Szybki awans społeczny najczęściej wiążę się z dużymi inwestycjami w samochody. To doskonale przemyślana decyzja. Bo wielu rzeczy można nie móc pokazać rodzinie i plebsowi. Ale auto zawsze można.

Można mieć w domu meble ze złota, nawet złotą toaletę, a niewielu to zobaczy. Bo przecież nie każdy zasłuży na to, żeby go wpuścić do środka. Można oczywiście robić zdjęcia i wrzucać na Facebooka. Właśnie. To tutaj, na tym wesołym portalu zamieszcza się też zdjęcia z podróży zagranicznych do znanych kurortów, gdzie paraduje się w wyciągniętych, bawełnianych majtach, pokazując plebsowi opalone brzuszysko. Niestety i tu zasięg jest niewystarczający, a do tego jest pełno chamów, którzy potrafią złośliwie skomentować i cała zabawa na nic. Chama można zablokować, ale niesmak pozostaje…

A samochód? To jest to. Wielką limuzynę, na ogromnych kołach i z wielkim silnikiem, widzi każdy. Można przejechać każdego dnia dziesięć razy główną ulicą w czasie szczytu. Można pojechać w niedzielę do trzech kościołów na mszę, choć się nigdy wcześniej nie chodziło. Można też osiem razy dziennie jeździć do Biedronki.

Ważne, żeby wiedzieć z której strony wieje wiatr. Żeby pełen podziwu plebs, stojący na przystanku autobusowym, nie poczuł smrodu spalanego gazu z zamontowanej instalacji. Na szczęście korek wstydu jest pięknie ukryty w dolnej części zderzaka, żeby inni kierowcy się nie nabijali ze sknerusa.

sprężyny

Awans społeczny Pana Mieczysława

Pan Mieczysław osiągnął spory awans społeczny, który sprawił, że w ciągu ostatnich lat jego konto powiększyło stan posiadania kilkakrotnie. To sprawiło, że postanowił zainwestować w nowe auto.
- Muszę kupić nowe auto! – powiedział w czasie kolacji, mieląc w ustach kilka kęsów – Musi być duży, musi mieć duże koła, musi mieć duży silnik!
- Traktor sobie kup! – powiedziała teściowa i to był jej błąd.
Od czasu tej feralnej wypowiedzi musiała zamieszkać w piwnicy, bo nie potrafiła znieść już wszechobecnej mowy nienawiści, kierowanej w stronę jej osoby.
Pan Mieczysław jak powiedział, tak zrobił. Znajomy ściągnął mu do kraju elegancką, całkiem młodą, kultową limuzynę, produkowaną przez jedną z najlepszych firm na świecie. Znajomy zamontował gaz, bo wielki silnik potrafił skonsumować sporo paliwa, co przerażało nawet tak majętnego człowieka, jak Pan Mieczysław. Zmieniło się jeszcze parę pierdół, a to filtr jakiś, a to łożysko, bo darło mordę w czasie jazdy i wstyd był. Jeszcze kilka zaprawek, bo rdza tu i ówdzie się pokazała, zrobiło się tylko to, co na górze. Pod spodem było więcej, ale na szczęście nie było widać, wiec po co to robić. Mechanik coś tam marudził, że rdza straszna na kielichach, ale Pan Mieczysław zapytał
- Gdzie one so?
A kiedy dowiedział się, że ich też nie widać, to sam sobie kielicha walnął, żeby uczcić zakup i oszczędność, bo już na kolejną naprawę wydać nie musiał.

suspension

Pneumatyka kontra sprężyna

- W dupę sobie wsadźta swój wielowahacz, kurwa jego mać! – krzyknął zadowolony Pan Mieczysław, kiedy pierwszy raz poczuł komfort zawieszenia pneumatycznego.
- Zobacz stara, jak się jedzie szybciej, to się obniża – Pan Mieczysław objaśnił żonie jedną z zalet zawieszenia pneumatycznego, szalejąc na trasie poza miastem – Żeby był mniejszy opór. Mniej pali! A i tak bierze szesnaście gazu. O kurwa, znowum nie przełączył i benzynę chla ten smok nienażarty.

