Samochód to zło, które powoduje korki, wymaga ciągłej rozbudowy dróg i parkingów, truje wszystkich i wszystko na całej planecie, morduje, a do tego jeszcze daje radość z posiadania i użytkowania. To ostatnie jest chyba najgorsze dla typowego postępowca, na przykład modnego działacza miejskiego, walczącego o lepsze jutro, bez blachosmrodów na ulicach.
Nieoczekiwanie, głos rozsądku w sprawie walki z samochodami przyszedł dzisiaj z Niemiec. Fakt, z tej strony głosu rozsądku się raczej nie spodziewaliśmy. A jednak.


Czego najbardziej nienawidzi typowy, lewicowy i lewitujący każdego dnia w oparach absurdu „działacz miejski”? Wszystkiego, co zapewnia samochód. Radości z jego posiadania i z jego użytkowania oraz wolności, jaką daje auto. A także tego, że samochód jest własnością danego nabywcy. Lewicowiec nienawidzi prywatnej własności. On/ona/ono chciałby/chciałaby/chciałoby, żeby wszystko było wspólne. Stąd też tak wielki zachwyt wszelakiego typu formami „współdzielenia”, na przykład car sharingiem.


Dlaczego „postępowcy” tak nienawidzą własności prywatnej? Z prostego powodu. Aby się czegoś dorobić w życiu i mieć coś prywatnego, trzeba albo być zdolnym, albo pracowitym, a najlepiej i zdolnym i pracowitym równocześnie. Trzeba walczyć z przeciwnościami, nie poddawać się, samodzielnie podejmować trudne decyzje.
A postępowiec marzy o tym, żeby wszystko załatwiło mu państwo – państwową pracę, a najlepiej zasiłek, państwowe mieszkanko, państwowy autobusik i najlepiej jeszcze bon do państwowego baru mlecznego, najlepiej wegańskiego. I tu jest cała tajemnica.
Dlaczego „postępowcy” tak nienawidzą samochodów? Bo na samochód trzeba zarobić. Po pierwsze, żeby go kupić, a po drugie, żeby go utrzymać. Samochód stanowi też swego rodzaju demonstrację możliwości finansowych właściciela. Jak coś takiego może być akceptowane w chorej głowie, który marzy o tym, żeby wszyscy mieli równo i po tyle samo?
Prywatny samochód daje wolność. I to jest dla postępowca najgorsze. Bo czego, jak czego, ale wolności to on nienawidzi. Chyba, że jest to wolność dana przez państwo, opisana milionem przepisów i kontrolowana przez parędziesiąt tysięcy panów z gumowymi pałami.

Wojna kulturowa przeciwko samochodom

Wojna przeciwko motoryzacji ma oczywiście podłoże ideologiczne. Niemiecki polityk określił to „wojną kulturową”. 


„Przeciwko samochodom jest prowadzona wojna kulturowa. Zielonym i związanym z nimi stowarzyszeniom wcale nie chodzi o czyste powietrze czy klimat. Chodzi im o reedukację społeczeństwa i zniszczenie przemysłu samochodowego” – alarmuje szef niemieckiej partii FDP Christian Lindner w wywiadzie dla „Bilda”.
„Bild” to starszy brat i właściciel polskiego „Faktu”. Gazety te trudno posądzać o wysokie standardy dziennikarstwa, ale lepszy „Bild” niż jakaś niszowa gazeciana.
Dobrze, że głos rozsądku pojawił się w Niemczech, kraju znanym z silnego przemysłu samochodowego. Jeszcze lepiej, że ten głos zabrzmiał z serca Unii Europejskiej, która w ostatnich latach poparła wiele debilizmów.


Cele tej wojny są trzy – w pierwszym etapie zniszczenie samochodów spalinowych i zastąpienie ich elektrycznymi. Bitwa już trwa – oskarżanie aut o trucie wszystkiego i wszystkich, zajmowanie miejsca w miastach, oskarżanie o emisję CO2, trujących tlenków azotu, pyłów itd.

