Pan Darek uwielbiał ozdabiać i doposażać swoje pojazdy we wszelakiego typu akcesoria oraz elementy dekoracyjne. Wszystko zaczęło się kilkanaście lat temu od starego roweru marki Jubilat. Potem przyszedł czas na motorower Komar i na pierwszego Malucha. Aż w końcu Pan Darek stał się posiadaczem kilkunastoletniego, cenionego produktu niemieckiej motoryzacji, wyposażonego w kultową jednostkę napędową. I wtedy dopiero się zaczęło!

Już od najmłodszych lat było wiadomo, że pan Darek będzie niezwykle płodny w dziedzinie dostrajania. Swoje pierwsze kroki stawiał, montując zegarek elektroniczny w obudowie Kasprzaka, popularnego kaseciaka w czasach, kiedy Wielki Brat znajdował się na wschodzie. Motorower Komar pan Darek umalował pędzlem od malowania ścian, tak samo zresztą, jak nadwozie Malucha. Dodatkowo Polski Fiat 126 P, oprócz standardowego, czarnego koloru nadwozia, otrzymał kontrastowe dodatki w kolorze słonecznej pomarańczy.

Prawdziwe pole do działania pojawiło się wraz z zakupem kilkunastoletniego produktu niemieckiej motoryzacji, wykonanego z ponadprzeciętną precyzją i napędzanego kultową jednostką napędową. Pomimo doskonałej jakości wykonania, w której widać było mistrzowską precyzję, świetnie rozplanowanego, ergonomicznego wnętrza i kultowej jednostki napędowej pod maską, oszałamiającej oszczędnością i osiągami, auto było dość słabo wyposażone. Cóż, nie ma samochodów idealnych. Poza tym kunszt niemieckich inżynierów, przejawiający się między innymi w zaprojektowaniu i w wykonaniu kultowej jednostki napędowej, reprezentował poziom techniczny z roku 2000.

Photo credit: VW TDI via Foter.com / CC BY-NC-SA

Photo credit: VW TDI via Foter.com / CC BY-NC-SA

Więcej mocy!

Kultowa jednostka napędowa potrafiła pokazać swoją wyższość właścicielom współczesnych aut. Mimo tego pan Dariusz postanowił zapewnić jej więcej mocy. Zaczęło się od montażu sportowego filtra powietrza. Dużo to nie dało, ale pod maską tak fajnie wyglądało, kiedy we wnętrzu pojawiło się coś czerwonego. Następnie Pan Darek zainwestował w zakup chińskiej turbinki. Wynalazek ten składał się z wiatraczka, przypominającego wirnik prawdziwej turbiny, umieszczonego w silikonowej rurze. Oj, ile to trzeba było się natrudzić, żeby to ustrojstwo zamontować! Co prawda, przyrostu czterech koni mechanicznych nie było, ale i tak fajnie furkotało w czasie jazdy, kiedy kultowa jednostka napędowa rozpędzała ten wspaniały samochód, zaskakujący niskim zużyciem paliwa.

Rewolucja LED

Kiedy na największym portalu aukcyjnym w Polsce znacznie spadły ceny samochodowych żarówek typu LED, pan Darek poczuł, że nadszedł czas na prawdziwą rewolucję. Zimne, świecące niemalże na niebiesko LED – y zastąpiły standardowe postojówki i żarówki kierunkowskazów. W obudowie tylnych lamp pojawiły się ledowe kwiatki. Tarcze zegarów podświetlone były teraz na niebiesko, a środkowa konsola – na zielono. Zimne, niebieskie lampki zapalały się tuż po otwarciu drzwi, przez co dolna część kabiny wyglądała jak prosektorium. Nie obyło się także bez montażu dodatkowego oświetlenia bagażnika i schowka. Nowością było niebieskie oświetlenie komory silnika, które zapalało się po otwarciu maski. Wystarczyło podciągnąć kabelek i zamontować mały włącznik, a kultowa jednostka napędowa prezentowała swe wdzięki w niebieskiej poświacie.

Pan Darek zastosował także bajeczne podświetlenie podwozia auta. Nie zapomniał także o ledowych wentylach, które powodowały nieprawdopodobne wrażenia w czasie jazdy. Kilkunastoletni produkt niemieckiej motoryzacji prezentował się na drodze niczym UFO, choć pod jego maską nie pracował napęd hipersoniczny, tylko kultowa jednostka napędowa, którą polscy mechanicy znają jak własną kieszeń.

Photo credit: Tomasz Dudek via Foter.com / CC BY

Photo credit: Tomasz Dudek via Foter.com / CC BY

Kabina nowoczesna jak nigdy

Ponieważ, jak już wspomnieliśmy wcześniej, wyposażenie kabiny kilkunastoletniego produktu niemieckiej motoryzacji odstawało od obecnie stosowanych rozwiązań, pan Darek postanowił to zmienić. Najpierw zakupił piękną nawigację z ekranem siedmiocalowym, zaraz po niej tylną kamerę cofania z drugim ekranem pięciocalowym, a do tego jeszcze czujniki parkowania z trzecim ekranem, na szczęście mniejszym. Pan Darek spotkał się z problemem, którego rozwiązanie wymagało czasu. Jak zapewnić zasilanie, skoro każde z urządzeń wymagało podłączenia do zapalniczki? Jak ustawić trzy ekrany w kabinie, aby zapewnić sobie optymalny
dostęp do informacji i nie upodobnić kilkunastoletniego niemieckiego produktu, wykonanego z najwyższą precyzją do wnętrza kabiny śmigłowca?

