Święta Bożonarodzeniowe to czas, kiedy ludzie sprawiają sobie przyjemności, kupując prezenty. Pan Karol nie chciał być gorszy i dlatego sam sobie sprawił prezent rok temu, na święta. Zamiast jak normalni ludzie, kupować jakieś wynalazki made in China z supermarketów, Pan Karol kupił sobie kultowe auto z kultową jednostką napędową pod maską.

Dwa dni przed Wigilią do Pana Karola zadzwoniła uśmiechnięta konsultantka, informując, że może on liczyć na kredyt. To był krok milowy w przygotowaniach do pozbycia się starego Cinquecento i podniesienia swojej atrakcyjności posiadaniem kultowego auta z kultową jednostką napędową pod maską.

Wybór padł na Volkswagena Golfa IV z 2005 roku, czyli z samej końcówki produkcji. Kompaktowe auto było w sam raz dla człowieka w średnim wieku. Do tego pojazd, pomimo upływu lat, był naprawdę atrakcyjny wizualnie, nawet dla tych, którzy nie gustują w niemieckim designie. Ot taki przyjemny dla oka kompakt, którym można przetransportować rodziców, pojechać na zakupy i z dziewczyną nad morze.

Pan Karol był informatykiem i doskonale znał się na komputerach, ale na samochodach ni cholery. Dlatego musiał polegać na opiniach członków rodziny. A te od lat niezmiennie głosiły, że tylko Niemiec, tylko w Dieslu i tylko w tedeiku. I słowa wielokrotnie powtarzane wyryły się trwałe w pamięci Pana Karola, a potem zmaterializowały się w pewnym komisie pod miastem, gdzie każdy zakup był bezpieczny, bo gwarantowały półroczną gwarancją.

Autor: Rudolf Stricker (Praca własna) [Attribution], Wikimedia Commons

Autor: Rudolf Stricker (Praca własna) [Attribution], Wikimedia Commons

Święty Mikołaj który wcale nie był święty

Komis znajdował się przy drodze wylotowej z miasta. W zasadzie cały komis to była ogrodzona rozsypującą się siatką działka, na której stało kilkadziesiąt samochodów. Cała obsługa firmy, składająca się z dwóch panów, rezydowała w starej przyczepie kempingowej w rogu. Na sąsiedniej działce mieścił się z kolei duży warsztat samochodowy.

Jeden ze sprzedawców faktycznie wyglądał jak Święty Mikołaj. Nosek miał czerwony, białą brodę i czerwoną twarz, a i posturę całkiem niezłą.
- Ho! Ho! Ho! – krzyczał jeszcze długo z radości, kiedy zadowolony Pan Karol opuszczał plac swoim nowym nabytkiem – Mieciu! Aleśmy renifera złapali! Ho! Ho! Ho!

Golf posiadał pod maską silnik 1.9 TDI o mocy 116 KM.
- Potęga! – uśmiechnął się Pan Karol, wrzucił ulubiony kawałek, odkręcił szybę i dał po garach.
Auto potrzebowało jakieś jedenaście sekund, aby rozpędzić się do setki. Spalanie także napawało optymizmem – około pięć i pół litra na setkę.
- Pompa olej spręża, pompowtryski go wtryskują, kilometry lecą, Golfy pięknie się sprawują!
- spróbował rapować zadowolony Pan Karol.
Przedświąteczna zima była bardzo łagodna, drogi były czarne, temperatura powyżej zera, Mikołaj z komisu zarzekał się, że auto ma nowe zimówki. Nic, tylko przeć przed siebie i nie patrzeć na nic! Nawet pomimo tego, że bieżnik na każdej oponie miał inny wzór.

