W dawnych czasach podróżnych łupili zbójcy, czający się po lasach. Zwalali drzewo przed jadącym powozem, albo grupą „konnych”, wyskakiwali z krzaków i harcowali bez litości.Teraz robi się to zdecydowanie inaczej – bardziej elegancko. Do tego każdy współczesny kierowca sam sobie wybiera zbójów, którzy go okradną. Ten proces nazywa się wyborami.

Dzisiaj nikt nie musi nikomu dawać w pysk, zwalać mu drzewa przed piętnastoletnim Mercedesem, ani maskować zarośniętej mordy za kawałkiem sukna. Dziś kierowców traktuje się jak łatwy łup – i nikt się z tym nie kryje.

Akcyza i VAT przy zakupie auta, gigantyczne podatki w paliwie (z nową „opłatą paliwową i emisyjną” – dzięki Wam, nasi dobrodzieje!), podatki w cenie każdej części i każdej usługi. A i tego mało, bo przecież są jeszcze zbójcy w miastach, gdzie trzeba płacić za parkowania. A pojawią się jeszcze gorsi. Ci niebawem będą w ogóle zakazywać wjazdu do miast, bo powóz będzie emitował zbyt wiele zanieczyszczeń.

Otwarta droga będzie tylko dla naszych ulubionych, malutkich pączuniów na malutkich kółeczkach, jak od wózka dziecięcego, z bateryjką i silniczkiem elektrycznym, nieprodukujących tleneczków azociku, słodkich i ślicznych, z eko tapicereczką w środku. W sam raz dla uroczej panieneczki, która jest postępowa, jada humus, stosuje wielorazowe torby w trakcie zakupów w modnych galeriach i daje lajki na Afrykę, na fejsbuniu.

Ile jest w Polsce fotoradarów?

Najwyższa Izba Kontroli rozprawiła się brutalnie ze strażami miejskimi i gminnymi, zabierając im przenośne fotoradary. Chwała Jej za to, wiekuista!
W większości przypadków, co zresztą wykazał raport NIK, wykorzystanie takich fotoradarów nie służyło jakiemukolwiek bezpieczeństwu. Było to po prostu dodatkowe źródło zarobku dla gminnych urzędasów.

Fotoradary ustawiano tak, aby złapać jak najwięcej frajerów. Tak, nie wstydźmy się tego słowa, frajerów.

Oto przykład: trasa nr 91 Katowice – Łódź – Gdańsk, dawniej jedynka, główna droga łącząca południe z północą. Obecnie na wielu odcinkach słabo uczęszczana, albowiem dużą część ruchu przejęła autostrada.

Rejon Ostrowy – Bzówki, za Krośniewicami w stronę Włocławka. W tym miejscu lokalna straż gminna czy jak to się tam nazywało (jakby się nie nazywało i tak było potrzebne jak psu wiolonczela), przez drugi czas zastawiała sobie pułapkę na kierowców. W okolicach wsi Bzówki na trasie przelotowej, gdzie dopuszczalna prędkości wynosi od 70 do 90 km/h, nagle zrobiono ograniczenie do 50 km/h. Po co? Żeby mieć dobre pole ostrzału dla ukrytego w krzaczyskach przy stodole fotoradaru.

Źródło Google Maps

Źródło Google Maps

Czy widzi tu ktoś jakiś teren zabudowany? Czy te paręnaście paskudnych chałup oddalonych od siebie na kilka rzutów widłami to jest teren zabudowany? Są tu może jakieś ważne skrzyżowania? Szkoła? Bar U Sołtysa? Lecznica dla krów, do której zmierzają rolnicy z całej okolicy i blokują drogi? Niebezpieczny zakręt? Uskok? Nie, droga jest prosta jak stół.

Źródło Google Maps

Źródło Google Maps

I tak to właśnie było. Na szczęście się skończyło.

Fotoradary stacjonarne w Polsce

W 2018 roku działa ich na polskich drogach 431. Są żółte i zawsze są oznakowane.
Jeśli ktoś jeździ zgodnie z przepisami, nie powinien się ich obawiać. W większości przypadków widać, ze są ustawiane w odpowiedni sposób, w miejscach, w których kierowca powinien jechać z odpowiednią prędkością. Nawet, jeśli powstanie ich więcej, nie ma się czego obawiać.
Po prostu, trzeba respektować znaki, a nie cisnąć, nie patrząc na bezpieczeństwo innych.

fotoradar

Odcinkowy pomiar prędkości

W Polsce działa ich obecnie 30. To paskudne i wyjątkowo głupie rozwiązanie, na szczęście też oznakowane zgodnie z prawem. Jak to działa? Na początku i na końcu odcinkowego pomiaru mamy kamerę. Notuje ona każde auto i… wylicza średnią z dwóch dokonanych pomiarów.

