Pan Marian postanowił iść z duchem czasu i zechciał nabyć samochód elektryczny. Po sprawdzeniu cen tychże aut w internecie, Pan Marian postanowił iść na kompromis i kupić używaną hybrydę.

Miłość do pojazdów elektrycznych Pan Marian miał zaszczepioną we krwi od najmłodszych lat. Pacholęciem jeszcze będąc, jeździł zdalnie sterowanym Wartburgiem, który idealnie nadawał się do wożenia chomika na dachu. Potem przyszedł czas na rosyjskie czołgi z silnikami elektrycznymi i płaskimi bateriami, które pomimo ostrzeżeń lizało się namiętnie po blaszkach, aby przeżyć porażenie prądem na języku. W okolicach lat dwunastu przyszedł czas na kolejkę HO zasłużonej, wschodnioniemieckiej firmy PIKO, która ugruntowała miłość Pana Mariana do pojazdów napędzanych silnikami elektrycznymi. Teraz, w wieku dojrzałym, Pan Marian zapragnął posiadania prawdziwie ekologicznego, nowoczesnego i oszczędnego auta.

Photo credit: gvgoebel via Foter.com / CC BY-SA

Photo credit: gvgoebel via Foter.com / CC BY-SA

Poszukiwania czas zacząć – kupujemy samochód hybrydowy

Nim jeszcze doszło do nabycia pojazdu, Pan Marian postanowił zrobić sobie dobry public relations w najbliższej okolicy swojego bloku. W tym celu poinformował sąsiada, właściciela niemieckiego samochodu z kultową jednostką napędową w tedeiku, że od kiedy jeździ tym złomem w okolicy, cząsteczki sadzy powodują bóle głowy u żony Pana Mariana. Sąsiad w odpowiedzi na ten brutalny atak chciał wyciągnąć łyżkę do kół i nauczyć Pana Mariana szacunku dla niemieckiej motoryzacji, jednakże nasz bohater miał kolejnego asa w rękawie. Dla bezpieczeństwa, już przy drzwiach od domofonu ostrzegł, że doniesie gdzie trzeba o wyciętym DPF i sąsiad będzie do pracy jeździł rowerem, co zresztą dobrze by mu zrobiło na ogromne brzuszysko.

Następnego dnia Pan Marian udał się do Spółdzielni Mieszkaniowej, informując o zamiarze kupna auta ekologicznego. W zamian za to nasz bohater zażądał darmowego miejsca parkingowego, tylko dla siebie, a także zakazu wjazdu w okolicę bloku aut trujących środowisko. Prezes spółdzielni uśmiechnął się, pokiwał głową, kazał napisać pismo, które po wyjściu Pana Mariana zabrał ze sobą do ubikacji, gdzie je paskudnie zbeszcześcił.

Photo credit: musubk via Foter.com / CC BY-NC-SA

Photo credit: musubk via Foter.com / CC BY-NC-SA

Model – Honda Insight kontra Opel Ampera kontra Toyota Prius II

Pan Marian przejrzał wszystkie dostępne oferty w sieci. Było kilka porozbijanych Hond Insight, do sprowadzenia ze Szwajcarii albo z Francji. Ceny były w miarę niezłe.
- Silnik elektryczny na kole zamachowym? – spytał sam siebie Pan Marian, po czym ubawił się po pachy – Moc czternaście koni? Żona w maszynce do mięsa ma większą moc, a i tak kotlety wychodzą takie, jakby je pies przeżuł przez zęby. Potem teściowa dłubie w zębach przy oglądaniu Familiady.
- Ampera albo Volt – myślał Pan Marian, oglądając oferty – Elektryczny napęd na koła, a silnik spalinowy tylko do ładowania baterii. Niby dobre, ale jednak nie do końca. Bo chciałbym raz na spalinowym, a raz na elektryku!
Pan Marian szukał dalej, a jego poszukiwania, jak nietrudno przewiedzieć, zakończyły się wyborem Priusa II generacji.
- Japońska technologia! Najwyższy stopień bezawaryjności! Hybryda mieszana! Cztery i pół litra na sto kilometrów! – oznajmił nasz bohater wybór swojej żonie, a następnie pokazał, kto rządzi w domu – Wyciągaj zaskórniaki!
Bo Pan Marian może i był łysiejący i niezbyt ładny, ale za to doskonale wiedział, jak nad kobitą zapanować i wywołać w niej taki wulkan emocji, że sama za nim biegała od lat.

