Od kilkunastu dobrych lat cieszyliśmy się względnie niskimi cenami ubezpieczeń samochodowych. Można było z nich korzystać głównie dzięki temu, że na polskim rynku działa wiele prywatnych towarzystw direct. Wszędzie, gdzie jest konkurencja, tam zawsze zyskuje klient. Gdyby na polskim rynku działały dwie lub trzy duże, nie daj Boże, państwowe firmy, za samo OC płaciłoby się co najmniej 2 tysiące złotych na rok.

Niestety, od pewnego czasu wszyscy kierowcy są straszeni wizją podwyżek cen ubezpieczeń komunikacyjnych. Podwyżki są bardzo realne. Ich powodem będą dwie rzeczy – downsizing jednostek napędowych oraz koszty nowego podatku, którym będą obłożone ubezpieczenia OC.

Dlaczego ubezpieczenia samochodowe zdrożeją?

Pierwszy powód to downsizing silników. Europejska motoryzacja dostała małpiego rozumu na punkcie trzy i dwucylindrowych wynalazków, które za sprawą turbosprężarki i szeregu innych rozwiązań (między innymi bezpośredniego wtrysku paliwa i zmiennych kątów i wzniosów rozrządu) potrafią wykrzesać z litrowego silnika sto koni mechanicznych. To nieważne, że rozpadną się po przekroczeniu dwustu tysięcy kilometrów, że znacznie wzrosły koszty ich utrzymania (np. przez bardzo drogi osprzęt silnika – turbosprężarkę czy system start – stop, w którym stosowane są kilkakrotnie droższe od standardowego rozruszniki, alternatory i akumulatory, kilkakrotnie droższe są nawet świece zapłonowe) najważniejsze jest to, że komisarze europejscy, stawiający co dzień czoła takim problemom, jak wielkość bagaży lotniczych i krzywizna banana, będą zadowoleni.

Photo credit: pictures of money via Foter.com / CC BY

Photo credit: pictures of money via Foter.com / CC BY

Samochody kompaktowe, produkowane w latach 2000 – 2010 miały przeważnie pod maskami silniki benzynowe o pojemności 1.4 – 1.6 litra. SUV i crossovery – od 1.5 litra wzwyż, przeciętnie 2.0 – 2.5 litra. Starsze Diesle niemal zawsze miały powyżej 2 litrów pojemności. Jak wiadomo, jednym z głównych wyznaczników ceny ubezpieczenia była przynależność silnika do określonej grupy, ustalanej wg. pojemności. Najtańsze było ubezpieczenie silników, mających do jednego litra pojemności, potem były przedziały od 1.0 do 1.4, od 1.4 do 1.8 i tak dalej.

Obecnie pod maskami aut kompaktowych, produkowanych w Europie, dominują małe jednostki napędowe. Kompaktowy Ford Focus w podstawowej wersji ma pod maską litrowy, trzycylindrowy silnik benzynowy albo Diesel TDCI o pojemności 1.5 litra. Pod maską crossovera Renault Captur i miejskiego kombi Renault Clio IV Grandtour pracują silniki mające 900 ccm pojemności (0.9 TCe). Downsizing nie omija także aut luksusowych. Podstawowy silnik pod maską Audi A4 to 1.4 TFSI, a pod marką luksusowego Audi A6 – 1.8 TFSI.

RENAULT CLIO IV GRANDTOUR  Źródło: materiały prasowe

RENAULT CLIO IV GRANDTOUR
Źródło: materiały prasowe

Większa ilość aut z mniejszymi silnikami spowoduje straty ubezpieczycieli i rozwiązaniem będzie podwyżka cen, chyba, że ubezpieczyciele wycofają się z naliczania wysokości ceny ubezpieczenia w zależności od pojemności silnika.

Ceny ubezpieczeń wzrosną także ze względu na pomysł obłożenia składek OC podatkiem, którego autorem był ŚP profesor Zbigniew Religa. Pieniądze z tego podatku mają pokrywać koszty leczenia osób poszkodowanych w wypadkach drogowych. Niestety zawsze po wyborach okazuje się, że pomysły dotyczące nowych podatków zostają
zrealizowane sprawnie i szybko, a pomysły dotyczące ulg dla obywateli (na przykład kwoty wolnej od podatku) znikają w otchłani biurokracji i nikt o nich już nie pamięta.

Nowy podatek wymagać będzie zapewne wprowadzenia nowych dokumentów, a przede wszystkim nowych urzędników, którzy będą go ściągać. Kto wie, jaka jego część trafi faktycznie do osób poszkodowanych w wypadkach, a jaka będzie reanimować dziurę bez dna, zwaną ZUS.

