Niezależnych warsztatów samochodowych mamy w Polsce całe mnóstwo. Są warsztaty eleganckie, nowoczesne, ze specjalnym pomieszczeniem, w którym klient może pić darmową kawę i czekać spokojnie, aż otrzyma rachunek, który zwali go z nóg. Są warsztaty, przypominające starą kuźnie, w których mechanik wynurza się z kanału, niczym żołnierz z okopu, mając pod nogami uzbieraną latami warstwę olejów, smarów i pustych opakowań Bóg wie po czym. To od nas zależy, jaki warsztat wybierzemy. Ale bez względu na wszystko, czy to firma przypominająca ASO, fajny warsztat, w którym pracuje równy gość znający się na rzeczy, czy też kuźnia, w każdym z warsztatów, musimy otrzymać paragon albo fakturę za wykonaną usługę. I nie chodzi tu tylko o to, że ucieszy się z tego Pan Premier i cała skarbówka. 

Faktura lub paragon to jedyna podstawa prawna do tego, aby móc ubiegać się w razie problemów o usunięcie szkód, spowodowanych przez mechanika, albo o należyte wykonanie naprawy. Czy mechanik może narobić więcej szkód, niż miało to miejsce przed naprawą? Ależ oczywiście.
Wystarczy brak wiedzy, brak dostępu do informacji technicznej producenta samochodu, brak odpowiednich narzędzi, niechlujstwo w czasie prowadzonych napraw…
Ileż to razy zdarzało się, że mechanik, nie posiadając odpowiednich narzędzi, na przykład do odkręcenia napinacza paska wieloklinowego, pomagał sobie tym, czym znalazł na szafkach kuźni? A przecież wystarczyło powiedzieć – proszę pana, nie mam klucza, proszę pojechać gdzie indziej. Tam, gdzie klucz mieli, wymiana trwała 5 minut. A tak tłukło się młotkiem, cudowało, aż rozpieprzyło się napinacz za 300 złotych, przy wymianie paska, wartego 30 złotych. Kto zapłacił za wszystko? Ten frajer, który oddał samochód w ręce partacza.

Jeszcze lepsza farsa miała miejsce w jednym z podłódzkich warsztatów, w którym mechanik usiłował właściwie poprowadzić nowy pasek wieloklinowy. Co z tego, że konstrukcja była prosta, ze auto nie miało sprężarki klimatyzacji, a zatem odpadło jedno koło. I tak było ich za dużo. Nijak nie pasowało, ani tak, ani tak, od tyłu, od góry, a może jak w Lanosie, a może jak w Golfie? A nie! Ale kto by inwestował w książkę dla mechaników za kilkaset złotych, z narysowanymi dokładnie przebiegiem pasa wieloklinowego dla paru tysięcy modeli aut. Kto by inwestował w program warsztatowy, albo dostęp do informacji technicznej.
Tyle lat się robiło, to i się będzie robić dalej. W tym przypadku się nie zrobiło. Mechanik z firmy naprzeciwko zrobił w dziesięć minut. Bez problemu. Ale poprzedni zmarnował godzinę.

 

By Petar Milošević (Own work) [CC BY-SA 3.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)], via Wikimedia Commons

By Petar Milošević (Own work) [CC BY-SA 3.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)], via Wikimedia Commons

Skóra cierpnie na plecach, gdy na niektórych forach motoryzacyjnych czyta się, że mechanik, wymieniając rozrząd, nie korzysta z jakichkolwiek blokad. Taki jest sprytny, jak radziecki komandos, że wszystko robi bez narzędzi. Biały mazak, zaznaczenie na pasku i na bloku (bo w starym gracie cechy się dawno starły na kołach i na bloku), GMP i jedziemy. A jak się odrobinę przesunie o jeden ząbek? To już problem klienta. Najwyżej będzie mu więcej palił, albo pasek zerwie się w cholerę (lub przeskoczy łańcuch), niszcząc cały silnik.