 

Photo credit: soknet via Foter.com / CC BY

Photo credit: soknet via Foter.com / CC BY

Zakup Toyoty Prius II

Pan Marian kuzynów w Niemczech miał, bo rodzina była światowa i jak tylko granice się otworzyły do Unii Zjednoczonej, to albo Stefan wyjechał ciąć szparagi i został, Janusz wziął się za montaż płyt gipsowo kartonowych a Heniek zajął się importem aut różnorakich. Wszyscy znali się na samochodach doskonale , ale wybór padł na Heńka. I ten właśnie mistrz transakcji kupna sprzedaży dostarczył do Polski z Francji pięknego Priusa drugiej generacji.
Co najważniejsze, przyjechał nim na własnych kołach.

Priusik został wyprodukowany w 2006 roku. Miał pięciodrzwiowe nadwozie a pod jego maską pracował silnik benzynowy 1.5 litra o mocy 76 koni oraz elektryczny o mocy 67 koni.
- Widzisz, stara, tu się mocy nie łączy – zaskoczył żonę Pan Marian – Znając ciebie, to byś dodała 76 do 67, a tymczasem cała moc układu to 110 koni. To wyższa matematyka! Dla ciebie zdecydowanie za trudna!
Auto miało przebieg 130 tysięcy kilometrów. Panu Marianowi wydawało się to zbyt mało, jak na dziesięcioletnią eksploatację, ale wołał nie wywoływać dyskusji o emerytach, którzy na silniku elektrycznym jeździli tylko do kościoła.

Photo credit: no via Foter.com / CC BY-NC

Photo credit: no via Foter.com / CC BY-NC

Ocena Toyoty Prius II

Żona Pana Mariana nie była zbytnio zadowolona z auta, które wydało się jej mało reprezentacyjne. Fajerwerków stylistycznych tu raczej nie było. Auto, jak na pioniera rewolucji elektrycznej, było raczej nijakie pod względem wyglądu. Pas przedni był mało ciekawy, podłużne reflektory raczej nie należały do ładnych, atrapa chłodnicy w niczym nie przyciągała wzroku, zderzak też był nijaki, jak od taniego samochodu klasy B. Linia boczna była już nieco lepsza, ale także tu cudów nie było. W zasadzie podobać się mogła tylko ciekawie poprowadzona linia okien. Nic innego nie zwracało uwagi. Tył auta też był, delikatnie mówiąc, nieciekawy i zdominowały przez kształt i wygląd tylnych lamp.

W środku było już zdecydowanie o wiele lepiej. Pan Marian zachwycił się futurystycznym pulpitem, który zdecydowanie wyprzedził epokę. W jego górnej części znajduje się podłużny wyświetlacz między innymi z prędkościomierzem. W środkowej konsoli producent umieścił duży wyświetlacz, a tuż obok kierowniczy miniaturową dźwignię przełącznika kierunku jazdy.

prius-kokpit
Żona pana Mariana zachwyciła się za to komfortem wnętrza. Auto z zewnątrz jest niepozorne, ale jego wnętrze jest bardzo wygodne i przestronne. Można było co najwyżej narzekać na zbyt krótkie siedzisko z tyłu.

Eksploatacja Toyoty Prius II

Panu Marianowi trzęsły się ręce do jazdy. Nic zatem dziwnego, że już pierwszego dnia zrobił swoim autem ponad 200 kilometrów, z tego większość po mieście. Niestety, tu nastąpiło spore rozczarowanie. Półelektryczny samochód nie okazał się tak bardzo oszczędny, jak Pan Marian by tego oczekiwał i jak na to wskazywały dane fabryczne. Spalanie sięgało nawet 6 l / 100 km. Na trasie spalanie spadało do ok. 5 l / 100 km przy prędkości od 90 do 110 km/h. Pan Marian był rozczarowany. Auto, które miało przynieść mu gigantyczne oszczędności, zużywało tyle paliwa, co kompakt z wolnossącym silnikiem benzynowym o mocy 100 KM. To był dramat!