Kamera rejestrująca przejazd na czerwonym świetle

Takie kamery umieszcza się nad skrzyżowaniami. To jest prawdziwy zbój drogowy – albowiem nie ma jakichkolwiek oznaczeń! Teoretycznie ma łapać kierowców, którzy wjechali na czerwonym świetle. Wszystko wydaje się być dobre i dla dobra kierowców (tak samo, zawsze, jak ktoś ściąga od nas podatki, też mówi, że to dla naszego dobra). Ale w praktyce – nie jest.

zgierz

Przykład – Zgierz. Droga 91 (znowu…), Aleja Armii Krajowej i jej skrzyżowanie z miejską ulicą Długą. Miejsce, które często się korkuje. Wiele osób dojeżdża do Łodzi i z Łodzi wraca, poza tym dochodzi ruch tranzytowy i miejski. 200 metrów dalej jest kolejne skrzyżowanie.
Zgodnie z prawem kierowca nie powinien wjechać na skrzyżowanie, jeśli zablokuje przejazd w poprzek (nie ma możliwości ruchu za skrzyżowaniem). Ale w tym miejscu nikt nie jest w stanie tego przewidzieć!

Hipotetyczna sytuacja – kierowca z Gdańska jedzie przez zgierską metropolię, podziwiając jej niepowtarzalne uroki. Jedzie za autobusem. Przejeżdża skrzyżowanie, bo skąd ma wiedzieć, że jadący przed nim Z46 ma właśnie przystanek. Z46 staje na przystanku, dwa samochody stają za nim, a pan kierowca z Gdańska zostaje na skrzyżowaniu. Nie dość, że na niego trąbią miejscowi (i szykują kije, żeby obić przybysza z krainy słonej wody), to system już go odnotował i nieszczęśnik zabuli 600 złotych. A jego konto zostanie obciążone odpowiednią sumą punktów karnych.

ZGIERZ2

Mobilne fotoradary

Jest ich około 30. Działają nie tylko w ruchu, ale i stojąc. Teoretycznie powinny łapać piratów – i wtedy byłoby dobrze. Ale w większości przypadków jadą za nieszczęśnikiem w rozklekotanej Astrze i czekają, aż popełni błąd.

POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ

ZACHĘCAMY DO ODWIEDZENIA INNYCH DZIAŁÓW MOTOREWII

REWIA czyli testy naszych motoryzacyjnych gwiazd

MOTOTECHNIKA

MOTOARTYKUŁY o interesujących samochodach

MOTOMILITARIA – samochody w służbie wojska

HUMOR I CIEKAWOSTKI

SAMOCHODY ŚWIATA

ZAPRASZAMY DO POLUBIENIA MOTOREWII W KANAŁACH SOCIAL MEDIA, GDZIE PUBLIKUJEMY DODATKOWO CIEKAWE ZDJĘCIA I FILMY

MOTOREWIA NA FACEBOOK

MOTOREWIA NA TWITTER

PORTAL MOTORYZACYJNY MOTOREWIA SERDECZNIE ZAPRASZA!

POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ

 

Podziel się

About The Author

Niezależny redaktor, a może nawet i dziennikarz motoryzacyjny, niewpisujący się do ogólnego kanonu tego wesołego zawodu. Nie wszystko, co piszę, wszystkim się podoba, a ponieważ jestem niezależny, mogę pisać, co mi się podoba. Kocham motoryzację i dlatego o niej piszę. Brzydzę się „dziennikarstwem motoryzacyjnym”, które polega głównie na skracaniu gotowych newsów, przychodzących z działów PR importerów samochodów. Gdzie jeszcze można mnie przeczytać? Na Motointegrator (mi.eu - poradniki), w portalu Autofakty.pl, na Allegro.pl (nic nie sprzedaję – dział: motoryzacja – poradniki), a także w wielu artykułach poradnikowych, reklamowych i content marketingowych, pisanych dla kilku cenionych marek. Jest mi niezwykle miło, że odwiedzacie Państwo moją stronę. Kontakt: redakcja@motorewia.pl