Klient chce tanio? A niech ma. Po co informować „zielonego” klienta, który dopiero co kupił samochód i jeszcze do końca nie wie, jak go obsługiwać, żeby wraz z paskiem rozrządu wymienił pompę wody? Jak mu zacznie wyć, to przyjdzie po raz drugi. Wtedy wymieni się pompę i… znów rozrząd. On płaci. Chciał samochód? Nikt nie mówił, że będzie lekko.

Jedną z najgorszych rzeczy jest zabieranie się za naprawy, o których mechanik nie ma pojęcia. Dzieje się to zwłaszcza w przypadku starszych mechaników, którzy nie korzystają z żadnych szkoleń. Ich wiedza zatrzymała się na początku lat dziewięćdziesiątych i zgodnie z nią, naprawiają wszystkie samochody.
OK. Taki mechanik może jeszcze w nastoletnim aucie bez problemu wymienić tarcze i klocki hamulcowe, albo olej w silniku. Może ładnie zamontować układ wydechowy. Ba, nawet pięknie zaszpachlować, cudownie wygładzić, z pietyzmem polakierować. Chłodnicę wymienić. Płyn chłodniczy. Końcówki drążków. Siłownik otwierania szyb. Ale do cholery jasnej, kiedy taki ktoś bierze się za wymianę świec żarowych w pięcioletnim aucie, o których nie ma pojęcia, zaczyna się robić dramat. Pacz pan, spaliła się. Ale teraz panie, gówno robią. Co, napięcie jest inne? Panie, zawsze było 12, a w ciężarówkach 24! A teraz jest 5? Na świecy? Co pan mi tu bredzi.

Czasem jest też komediodramat, kiedy mechanik z rozbrajającą szczerością mówi do klienta
- Panie, proszę jechać na komputer.
Cóż to za warsztat, w którym nie ma nawet najtańszego testera OBD2 za kilkadziesiąt złotych?
Warsztat cudotwórcy, który mentalnie łączy się z elektroniką i telepatycznie odczytuje błędy, zapisane w pamięci sterownika. Przy okazji może przepowiedzieć przyszłość.

A jak pan nie chcesz jechać na komputer (panie, szkoda, stówę biorą, albo więcej), to będziemy wymieniać. Po kolei, jak jedno nie zadziała, to się wymieni drugie. Szarpie? To wywalimy kable. Dalej szarpie? To kopułkę. Szarpie? Palec rozdzielacza. Świece. Jeszcze szarpie? Patrz pan, co za cholera!
I w tym momencie przypomina się historia z „Przygód dobrego wojaka Szwejka”. Za czasów najlepszego w historii żołnierza czeskiej armii, pacjentowi choremu na cukrzycę odcięto najpierw piętę, potem nogę do kolana, potem dalej i całe szczęście, że umarł, bo inaczej pokrajano by go jak kiełbasę do bigosu.

Silnik samochodu I Motorewia.pl I Źródlo: https://www.freeimages.com

Silnik samochodu I Motorewia.pl I Źródlo: https://www.freeimages.com

 

Takich warsztatów powinno się unikać, ale niekiedy zdarza się, że taka „kuźnia” to jedyne miejsce w okolicy, albo jedyne miejsce, w którym mechanik chce przyjąć auto do naprawy w najbliższym czasie (na miejscu może okazać się, że w kolejce do naprawy czeka dwadzieścia aut i każde jest rozpaprane, żeby klient się czasem nie rozmyślił).

W Lodzi znajduje się duży serwis samochodowy, będący częścią jeszcze państwowej firmy. Mechaników pracuje tam chyba dziesięciu na jednej zmianie, firma ma kilka stanowisk. Wymiana tarcz hamulcowych i klocków trwała… osiem godzin. Nie mogło być inaczej. W warsztacie było rozpapranych pięć samochodów.
Mechanik nr 1 podszedł do pierwszego auta, popatrzył, pocmokał, poszedł do drugiego. Mechanik nr 2 przyniósł tarcze i wyszedł na papierosa. Mechanik nr 3 z mechanikiem nr 4 naradzali się, nad samochodem nr 2, a potem wyszli na papierosa. W aucie numer jeden zdjęto koło, potem mechanicy poszli do auta nr 2, ale brakło im sił, więc poszli na papierosa. Itd. Wrócił z mordą właściciel auta nr 3, które nawet było nieruszone. Okazało się, że nawet nie ma do niego części. Ktoś musiał po nie pojechać. A tu dopiero trzy godziny minęły...