W drugim etapie promowane będzie współdzielenie. To jest modne i postępowe słowo.
Jego urzeczywistnieniem jest car-sharing, obecnie już dość popularny, choć całkowicie nieopłacalny (wystarczy policzyć).
Po co Ci samochód na własność, skoro spędzasz w nim maksymalnie dwie godziny dziennie? Albo mniej? Przez pozostały czas Twoje auto zajmuje miejsce na parkingu! Przez ten czas tym autem może podróżować wiele innych osób, zmniejszając zatłoczenie i ilość spalin w mieście!
Wynajmujesz auto na taki czas, jaki Ci jest potrzebny! 10 minut i już! A potem korzystają z niego inni. A jak chcesz pojechać dalej, to pojedziesz sobie pociągiem. Oczywiście, że państwowym.


W trzecim etapie zostanie wyeliminowany kierowca. Będzie już napęd elektryczny, łatwy do sterowania przez komputer. Współdzielenie będzie już niezwykle popularne. Po co zatem kierowca, który jest najsłabszym ogniwem całego systemu, powodującym wypadki i kolizje? Albo awarie, bo wciśnie nie ten guzik, co trzeba i dopiero się narobi? Albo w ogóle pojedzie nie tam, gdzie trzeba i narobi głupstw, marnując czas, który mógłby wykorzystać w lepszy sposób?
I wtedy dopiero będzie idealnie! Autonomiczny pojazd z napędem elektrycznym będzie sobie tak wyliczał trasy, żeby zabrać na pokład jak najwięcej pasażerów. Osoba X wysiada tutaj, pan Y wsiada tam, od razu po zakończonym kursie ściągnie się pieniądze z karty kredytowej za kurs. A przy okazji operator systemu wyśle dane do firm reklamowych, gdzie osoba X i osoba Y pojechała, jak często tam jeździ, w jakich godzinach, co czyta w trakcie jazdy, o czym rozmawia, czego szuka w modnym smartfonie, łącząc się z siecią 5G na pokładzie pojazdu itd.

Zasiewy motoryzacyjnej rewolucji wydadzą plony w innych dziedzinach życia!


Car sharing się sprawdzi? Oczywiście! W takim razie przyjdzie czas na nowe rodzaje „sharingu”.
Po co Ci własne mieszkanie, skoro spędzasz w nim 8 , 10, albo 12 godzin dziennie? Kiedy Cię nie ma w domu, Twoje mieszkanie stoi puste. Marnuje się energia na jego ogrzewanie. Miasta rozbudowują się w nieskończoność na terenach zielonych. Trzeba budować nowe drogi dojazdowe.
W tym czasie, kiedy jesteś w pracy, ktoś mógłby w Twoim mieszkaniu spać, mieszkać i wypoczywać. Dzięki temu nie trzeba by budować kolejnych domów, które przyczyniają się do degradacji planety. Home sharing! Pomyśl, ze płaciłbyś tylko połowę kredytu hipotecznego! Albo połowę za wynajem! A może wszyscy zamieszkaliby w nowoczesnych squatach? Jaki byłby to piękny eksperyment społeczny – zamiast ogradzanych jak więzienia modnych apartamentowców – wspólne domy dla wszystkich.


Jak dzięki temu zmieniłyby się miasta. W takich miastach można zwężać ulice, bo autonomiczne auta z napędem elektrycznym będą tak wyliczać czas przejazdu i dobierać drogę, że nigdy nie dojdzie do korków. 


Rewolucja pójdzie dalej i nie ominie spraw prywatnych. Nadejdzie czas na partner-sharing.
Po co Ci żona, albo mąż na własność, skoro spędzasz z nim kilka godzin dziennie, a do tego jeszcze dochodzi do sprzeczek, powodujących dodatkowe sytuacje stresowe? Czy i w tym wypadku nie można by zastosować współdzielenia? Oczywiście! I to z wielką radością! Nowoczesne współdzielenie. Różne płci, rasy, różny wiek. A z czasem przyszedłby czas na automatyzację.
No bo kto jest najsłabszym ogniwem w związkach, kto powoduje konflikty, problemy, kłótnie?
Człowiek! Szach i mat!

