpiuter od razu zapominał, jak mu się zasilanie odcięło na minutę. Ale i w tym przypadku ta metoda zawiodła…
- Księdza przyjdzie wziąć i egzorcyzmy odprawić!
- Ja cię tu, bratku, załatwię taktycznie – pomyślał po chwili pan Zenek – Tyś głupi buc z metalu, a ja mam czterdzieści lat praktyki. Nie z takimi miałem tu do czynienia.

Parę przewodów wystarczyło odłączyć i problem się skończył. Skończyło się też ogrzewanie lusterek i tylnej szyby, ale bez tego przecież da się żyć. Tym bardziej, że zima właśnie się kończyła. Co prawda kontrolka się paliła dalej, ale pan Zenek uspokoił klientkę, machając ręką i mówiąc
- Jeżdzić!
- Bywały tu u mnie takie, pani, co to się cała choinka świeciła na desce! Jak na Boże Narodzenie! Do dzisiaj jeżdżą!
- A nic nie trzeba w aucie uzupełnić? – dopytywała pani Agnieszka – Nic nie trzeba dolać?
- Wszystko jest! – oznajmił zadowolony pan Zenek – Pani patrzy, tyle aut miałem i w większości olej schodził. A tu wyciekło, a tu się wypaliło i trzeba było dolewać. A w tym pani, wcale nie ubywa! Cały czas max! Nawet przysiągłbym, że wczoraj było mniej, z gładzi spłynęło w nocy, czy jak?

By Michael KR (Own work) [CC BY-SA 4.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0)], via Wikimedia Commons

By Michael KR (Own work) [CC BY-SA 4.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0)], via Wikimedia Commons

Przestał straszyć, ale się zepsuł

Sielanka nie trwała długo. Minęło kilkanaście tygodni. Samochód niby jeździł, ale był coraz słabszy. Co prawda nie włączało się już ogrzewanie lusterek, czy tylnej szyby, ale i tak często na desce migotały jakieś kontrolki, najczęściej taka pomarańczowa, ze spiralką. Ale wystarczyło się wtedy zatrzymać, wyłączyć silnik i… gasła.

Kiedy auto odmówiło posłuszeństwa, znajomy holował panią Agnieszkę do swojego mechanika, w innym mieście. Ten popatrzył na auto, zapytał o kontrolki, sprawdził poziom oleju, podłączył komputer, a na koniec wydał werdykt.

Niestety, nie skończyło się to dla niego pomyślnie, bo kiedy pani Agnieszka usłyszała, że ma natychmiast wymieniać olej w silniku, filtry i wydać paręnaście ładnych tysięcy na nowy filtr jakichś tam cząstek, to zezwała mechanika od oszustów i trzeba było jechać gdzie indziej.

Kiedy wszystko ochłonęło kilka dni później, znajomy znalazł „magika”, który pięknie wyabortował filtr DPF z auta, zastosował emulator i wszystko wróciło do normy. Do czasu.

Od paru dni bowiem partyjni dobrodzieje prześcigają się w pomysłach, jaka karę nałożyć na tych kierowców, co wycięli filtry DPF. I kiedy tak się licytują, czy 3 tysiące, czy 5, czy może 10, to pani Agnieszce zaczynają drżeć dłonie.

 

_________________________________________________________________________________________________________________

Samochód oczywiście nie straszył. Pani Agnieszka jeździła ciągle na krótkich trasach, co powodowało zapychanie się filtra cząstek stałych. Temperatura spalin była zbyt niska, aby usunąć zalegającą w filtrze sadzę. Dlatego komputer, po zebraniu danych z czujników, starał się usunąć sadzę z zapchanego filtra. W tym celu uruchamiał standardową regenerację aktywną. Następował dotrysk paliwa, a ponieważ pani Agnieszka jechała ciągle z niską prędkością, komputer zwiększał sztucznie obciążenie silnika, uruchamiając ogrzewanie lusterek i tylnej szyby.

A pan Zenek? Dalej działa. Imię oczywiście zmienione, ale warsztat ma się dobrze, a i klientów nie brakuje. Wyklepać, wyszpachlować, polakierować – to jak najbardziej. Tu widać rękę mistrza, który wypieści do gładkości. Tarcze i klocki w staruszkach, układ wydechowy pospawać – to jeszcze. Ale cała reszta – niech Was Bóg broni! Omijać z daleka!

Opowieść jest w stu procentach prawdziwa.

Jeśli artykuł się Państwu podobał, prosimy o udostępnianie

POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ

ZACHĘCAMY DO ODWIEDZENIA INNYCH DZIAŁÓW MOTOREWII

REWIA czyli testy naszych motoryzacyjnych gwiazd

MOTOTECHNIKA

MOTOARTYKUŁY o interesujących samochodach

MOTOMILITARIA – samochody w służbie wojska

HUMOR I CIEKAWOSTKI

SAMOCHODY ŚWIATA

ZAPRASZAMY DO POLUBIENIA MOTOREWII W KANAŁACH SOCIAL MEDIA, GDZIE PUBLIKUJEMY DODATKOWO CIEKAWE ZDJĘCIA I FILMY

MOTOREWIA NA FACEBOOK

MOTOREWIA NA TWITTER

PORTAL MOTORYZACYJNY MOTOREWIA SERDECZNIE ZAPRASZA!

POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ

About The Author

Niezależny redaktor, a może nawet i dziennikarz motoryzacyjny, niewpisujący się do ogólnego kanonu tego wesołego zawodu. Nie wszystko, co piszę, wszystkim się podoba, a ponieważ jestem niezależny, mogę pisać, co mi się podoba. Kocham motoryzację i dlatego o niej piszę. Brzydzę się „dziennikarstwem motoryzacyjnym”, które polega głównie na skracaniu gotowych newsów, przychodzących z działów PR importerów samochodów. Gdzie jeszcze można mnie przeczytać? Na Motointegrator (mi.eu - poradniki), w portalu Autofakty.pl, na Allegro.pl (nic nie sprzedaję – dział: motoryzacja – poradniki), a także w wielu artykułach poradnikowych, reklamowych i content marketingowych, pisanych dla kilku cenionych marek. Jest mi niezwykle miło, że odwiedzacie Państwo moją stronę. Kontakt: redakcja@motorewia.pl