Autor: Alberto Orsini (Praca własna) [Public domain], Wikimedia Commons

Autor: Alberto Orsini (Praca własna) [Public domain], Wikimedia Commons

Panie, olej mu cieknie spod brzucha…

Pan Karol dzień po zakupie zasnął tak szczęśliwy, niczym dziecię maleńkie. Ale rano, zaraz po przebudzeniu, zaczęły się problemy. Za oknem słychać było jakiś niemiły gwar. Pan Karol zerwał się z łóżka, wyjrzał przez okno i oniemiał. Przed jego kultowym autem zebrało się kilku sąsiadów, którzy z radością, a niektórzy z niepokojem, patrzyli na wielką, czarną plamę, która znajdowała się pod silnikiem. Pan Karol w kilka chwil ubrał się i wybiegł przed dom.
- Nity odpadajo, skrzynia się rozpada i olej się wylewa – oznajmił jeden z sąsiadów – Niemce panie to kiedyś samochody dobre robili, a teraz to już nie to. Teraz pierdolo.
- Na gwarancji jest, na szczęście – oznajmił Pan Karol i zadzwonił od razu do Mikołaja z komisu.

Gwarancja, panie, nie wszystko obejmuje

- Ło, panie. Gwarancja oczywiście jest – oznajmił wesoły Mikołaj z komisu – Ale nie obejmuje uszkodzeń, które zostały dokonane przez klienta. Musiałeś pan przybębnić podwoziem o coś w czasie jazdy poza miastem, skrzynię uszkodziło, olej wylało i tyle.
Pan Karol nic nie powiedział, bo faktycznie, autem przejechał się po bocznej, dziurawej drodze. Może i faktycznie czymś uderzył? Jakaś tam gałąź przejechała po brzuchu…
- Ale, panie, mamy tu znajomy warsztat obok. Skrzynię panu załatwimy używaną, tanio się zamontuje i auto będzie śmigać. To co, przyjedziesz pan? Taniej pan nie znajdziesz a w innych warsztatach to panu spieprzą. No to bierz pan lawetę i pchaj pan do nas. No.
- Mieciu! Aleśmy renifera złapali! Ho! Ho! Ho! – zaśpiewał znów radośnie Mikołaj z komisu, zacierając dłonie – Dzwoń do Łysego, niech daje skrzynię z padalca. Tylko niech trochę przeczyszczą. I git!

Autor: S 400 HYBRID (Praca własna (own photo)) [Attribution], Wikimedia Commons

Autor: S 400 HYBRID (Praca własna (own photo)) [Attribution], Wikimedia Commons

Szarpie, panie, szarpie

Tydzień później Pan Karol, lżejszy o cztery tysiące, pędził znów swoim ukochanym Golfem po trasie. Jednakże coś dziwnego zaczynało dziać się z samochodem. Auto powoli zaczynało nieładnie szarpać. Pan Karol zatrzymał się, zawrócił i ostrożnie skierował się w stronę komisu. W końcu miał sześciomiesięczną gwarancję.
- Panie, gwarancja oczywiście jest. Ale jak już panu mówiłem, nie obejmuje awarii, do których dochodzi z zaniedbań użytkownika. Zepsuł się przepływomierz powietrza . A wiesz pan, czemu? Boś pan nie wymienił filtra powietrza i czujnik się zabrudził!
- Ale – tu Mikołaj z komisu zawiesił głos – W naszym warsztacie obok wymienią panu przepływomierz, za sześć stówek, zamontują go za trzy, a do tego jeszcze filtr nowy powietrza, panie za stówkie. Taniej pan nie znajdziesz.
Kiedy Pan Karol po raz kolejny się zgodził i zostawił auto do naprawy, Mikołaj z komisu nie posiadał się z radości.
- Mieciu! Kurwa! Aleśmy renifera złapali! Ho! Ho! Ho!

Elektryka pada, panie

Dwa tygodnie później Pan Karol pędził ile wlezie po trasie. A to sobie szybkę elektryczną opuścił, a to sobie otworzył. A co! Auto wyposażone, to korzystać trzeba. Nagle szyba w prawym oknie zdechła i ani mocne ani delikatne dotykanie przycisku nic nie dawało.