Głos rozsądku z Niemiec

Minister transportu RFN Andreas Scheuer (CSU) zaapelował w liście do komisarz UE ds. transportu Violety Bulc o rewizję norm jakości powietrza. (PAP)
Ponad stu pulmonologów w liście opublikowanym 24 stycznia br. stwierdziło, że nie ma naukowego wytłumaczenia dla taki wysokich limitów. Badania Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) czy UE wykazujące szkodliwość tlenków azotu i pyłów w powietrzu nie są – zdaniem niemieckich lekarzy – obiektywne.
„Adwentowa świeca emituje więcej tlenku azotu, niż dopuszcza to Unia w przypadku silników diesla” – ironizuje Lindner. „Silnik spalinowy ma być uśmiercony. Jesteśmy świadkami politycznej furii” – ocenił szef liberałów.
Źródło: Niemcy: Szef FDP: wstrzymać przestrzeganie limitów zanieczyszczeń

 

Czy Unia Europejska powróci jeszcze do normalności z czasów EWG? Czy powyższe wypowiedzi i działania niemieckich polityków dają jakąś nadzieję? Czy po wiosennych wyborach dojdzie do zmiany kursu UE z dotychczasowego, na normalny?
Niemcy mają bardzo wiele do stracenia, jeśli ich przemysł motoryzacyjny zostanie „wykończony”. Samochody to jeden z najlepszych niemieckich towarów eksportowych. W kraju pracują fabryki samochodów i tysiące ich podwykonawców (80 proc. części do produkcji auta pochodzi od poddostawców). Polska jest znaczącym producentem części samochodowych do niemieckich aut spalinowych, a także dużą montownią gotowych aut, np. Volkswagena. Zatem, kiedy produkcja aut spalinowych w UE upadnie, polski przemysł samochodowy dostanie porządnie po głowie.

Czarny scenariusz – jeśli postępowcy wygrają

Branża motoryzacyjna w Europie zatrudnia ponad 13,3 mln osób (6,1 proc. zatrudnionych w całej UE). Sektor motoryzacyjny jest największym inwestorem w sektorze B plus R w całej UE – 27 proc. łącznych udziałów w wydatkach na badania i rozwój.
W 2017 roku europejscy producenci samochodów wyeksportowali 5,9 mln pojazdów silnikowych, tworząc tym samym nadwyżkę handlową w wysokości 90,3 mld EUR w bilansie Unii Europejskiej.
Co z ekologią? Czy inwestycje branży przełożyły się na ekologię? Oczywiście. Łączna emisja CO2 z produkcji samochodów spadła w ciągu ostatniej dekady o 23,7 %, a ilość wody zużytej do produkcji jednego samochodu zmniejszyła się aż o 31% w porównaniu z 2008 rokiem.
Zastosowanie nowoczesnych układów oczyszczania spalin zmniejszyło emisję szkodliwych związków o kilkadziesiąt procent! Nowoczesne układy selektywnej redukcji katalitycznej SCR są w stanie zobojętnić ponad 90 procent tlenków azotu, emitowanych przez silniki diesla. Na przestrzeni lat zmniejszyło się też zużycie paliwa w samochodach osobowych. Niemal cały stary samochód można obecnie poddać recyclingowi. Nawet opony. Nie trzeba z nich budować kwietników ani łabędzi, ozdób ogrodowych o wątpliwej urodzie. Stare opony się mieli w specjalnych maszynach a uzyskany proszek dodaje do mieszanek, z których powstają nowe.


Jednak EU i postępowcom jest ciągle mało. Nowe normy emisji CO2 sprawią, że auta z silnikami spalinowymi bardzo zdrożeją, o czym ostrzega np. Volkswagen. Nie wiadomo, czy producenci w ogóle sprostają tym normom. Jeśli się uda, to auta z silnikami spalinowymi będą dużo droższe, niż dzisiaj. Ich nabywców dobije się jeszcze wysokim OC, tak zwanymi opłatami „ekologicznymi” (tu urzędnicy mają szerokie pole do popisu), zakazami wjazdu do określonych stref miast, wysokimi opłatami za korzystanie z parkingów itd.
W niektórych krajach już niebawem zaczną obowiązywać zakazy sprzedaży aut spalinowych (od 2030 roku w Holandii i Szwecji).
Niektórzy nabywcy będą musieli zdecydować się na to, aby przesiąść się z samochodów spalinowych do aut elektrycznych. Nie będzie to trudne, skoro nowe auto spalinowe niemalże zrówna się ceną z autem elektrycznym  Miało być tak pięknie, samochody elektryczne miały być tańsze od spalinowych. Ale nie będą. Do tego nabywca pojazdu EV będzie kuszony darmowym parkowaniem, możliwością jazdy po buspasach, niskimi cenami eksploatacji.
A jak już tych nabywców aut elektrycznych będzie dużo, a równocześnie konkurencja spalinowa zostanie wyeliminowana z rynku, to wtedy ulgi zostaną zniesione, a ceny prądu podniesione tak, żeby rządy mogły sobie zarobić na prądzie tyle, ile kiedyś zarabiały na podatkach nakładanych na paliwa. Wtedy alternatywą dla auta elektrycznego będzie już tylko rower albo hulajnoga,. I świat od razu będzie piękniejszy.