Do tego w trakcie eksploatacji okazało się, że widoczność do tyłu jest po prostu tragiczna i parkowanie tyłem wymaga niezwykłych umiejętności. Co gorsza, także widoczność do przodu nie jest zbyt dobra. Opadająca ku tyłowi linia dachu sprawiała, ze tylna kanapa raczej nie była idealnym miejscem dla wysokich osób. I do tego te męczące, krótkie siedziska, zwłaszcza dające się we znaki w czasie długich podróży. Do setki Prius rozpędzał się w około 11 – 11.5 sekundy.

Pan Marian lubił docisnąć ale w przypadku Priusa zrobił to raz, na autostradzie. Kiedy spalanie przekroczyło 8 l /100km po przekroczeniu 130 km/h, Pan Marian nieśmiało pomyślał, że to auto nadaje się przede wszystkim do jazdy po mieście.

Także i tutaj nie było w stu procentach idealnie, bo trzeba było się niemalże nauczyć jazdy od nowa, żeby auto było oszczędne. Toczenie się do świateł, unikanie przyspieszania z niskich obrotów, szybkie rozpędzanie i ciągłe zdejmowanie nogi z gazu, żeby benzyniak się wyłączył – to Panu Marianowi zbytnio nie pasowało.

Photo credit: RL GNZLZ via Foter.com / CC BY-SA

Photo credit: RL GNZLZ via Foter.com / CC BY-SA

Wydatki na zakup Toyoty Prius II

Pan Marian wydał na zakup auta prawie 26 tysięcy złotych. A to nie był koniec. Już w pierwszym kwartale eksploatacji auta okazało się, że trzeba było znaleźć profesjonalistów, którzy zajmą się naprawą ogniw. Jak się potem okazało, auto miało dwa długie przestoje w Niemczech, po kilka miesięcy, które spowodowały niższą trwałość baterii. Niestety, trzeba było wydać niemal 4 tysiące złotych. A to zabolało porządnie. Tak samo, jak wymiana łożysk w przednich kołach.

Pan Marian chciał także bohatersko podjąć się samodzielnej wymiany żarówek w samochodzie, co zakończyło się hańbiącą dla mężczyzny klęską. Tu trzeba było fachowca. Do tego wyszedł mały problem w postaci purchelków po prawej stronie nadwozia. Jak się okazało, auto miało małą stłuczkę parkingową i właściciel dokonał naprawy „oszczędnościowej”, co spowodowało pojawienie się rdzy.

By S 400 HYBRID - Praca własna (own photo), Attribution, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=9847494

By S 400 HYBRID – Praca własna (own photo), Attribution, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=9847494

Przyszłość Toyoty Prius II

Aktualnie mija dziewiąty miesiąc eksploatacji samochodu przez Pana Mariana w Polsce. Auto jeździ, świetnie się sprawuje i nic się w nim nie psuje. Trzeba było wymienić komplet opon na nowe i parę innych drobiazgów w silniki benzynowym. Pan Marian dokupił czujniki parkowania z przodu i z tyłu, niestety, nie widać po nim radości z zakupu. Za to coraz częściej widać fascynację innymi autami i wyraźną chęć pozbycia się Priusa.

Cóż, jak to mawiali nasi przodkowie, nie zawsze złoto, co się świeci.

POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ

ZACHĘCAMY DO ODWIEDZENIA INNYCH DZIAŁÓW MOTOREWII

REWIA czyli testy naszych motoryzacyjnych gwiazd

MOTOTECHNIKA

MOTOARTYKUŁY o interesujących samochodach

MOTOMILITARIA – samochody w służbie wojska

HUMOR I CIEKAWOSTKI

SAMOCHODY ŚWIATA

ZAPRASZAMY DO POLUBIENIA MOTOREWII W KANAŁACH SOCIAL MEDIA, GDZIE PUBLIKUJEMY DODATKOWO CIEKAWE ZDJĘCIA I FILMY

MOTOREWIA NA FACEBOOK

MOTOREWIA NA TWITTER

PORTAL MOTORYZACYJNY MOTOREWIA SERDECZNIE ZAPRASZA!

POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ

Podziel się