Podwyżkę cen ubezpieczeń zapowiadają także niektórzy analitycy. Jednym z nich jest Marcin Tarczyński, który w wywiadzie dla Informacyjnej Agencji Radiowej powiedział, że jego zdaniem ubezpieczenia komunikacyjne przynoszą firmom ubezpieczeniowym straty. Powodem tych strat jest walka cenowa pomiędzy ubezpieczycielami.

Cóż, tak działa rynek, na którym jest konkurencja. Obyśmy nie wrócili do czasów, w których to rząd będzie ustalał wysokość ubezpieczeń komunikacyjnych specjalnymi dekretami. A każda wojna cenowa jest bardzo korzystna dla nas – kierowców i właścicieli pojazdów.

Kierowca to dojna krowa dla państwa

Kerowcy od wielu lat byli traktowani jak dojne krowy. Wystarczy przypomnieć sobie las fotoradarów na drogach za czasów rządów PO-PSL, który zatrzymał dopiero raport Najwyższej Izby Kontroli, wskazujący na tysiące nieprawidłowości). Wystarczy przypomnieć sobie pomysły, na szczęście niezrealizowane, poprzedniego rządu PO – PSL, który chciał karać za przekroczenie prędkości o 1 km/h). Wystarczy wspomnieć o tym, ile trzeba było płacić za przejazd autostradą. Trzeba też pamiętać o tym, jak poprzedni rząd – i tu co godne podkreślenia – zgodnie z opozycyjnym wówczas PIS – chciał wprowadzić opłaty za przejazd drogami ekspresowymi dla kierowców osobówek (do tych informacji dotarł „Fakt”). Drogi ekspresowe miały odciążyć zwykłe drogi krajowe z ruchu ciężarowego, ale skoro są płatne dla firm, to nie ma się co dziwić, że wielu właścicieli mniejszych i jednosobowych firm transportowych woli jeżdzić po zwykłych drogach.

Czy będzie lepiej? Nie do końca. Można spodziewać się kolejnych ataków na polską społeczność kierowców ze strony delikatnie mówiąc pseudopostępowców, którzy dostają orgazmów na widok aut elektrycznych (opisaliśmy to dokładnie w felietonie „Ideologia motoryzacyjnego pseudopostępowca” ) i których bolą gardziołka od kłębów spalin, produkowanych przez miliony „gratów”, poruszających się po polskich drogach. Niestety, większość nieuków politycznych nadal nie rozumie, że nie da się znieść ubóstwa ustawą, a cztery lata ględzenia głupot za 12 tysięcy miesięcznie nijak nie poprawia sytuacji państwa i obywateli. A jeśli już jakiś obywatel ma świetny pomysł, otworzy firmę, zacznie zarabiać pieniądze i tworzyć miejsca pracy, to Urząd Skarbowy i ZUS zrobią z nim porządek.

Większość naszych dobrodziejów dalej nie rozumie, że kilkanaście milionów dziesięcioletnich samochodów to kilkanaście milionów polis OC, kilkanaście milionów klientów warsztatów samochodowych, kilkanaście milionów klientów stacji benzynowych (kupujących horrendalnie opodatkowane paliwa, z których między innymi opłaca się różne socjalistyczne datki, jak program 500 plus), kilkanaście milionów klientów na części samochodowe (w których produkcji jesteśmy potentatem) i na akcesoria do aut.

Weźmy teraz głęboki oddech, żeby nie dostać nerwicy albo innego schorzenia. Bo choć mamy darmową, państwową opiekę medyczną, to co ciekawe, aby iść do lekarza w miarę normalnym terminie, musimy sowicie zapłacić za wizytę prywatną.

 

POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ

ZACHĘCAMY DO ODWIEDZENIA INNYCH DZIAŁÓW MOTOREWII

REWIA czyli testy naszych motoryzacyjnych gwiazd

MOTOTECHNIKA

MOTOARTYKUŁY o interesujących samochodach

MOTOMILITARIA – samochody w służbie wojska

HUMOR I CIEKAWOSTKI

SAMOCHODY ŚWIATA

ZAPRASZAMY DO POLUBIENIA MOTOREWII W KANAŁACH SOCIAL MEDIA, GDZIE PUBLIKUJEMY DODATKOWO CIEKAWE ZDJĘCIA I FILMY

MOTOREWIA NA FACEBOOK

MOTOREWIA NA TWITTER

PORTAL MOTORYZACYJNY MOTOREWIA SERDECZNIE ZAPRASZA!

POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ

Motoryzacyjny Serwis informacyjny www.Motorelacje.pl – wiadomości ze świata motoryzacji

Podziel się