Wielu nabywców nie będzie stać na auta, zatem będzie ich mniej. Samochód elektryczny jest mniej skomplikowany technicznie od auta spalinowego – ma mniej części mechanicznych. Zatem jego produkcja będzie mogła być bardziej zautomatyzowana. Z 13,3 mln osób zatrudnionych w Europie przy produkcji „blachosmrodów” i części do nich, zostanie 1 – 2 mln w zautomatyzowanych fabrykach.
Skoro bardzo popularne będzie współdzielenie aut, to znów będzie ich mniej na ulicach. Nie będzie śmierdzących warsztatów mechanicznych i mechaników w zatłuszczonych ubraniach, bo auta elektryczne będzie się naprawiać tylko w ASO (wymiana baterii, klocków itd) i online (naprawa albo zmiana software). Nie będzie śmierdzących stacji benzynowych, brudnych rafinerii, chemicznych fabryk olejów. Zwolnionym z branży motoryzacyjnej da się zasiłki. A jak braknie pieniędzy na zasiłki, to się dodrukuje. Dla postępowego człowieka nie ma przeszkód. Ludziom można obiecać wszystko – likwidację kopalń, 1600 zł emerytury, czyste powietrze, dobrobyt i radość w świecie bez mowy nienawiści. Trzeba to tylko ładnie przekazać, uśmiechać się i założyć modny garnitur. Tylko faszysta zapyta – a skąd na to pieniądze?

Postęp jest nieubłagany. Od postępu nie uciekniemy. Pewnego dnia młody, miejski aktywista wyjdzie z biura, znajdującego się na 26 piętrze szklanej wieży. Pociągnie łyk sojowego latte z ekologicznego kubka i spojrzy na ulice. Będą się nimi poruszać szczęśliwi ludzie – pieszo, na rowerach, na hulajnogach, w elektrycznych, autonomicznych autobusach oraz w autonomicznych samochodach z napędem elektrycznym, w takich małych pączuniach z tworzywa sztucznego, na kołach jak od wózka dziecięcego.
Czyste powietrze, cisza, równość, uśmiechnięci ludzie z całego świata, wolne dziki w parkach!
Ale to będzie piękny świat!

 

Źródła: FORSAL.PL (link w treści), PZPM  http://www.pzpm.org.pl/Rynek-motoryzacyjny/Roczniki-i-raporty, Materiały prasowe i własne

 

kewet elektryczny

Przeczytaj również: ROK 2025 – Gunter Trottel i jego nowe europejskie auto, czyli jak nowoczesne technologie zmienią sposób użytkowania samochodów w najbliższej przyszłości.

ZACHĘCAMY DO ODWIEDZENIA INNYCH DZIAŁÓW MOTOREWII

REWIA czyli testy naszych motoryzacyjnych gwiazd

MOTOTECHNIKA

MOTOARTYKUŁY o interesujących samochodach

MOTOMILITARIA – samochody w służbie wojska

HUMOR I CIEKAWOSTKI

SAMOCHODY ŚWIATA

ZAPRASZAMY DO POLUBIENIA MOTOREWII W KANAŁACH SOCIAL MEDIA, GDZIE PUBLIKUJEMY DODATKOWO CIEKAWE ZDJĘCIA I FILMY

MOTOREWIA NA FACEBOOK

MOTOREWIA NA TWITTER

PORTAL MOTORYZACYJNY MOTOREWIA SERDECZNIE ZAPRASZA!

POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ

Podziel się