Pan Darek przypomniał sobie jednak młodzieńcze lata, kiedy to z zapałem montował zegarek elektroniczny w obudowie polskiego kaseciaka. Złapał zatem za lutownicę, wypalił nią otwory w środkowej konsoli wielkości trzech ekranów a niedoskonałości zamaskował pięknie czarnym silikonem. Potem wystarczyło tylko wkleić trzy ekrany w konsolę, a przewody zasilające podłączyć do samochodowej instalacji elektrycznej od wewnątrz. Pan Darek czuł niewypowiedzianą dumę, kiedy wsiadał do wnętrza kabiny kilkunastoletniego, pięknego produktu niemieckiej motoryzacji, wykonanego z wielką precyzją i uruchamiał kultową jednostkę napędową, a w środkowej konsoli pojawiał się obraz na dwóch, a podczas cofania dodatkowo na trzecim ekranie. Pan Darek czuł się niczym pilot Airbusa!

Pan Darek zamontował także świetny radioodtwarzacz z MP3, z kolejnym, dużym, bajecznie kolorowym wyświetlaczem, mrugającym filuternie w takt odtwarzanej muzyki. Do tego doszły lepsze głośniki i subwoofer, żeby bassik powodował drżenie wyposażenia bagażnika. Na szczęście pan Darek woził ze sobą tylko pompkę do kół, bo posiadacz precyzyjnie wykonanego kilkunastoletniego produktu niemieckiej motoryzacji, napędzanego kultowym silnikiem, nie musiał obawiać się jakiejkolwiek awarii.

Photo credit: RL GNZLZ via Foter.com / CC BY-SA

Photo credit: RL GNZLZ via Foter.com / CC BY-SA

Styl!

Kiedy wnętrze było już w miarę gotowe, pan Darek rozpoczął działania, mające na celu nadanie autu charakteru. Przeglądał i przeglądał produkty, brewki wydawały mu się zbyt prowincjonalne, nakładki zbyt wulgarne, spojlery dobre dla nastoletnich podrywaczy. Ale w końcu znalazł produkt dla siebie – chromowane listwy do samodzielnego naklejania. Tutaj można było wykazać swoją pełną inwencję twórczą.

Pan Darek rozpoczął swoje działania od demontażu bocznych listew w kolorze nadwozia.
Zaskoczyło go to, że pod nimi pojawiły się ogniska rdzy. Cóż, kwaśne deszcze w tym przaśnym kraju, w którym ludzie palą nadal węglem w piecach robią swoje! – pomyślał pan Darek ze złością. W Niemczech te piękne samochody, wykonane z prawdziwą precyzją w ogóle nie rdzewieją, a ich kultowe jednostki napędowe kręcą do pół miliona!

Nowe, chromowane listwy wydały się panu Darkowi o tyle ładniejsze, że zamontował je nie tylko na bokach auta, ale także i na jego zderzakach. Potem, ponieważ efekt był wyśmienity, pan Darek przeprowadził jeszcze jedną, chromowaną linię, w dolnej części drzwi. Na tym się nie skończyło. Kilkunastoletni produkt niemieckiej motoryzacji otrzymał także chromowane listwy pod oknami, w miejsce zwykłych z tworzywa.

Sukces tak rozpalił wyobraźnię pana Darka, że nie pozostało nic, jak tylko zamówić kolejne porcje chromowanych listew. Natychmiast też znalazły one zastosowanie – w dolnej części klapy bagażnika, na czterech żaluzjach atrapy chłodnicy (bo firmowy chrom już się nieco przytarł), na ochronnych listwach pod przednimi reflektorami, a nawet na podszybiu. Listwy pozwoliły też idealnie dostroić wnętrze. Pan Darek dokonywał karkołomnych wyczynów, aby okleić nimi wloty powietrza i boczki drzwi. Na sam koniec wykonał koncertowe dzieło sztuki – chromowaną drabinkę, między trzema ekranami w środkowej konsoli. To był prawdziwy majstersztyk.

Co robi pan Darek obecnie? Jest na etapie naklejek i chromowanych literek. Kilkunastoletni produkt niemieckiej motoryzacji, wykonany z ogromną precyzją, napędzany kultową jednostką napędową, która nie ma tajemnic przed polskimi mechanikami, zyskał dwa wijące się, chromowane węże na bokach nadwozia i ogromnego skorpiona na przedniej masce. Nad logo niemieckiego producenta, zamontowanym w klapie bagażnika, pojawiły się diabelskie różki. Standardowe oznaczenie kultowej jednostki napędowej, cechującej się ponadprzeciętną trwałością i cieszącej się uznaniem milionów klientów na świecie, zostało zerwane, a w jego miejscu pojawiły się litery i cyfry o ciekawszym kroju i przede wszystkim, dwa razy większe od firmowych.

Pan Darek nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

Zdjęcia w artykule nie przedstawiają samochodu Pana Darka.

Photo credit: jonashaffer via Foter.com / CC BY-NC

Photo credit: jonashaffer via Foter.com / CC BY-NC

POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ

ZACHĘCAMY DO ODWIEDZENIA INNYCH DZIAŁÓW MOTOREWII

REWIA czyli testy naszych motoryzacyjnych gwiazd

MOTOTECHNIKA

MOTOARTYKUŁY o interesujących samochodach

MOTOMILITARIA – samochody w służbie wojska

HUMOR I CIEKAWOSTKI

SAMOCHODY ŚWIATA

ZAPRASZAMY DO POLUBIENIA MOTOREWII W KANAŁACH SOCIAL MEDIA, GDZIE PUBLIKUJEMY DODATKOWO CIEKAWE ZDJĘCIA I FILMY

MOTOREWIA NA FACEBOOK

MOTOREWIA NA TWITTER

PORTAL MOTORYZACYJNY MOTOREWIA SERDECZNIE ZAPRASZA!

POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