Jak to mówią – uderz w oponę, a kołpaki się odezwą. Społeczeństwo w Polsce po raz kolejny pogrążyło się w walce pomiędzy zwolennikami pełnego dostępu do aborcji, a osobami, chcącymi jej całkowicie zakazać. Dyskusje społeczne dotyczą jednak tylko ludzi. A nasza redakcja chciałaby zwrócić uwagę na problem aborcji w motoryzacji. Czas rozpocząć dyskusję na ten trudny temat!

Ogólnonarodowy dialog na temat aborcji sprawił, że do naszej redakcji napisał Pan Janusz.
- Jestem aborterem… – wyznał w pierwszych słowach swojego maila.
Każde kolejne zdanie maila wywoływało w nas szok i niedowierzanie.

Pan Janusz przez wiele lat prowadził swoją niecną działalność w okolicach jednego z największych polskich miast. W dodatku pobierał za nią bardzo duże korzyści majątkowe. Pozwoliły mu one w ciągu kilku lat postawić dom z kopertowym dachem, wyłożony cegłą klinkierową od góry do dołu, umieścić dwa gipsowe lwy przed bogato zdobioną bramą i
przesiąść się z B5 w tedeiku do Phaetona w tedeiku.
- Dziewięćdziesiąt koni na dwieście czterdzieści koni – takiej zmiany to panie nawet ci z Janowa Podlaskiego mogliby mi zazdrościć – podkreślił Pan Janusz – Dotyk banknotów powodował erekcję włosków na moich rękach, zresztą nie tylko tam, ale z sumieniem było coraz gorzej. Aż w końcu, po latach, coś we mnie pękło.

Photo credit: stanzebla via Foter.com / CC BY-SA

Photo credit: stanzebla via Foter.com / CC BY-SA

Jak udało nam się dowiedzieć, Pan Janusz poszedł za przykładem swojego znajomego ginekologa, dość słynnego w mediach, o twarzy będącej skrzyżowaniem bazyliszka z bokserem. Jegomość ten po przeprowadzeniu przez lata kilkuset aborcji w prywatnym gabinecie, po przejściu na emeryturę zwrócił się ku światłu i wartościom chrześcijańskim. Pan Janusz postanowił iść za jego przykładem. Nawet pomimo tego, że życie zgodne z zasadami Dekalogu zakończył dzień po Komunii Świętej.

- Abortowałem co się da – wyznał nam Pan Janusz w czasie szczerej rozmowy.
W jej trakcje palił papierosa za papierosem, drżały mu dłonie, ale widać było, że każde zdanie sprawiało, że zrzucał z serca ogromny ciężar.
– Abortowałem przede wszystkim katalizatory. Zdejmowało się cały układ. Kładło na ziemi. Nawet nie było specjalnych narzędzi – wyznał Pan Janusz – Normalnie, szlifierką z marketu, ostra tarcza do metalu i cięło się. Potem, nie bacząc na przepisy, pakowało się rurę o odpowiedniej średnicy, spawało i tyle. Klienci zmieniali się jak w kalejdoskopie. Przed drzwiami do garażu migały twarze, potem rozmywały się w pamięci. Po każdym z nich zostawał tylko katalizator. Brało się to na Tarpana, wiozło do skupu i jeszcze było dodatkowych parę groszy. Tak po prostu.

Proceder nasilał się.
- Ludzie do nas wracali. Mówili – wycięliście jeden, wypieprzcie i drugi, bo się trzęsie na wolnych, check się pali. Jaka strumienica, rurę wstawcie i ch.. i tyle, no. Wydawało nam się, że im pomagamy. Oni myśleli, że im pomagamy. Było jednak inaczej. A my… Zamiast przestać, zastopować, powiedzieć dość, rozszerzyliśmy działalność. Zaczęliśmy ciąć depeefy. Potem egieery. W cholerę. Wyciąć i zasklepić. Pomieszać odrobinę w komputerze i od nowa. Czasami jakiś emulatorek. Przy sondach lambda, które też abortowaliśmy bez litości, pakowaliśmy metalowe emulatory. Po prostu… Czujnik poza wydechem, ogłupiały panie jak działacz Platformy po przegranych wyborach, nie wie co się dzieje, nic nie wącha i sygnałów nie wysyła.

Autor: Michael KR (Praca własna) [CC BY-SA 4.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0)], Wikimedia Commons

Autor: Michael KR (Praca własna) [CC BY-SA 4.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0)], Wikimedia Commons

W końcu jednak przyszedł dzień, w którym Pan Janusz zmienił się nie do poznania.
- Przez przypadek przełączyłem telewizor na obrady Parlamentu Europejskiego – zdradza Pan Janusz – Zobaczyłem pełne troski, matczyne twarze osób, zarządzających najwspanialszą unią na Ziemi. To była debata o ekologii, o zanieczyszczeniach, emitowanych między innymi przez auta, które trują toksycznymi wyziewami z rur wydechowych. I wtedy coś we mnie pękło. Zrozumiałem, że to całe zło, smog, czad, podwyższona emisja CO2, ocieplenie klimatu, chłodne lata, ciepłe zimy, choroby układu oddechowego – to wszystko też moja wina!
I tak zaczęła się moja przemiana!

Co działo się potem? Bezsenna noc, walka z samym sobą, płacz…
Następnego dnia rano do warsztatu przyjechał klient dziesięcioletnim pojazdem. Pan Janusz jednak, zamiast jak zwykle szeroko otworzyć drzwi garażu, zaprosić do środka i zaproponować miejsce na plastykowym krzesełku, rozpoczął wykład o łamaniu przepisów, rosnącym poziomie CO2 na świecie i o odpowiedzialności społecznej użytkowników pojazdów.
- Panie, coś pan ochujał? – odpowiedział zdziwiony klient, spojrzał się jak na wariata i odjechał z piskiem opon.

- Nikt nie mówił, że walka o lepszy świat będzie łatwa – zakończył swoją opowieść Pan Janusz – Ale ja się nie poddam.

Photo credit: knitsteel via Foter.com / CC BY-SA

Photo credit: knitsteel via Foter.com / CC BY-SA

POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ

ZACHĘCAMY DO ODWIEDZENIA INNYCH DZIAŁÓW MOTOREWII

REWIA czyli testy naszych motoryzacyjnych gwiazd

MOTOTECHNIKA

MOTOARTYKUŁY o interesujących samochodach

MOTOMILITARIA – samochody w służbie wojska

HUMOR I CIEKAWOSTKI

SAMOCHODY ŚWIATA

ZAPRASZAMY DO POLUBIENIA MOTOREWII W KANAŁACH SOCIAL MEDIA, GDZIE PUBLIKUJEMY DODATKOWO CIEKAWE ZDJĘCIA I FILMY

MOTOREWIA NA FACEBOOK

MOTOREWIA NA TWITTER

PORTAL MOTORYZACYJNY MOTOREWIA SERDECZNIE ZAPRASZA!

POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