Jak już trafimy na taką kuźnię i ktoś zrobi naszemu samochodowi coś niedobrego, jedynym dokumentem, który pozwoli nam szukać sprawiedliwości (na przykład w sądzie), będzie paragon albo faktura.
Na fakturze powinny znaleźć się podstawowe informacje o samochodzie (marka, model, rocznik) i wszystkie informacje, dotyczące wszystkich działań, jakie podjął mechanik, wraz z ceną za nie. A zatem – na przykład koszt wymiany oleju, koszt zakupu oleju (dokładny opis produktu), koszt zakupu filtra, koszt wymiany filtra itd.
Jeśli klient zleca warsztatowi zakup części, na fakturze musi znaleźć się informacja, czy są to części nowe, używane, czy zregenerowane. Muszą być one zgodne z życzeniem klienta.
Jeśli warsztat wydaje tylko paragony z malutkiej kasy fiskalnej, wstydliwe schowanej w drewnianej kajucie, będącej miejscem posiłków i wypoczynku, powinien wydać klientowi kartkę z dokładnie wypisanymi czynnościami, które zostały wykonane w czasie naprawy
(wymiana rozrządu, wymiana pompy cieczy chłodzącej, demontaż koła pasowego, wymiana simmeringu wału korbowego, wymiana oleju, montaż nowego filtra oleju), listą zakupionych części i płynów (simering wału korbowego firmy X, olej 4 l 10W40 firmy X, filtr oleju firmy X) a na końcu podpisem, datą i pieczątką warsztatu.

Wypadanie zapłonów,  wymiana świec zapłonowych, wymiana cewek zapłonowych  I Motorewia.pl I Zdjęcia własne

Wypadanie zapłonów, wymiana świec zapłonowych, wymiana cewek zapłonowych I Motorewia.pl I Zdjęcia własne

I tylko wtedy możemy mówić o uczciwości. Warto zapytać od razu, przed zostawieniem auta do naprawy (co z kolei wymaga wypełnienia drugiego dokumentu, w którym wpisuje się dane auta, stan licznika kilometrów, ilość paliwa, uszkodzenia, stan nadwozia itd.). Jeśli warsztat odmawia wydania paragonu, faktury, albo listy wykonanych czynności – lepiej omijać go z daleka. W Polsce są tysiące warsztatów, zdecydowana większość jest godna polecenia. To od klientów zależy, czy czarne owce znikną z motoryzacyjnej mapy ze względu na brak dochodów.

Polecamy przeczytać o perypetiach przeuroczej brunetki, która musiała odwiedzić szereg warsztatów, aby w końcu usunięto problem w małej, niemłodej, niepozornej Corsie.

Jeśli artykuł się Państwu podobał, prosimy o udostępnianie

POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ

ZACHĘCAMY DO ODWIEDZENIA INNYCH DZIAŁÓW MOTOREWII

REWIA czyli testy naszych motoryzacyjnych gwiazd

MOTOTECHNIKA

MOTOARTYKUŁY o interesujących samochodach

MOTOMILITARIA – samochody w służbie wojska

HUMOR I CIEKAWOSTKI

SAMOCHODY ŚWIATA

ZAPRASZAMY DO POLUBIENIA MOTOREWII W KANAŁACH SOCIAL MEDIA, GDZIE PUBLIKUJEMY DODATKOWO CIEKAWE ZDJĘCIA I FILMY

MOTOREWIA NA FACEBOOK

MOTOREWIA NA TWITTER

PORTAL MOTORYZACYJNY MOTOREWIA SERDECZNIE ZAPRASZA!

POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ

Podziel się