Pan Karol zatrzymał się, westchnął, potem przypomniał sobie o gwarancji i od razu udał się do komisu.
Mikołaj od razu wiedział, co jest grane.
- Panie, silnik elektryczny się spalił, a auto faktycznie jest na gwarancji. Aleś pan sam go spalił, bo nie użyłeś pan silikonowego sprayu do uszczelek. Szyba się, panie, zazębiła do starej uszczelki, silnik nie miał siły pociągnąć i się spalił. Trzeba smarować, nie tylko zimą.
Pan Karol podrapał się po głowie, bo wiedział, że z silikonu to robią sztuczne piersi, dmuchane lalki, dildo i formy do pieczenia ciast.
- Także wiesz pan, w warsztacie obok zrobią, ale za gotówkie.
- Mieciu, kurwa żesz jego mać, aleśmy renifera złapali – Mikołaj cieszył się jak dziecko, kiedy wkurzony Pan Karol opuszczał teren komisu, zostawiając auto do naprawy.

Autor: IFCAR (Praca własna) [Public domain], Wikimedia Commons

Autor: IFCAR (Praca własna) [Public domain], Wikimedia Commons

Nie ma mocy, nie ma mocy

Przez dwa tygodnie auto chodziło jak burza. Potem znów zaczęły się problemy. W czasie jazdy nagle zaczął pojawiać się paskudny smród spalonego oleju. Auto zaczynało gwizdać jak stara lokomotywa. Co gorsza, silnik wyraźnie tracił moc, a z rury wydechowej zaczął wydobywać się czarny dym. Panu Karolowi zaczęły drżeć ręce na myśl o kolejnych wydatkach. Niestety, nie pomylił się. Tego gwarancja też nie objęła.
- Panie – zagaił Mikołaj z komisu – Turbinę szlag trafił. I pan jesteś temu winien! Boś pan jej nie chłodził po skończonej jeździe!
- Chłodziłem! – zaskoczył Pan Karol – Przez pół minuty!
- i dlatego się zepsuła, bo trzeba było przez całą! Powiem panu, za cztery tysiączki plus montaż zapakujemy panu turbinkę nową, bo te regeneracje to panie, nie dla ludzi. To się zaraz popsuje.
- Mieciu, w mordę jego, aleśmy renifera znaleźli! Dzwoń do Łysego, niech kupi zregenerowaną do tedeika, 1.9, niech dobrze wypiaskują, to będzie jak nowa. Ho! Ho! Ho!

Na tym oczywiście problemy się nie skończyły. Niebawem zepsuły się pompowtryskiwacze, a auto nie dawało się uruchomić, znów dymiło na czarno i nierówno pracowało. Biedny Pan Karol dowiedział się, że gwarancja tego nie obejmie, bo tankował niskiej jakości paliwo i nie wymienił na czas filtra paliwa. Potem poszła jeszcze sprężarka klimatyzacji (pan Karol nie korzystał regularnie z układu, włączał go tylko raz w tygodniu, zamiast codziennie, co spowodowało uszkodzenie), a na boku auta pojawiły się wykwity rdzy. To też była wina Pana Karola, bo przecież nie woskował i stawiał samochód na otwartym terenie, gdzie był narażony na warunki, powodujące korozję. W końcu jednak w aucie popsuło się jeszcze kilka drobiazgów, gwarancja się skończyła i skończyły się kłopoty.

Bo przecież opowieść wigilijna musi się dobrze skończyć, czyż nie?

POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ

ZACHĘCAMY DO ODWIEDZENIA INNYCH DZIAŁÓW MOTOREWII

REWIA czyli testy naszych motoryzacyjnych gwiazd

MOTOTECHNIKA

MOTOARTYKUŁY o interesujących samochodach

MOTOMILITARIA – samochody w służbie wojska

HUMOR I CIEKAWOSTKI

SAMOCHODY ŚWIATA

ZAPRASZAMY DO POLUBIENIA MOTOREWII W KANAŁACH SOCIAL MEDIA, GDZIE PUBLIKUJEMY DODATKOWO CIEKAWE ZDJĘCIA I FILMY

MOTOREWIA NA FACEBOOK

MOTOREWIA NA TWITTER

PORTAL MOTORYZACYJNY MOTOREWIA SERDECZNIE ZAPRASZA!

POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