W ciągu miesiąca od zakupu auta, każda impreza rodzinna i z przyjaciółmi miała punkt obowiązkowy, w czasie którego Pan Mieczysław wymieniał gościom zalety zawieszenia pneumatycznego. A to opowiadał, jak wspaniale się obniża w czasie jazdy po trasie, a to, mocno gestykulując, tłumaczył, jak się podwyższa, kiedy pokonuje się nierówności. Czasami ciężko było, ale zawsze się znalazł sposób. Pan Mieczysław poświęcił się na tyle, że pewnego dnia, za pomocą odkurzacza i torby foliowej demonstrował, jak pracuje kompresor i miech, zamontowany w kolumnie resorującej. Pan Miecio tłumaczył, co to czujnik wysokości i blok zaworowy, przez pół godziny mówił, jak ważna jest szczelność układu i właściwa praca przewodów ciśnieniowych, ale wiedza nie trafiała do grona odbiorców, które najczęściej diagnozowało samochód, kopiąc mu w opony. W każdym razie, po imprezie rodzinnej albo przyjęciu dla przyjaciół, każdy, niezależnie od płci i wieku wiedział, że sprężyny, belki skrętne i wielowahacze to gówno najgorsze na świecie. Poza tym każdy gość wiedział, że zbyt duża ilość bigosu z wieprzowymi kotletami, popita słodkim winem powoduje, że wątroba puchnie jak miech zawieszenia, napompowany przez kompresor.

Przykładowa awaria zawieszenia pneumatycznego w Mercedesie  Źródło MB MEDIC

Przykładowa awaria zawieszenia pneumatycznego w Mercedesie
Źródło MB MEDIC

Amfibia pod kościołem

Złośliwość rzeczy martwych jest przerażająca. Pan Mieczysław przekonał się o tym osobiście.
W piękny, niedzielny poranek, kultowy europejski samochód z potężnym silnikiem i niezwykle komfortowym zawieszeniem pneumatycznym zaparkował pod największym kościołem w mieście. Bo gdzie można spotkać więcej znajomych w niedzielę, jak nie tu? Małżonka założyła futro, Pan Mieczysław płaszcz, w którym wyglądał, jakby go też jakiś kompresor napompował i weszli do kościoła. Po zakończonej mszy, Pan Mieczysław podążył wraz z małżonką w stronę auta, defilując dumnie w stronę potężnego krążownika. Niestety, wtedy stało się najgorsze. Piękna limuzyna wyglądała tak, jakby ktoś poprzebijał jej wszystkie koła. Szorowała brzuchem o kostkę, którą był wyłożony parking. Oczywiście, nie uszło to uwadze ludzi, którzy głośno komentowali niecodzienne zjawisko. Biedny Pan Mieczysław czerwieniał i bladł na przemian, a kiedy cały złom, resorowany sprężynami i nielicznymi wielowahaczami opuścił parking, zostało tylko zadzwonić po pomoc drogową i odholować cud techniki do znajomego warsztatu.

To nie był koniec złych wiadomości. Nie dość, że trzeba było czekać do poniedziałku, aż mechanik zajmie się amfibią, to jeszcze po oględzinach przyszedł czas na naprawdę złe wiadomości. Okazało się, że jeden z miechów stracił szczelność, co spowodowało spadek ciśnienia w układzie i w efekcie – obniżenie auta. Kiedy Pan Mieczysław dowiedział się, że za nową kolumnę z miechem trzeba zapłacić blisko sześć tysięcy złotych, nie licząc montażu, trzeba było go cucić na zewnątrz.

A nie był to koniec złych wiadomości. Ponieważ nieszczelność, na początku niewielka, była już od dawna, kompresor był stale przeciążony (musiał stale pracować, aby podtrzymać ciśnienie w układzie), przez co bardzo mocno się zużył, niemalże się zacierając. A to oznaczał także konieczność jego wymiany. Cena: około dwa i pół tysiąca, nie licząc montażu.

Żona musiała prowadzić Pana Mieczysława w stronę zastępczego auta, resorowanego na sprężynach. W połowie drogi dało się słyszeć głos innego mechanika –
- E, jak się jeden rozszczelnił, to niebawem będzie trzeba wymienić wszystkie trzy pozostałe.
Świat zawirował Panu Mieczysławowi przed oczami i biedny człowiek nie chciał już wiedzieć, czy to faktycznie prawda, czy tylko złośliwość ze strony speca od aut.

W każdym razie w czasie podróży powrotnej do domu wielowahacz wcale nie wydawał się Panu Mieczysławowi taki mało komfortowy.

POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ

ZACHĘCAMY DO ODWIEDZENIA INNYCH DZIAŁÓW MOTOREWII

REWIA czyli testy naszych motoryzacyjnych gwiazd

MOTOTECHNIKA

MOTOARTYKUŁY o interesujących samochodach

MOTOMILITARIA – samochody w służbie wojska

HUMOR I CIEKAWOSTKI

SAMOCHODY ŚWIATA

ZAPRASZAMY DO POLUBIENIA MOTOREWII W KANAŁACH SOCIAL MEDIA, GDZIE PUBLIKUJEMY DODATKOWO CIEKAWE ZDJĘCIA I FILMY

MOTOREWIA NA FACEBOOK

MOTOREWIA NA TWITTER

PORTAL MOTORYZACYJNY MOTOREWIA SERDECZNIE ZAPRASZA!

POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